REKLAMA
Codziennie przemierzam park maszerując na spacer ze swoim psem. Środkiem alejki biegnie droga rowerowa. Piesi idą więc z lewej lub prawej strony trasy wyznaczonej dla rowerzystów.
Nie wiem kto wymyślił takie rozwiązanie i czym się kierował, ale nie jest to – przynajmniej w tym miejscu dobry pomysł.
Powodów jest kilka.
Zacznę od pieszych. Wielu snuje się od lewej do prawej goniąc za małymi dziećmi, które mimo pilnowania przekraczają niekiedy namalowane linie, by urwać kwiatek rosnący pechowo po drugiej stronie. Niektórzy uczą dzieci jeździć na rowerku i chcąc nie chcąc zahaczają o trasę rowerową. Oczywiście ścieżka rowerowa nie powinna być traktowana jak trasa spacerowa dla pieszych , na niej rowerzyści mają pierwszeństwo i trzeba o tym pamiętać. A wzajemny szacunek pomaga.
Inna kategoria to psiarze. Trzymają czworonogi na krótkich smyczach, ale pies jak to pies, pobiegnie siknąć na cudny – nie zerwany przez dziecko - kwiatek po drugiej stronie. Sporo psów biega luzem (niestety – bo wbrew przepisom) i także ma sobie za nic namalowane na alejce kreski.
I w końcu rowerzyści – większość pędzi, nie jedzie, ale właśnie pędzi na łeb na szyję nie zważając na nic i nikogo. Pędząc wyprzedzają się czy wymijają i przekraczając dozwolone granice. Zapominając, że jadą przez park i powinni uważać.
Są też tacy, którzy jadą parami niemal trzymając się a za ręce.
W dzień jeszcze widać cyklistów, o zmroku niestety nie bardzo, bo jak policzyłam ostatnio na 100 którzy mnie minęli (siedziałam i liczyłam) 37 nie miało świateł ani z przodu ani z tyłu.
Rozumiem, relaks i rekreacja, ale rozsądek i rozum także warto zabierać ze sobą.
Teraz dwa zdania o rowerzystach ulicznych.
Nie wiem czy wiecie, co stanowią przepisy (zmodyfikowane od 20 maja 2011) o jechaniu chodnikiem.
Sprawa jest prosta. Chodnik nie służy do jazdy rowerem a rowerzysta może nim jechać jedynie wyjątkowo gdy:
- opiekuje się osobą w wieku do lat 10 kierującą rowerem,
- szerokość chodnika wzdłuż drogi, po której ruch pojazdów jest dozwolony z prędkością większą niż 50 km/h, wynosi co najmniej 2 m i brakuje wydzielonej drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów,
- warunki pogodowe zagrażają bezpieczeństwu rowerzysty na jezdni (śnieg, silny wiatr, ulewa, gołoledź, gęsta mgła), z zastrzeżeniem, że kierujący rowerem, korzystając z chodnika lub drogi dla pieszych, jest obowiązany jechać powoli, zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym.
Znaczy to, ni mniej ni więcej, że w centrach miast, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 50 km/h lub niższej NIE WOLNO PORUSZAĆ SIĘ ROWEREM po chodnikach, o ile nie jest się opiekunem dziecka do 10 lat, które również jedzie na rowerze.
Dodatkowo Ustawodawca wyraźnie zaznaczył, że jazda zgodnie z warunkowym zezwoleniem na poruszanie się rowerem po chodniku musi zawsze odbywać się powoli, ze szczególną ostrożnością i zachowaniem podporządkowania wobec pieszych.
Tak, dokładnie tak. Bo na chodniku to pieszy ma pierwszeństwo.
DO szewskiej pasji - już jako pasażera samochodu, doprowadza mnie nieprzestrzeganie przepisów przez rowerzystów a dotyczących obowiązku przeprowadzania roweru przez pasy jeśli nie ma ścieżki rowerowej. Przejeżdżanie przez czerwone światło na skrzyżowaniu - gdy „nic nie jedzie”.
Jadący chodnikami - przypomnę, że nagminnie niezgodnie z przepisami - rowerzyści często nie zadają sobie trudu, by użyć dzwonka, by ostrzec pieszego, który idzie nie mając pojęcia, że za nim pędzi rower.
Ostatnio kilkukrotnie miałam dość nieprzyjemne spotkanie z błotnikiem roweru. I słyszałam „jak leziesz?”. Jak ja lezę? Jak TY jedziesz? – powinnam powiedzieć a w zasadzie zakrzyknąć do oddalającego się rowerzysty.
Nie ma obowiązku jeżdzenia w kaskach. Nie ma go nawet dla dzieci. Nie rozumiem tego i uważam, że każdy odpowiedzialny rodzic powinien mieć kask dla siebie i oczywiście dla dziecka.
Sama uwielbiam przejażdżki rowerem i wiem, że za mało jest ścieżek i tras rowerowych. Powinno być ich więcej, muszą być dobrze oznakowane i bezpieczne. Powinno się w to inwestować. Ale póki co, trzeba szanować siebie nawzajem i przestrzegać przepisów. Inaczej i piesi i rowerzyści będę w konflikcie. A przecież punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W tym przypadku siedzenia na siodełku.
Nie wiem kto wymyślił takie rozwiązanie i czym się kierował, ale nie jest to – przynajmniej w tym miejscu dobry pomysł.
Powodów jest kilka.
Zacznę od pieszych. Wielu snuje się od lewej do prawej goniąc za małymi dziećmi, które mimo pilnowania przekraczają niekiedy namalowane linie, by urwać kwiatek rosnący pechowo po drugiej stronie. Niektórzy uczą dzieci jeździć na rowerku i chcąc nie chcąc zahaczają o trasę rowerową. Oczywiście ścieżka rowerowa nie powinna być traktowana jak trasa spacerowa dla pieszych , na niej rowerzyści mają pierwszeństwo i trzeba o tym pamiętać. A wzajemny szacunek pomaga.
Inna kategoria to psiarze. Trzymają czworonogi na krótkich smyczach, ale pies jak to pies, pobiegnie siknąć na cudny – nie zerwany przez dziecko - kwiatek po drugiej stronie. Sporo psów biega luzem (niestety – bo wbrew przepisom) i także ma sobie za nic namalowane na alejce kreski.
I w końcu rowerzyści – większość pędzi, nie jedzie, ale właśnie pędzi na łeb na szyję nie zważając na nic i nikogo. Pędząc wyprzedzają się czy wymijają i przekraczając dozwolone granice. Zapominając, że jadą przez park i powinni uważać.
Są też tacy, którzy jadą parami niemal trzymając się a za ręce.
W dzień jeszcze widać cyklistów, o zmroku niestety nie bardzo, bo jak policzyłam ostatnio na 100 którzy mnie minęli (siedziałam i liczyłam) 37 nie miało świateł ani z przodu ani z tyłu.
Rozumiem, relaks i rekreacja, ale rozsądek i rozum także warto zabierać ze sobą.
Teraz dwa zdania o rowerzystach ulicznych.
Nie wiem czy wiecie, co stanowią przepisy (zmodyfikowane od 20 maja 2011) o jechaniu chodnikiem.
Sprawa jest prosta. Chodnik nie służy do jazdy rowerem a rowerzysta może nim jechać jedynie wyjątkowo gdy:
- opiekuje się osobą w wieku do lat 10 kierującą rowerem,
- szerokość chodnika wzdłuż drogi, po której ruch pojazdów jest dozwolony z prędkością większą niż 50 km/h, wynosi co najmniej 2 m i brakuje wydzielonej drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów,
- warunki pogodowe zagrażają bezpieczeństwu rowerzysty na jezdni (śnieg, silny wiatr, ulewa, gołoledź, gęsta mgła), z zastrzeżeniem, że kierujący rowerem, korzystając z chodnika lub drogi dla pieszych, jest obowiązany jechać powoli, zachować szczególną ostrożność i ustępować miejsca pieszym.
Znaczy to, ni mniej ni więcej, że w centrach miast, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości do 50 km/h lub niższej NIE WOLNO PORUSZAĆ SIĘ ROWEREM po chodnikach, o ile nie jest się opiekunem dziecka do 10 lat, które również jedzie na rowerze.
Dodatkowo Ustawodawca wyraźnie zaznaczył, że jazda zgodnie z warunkowym zezwoleniem na poruszanie się rowerem po chodniku musi zawsze odbywać się powoli, ze szczególną ostrożnością i zachowaniem podporządkowania wobec pieszych.
Tak, dokładnie tak. Bo na chodniku to pieszy ma pierwszeństwo.
DO szewskiej pasji - już jako pasażera samochodu, doprowadza mnie nieprzestrzeganie przepisów przez rowerzystów a dotyczących obowiązku przeprowadzania roweru przez pasy jeśli nie ma ścieżki rowerowej. Przejeżdżanie przez czerwone światło na skrzyżowaniu - gdy „nic nie jedzie”.
Jadący chodnikami - przypomnę, że nagminnie niezgodnie z przepisami - rowerzyści często nie zadają sobie trudu, by użyć dzwonka, by ostrzec pieszego, który idzie nie mając pojęcia, że za nim pędzi rower.
Ostatnio kilkukrotnie miałam dość nieprzyjemne spotkanie z błotnikiem roweru. I słyszałam „jak leziesz?”. Jak ja lezę? Jak TY jedziesz? – powinnam powiedzieć a w zasadzie zakrzyknąć do oddalającego się rowerzysty.
Nie ma obowiązku jeżdzenia w kaskach. Nie ma go nawet dla dzieci. Nie rozumiem tego i uważam, że każdy odpowiedzialny rodzic powinien mieć kask dla siebie i oczywiście dla dziecka.
Sama uwielbiam przejażdżki rowerem i wiem, że za mało jest ścieżek i tras rowerowych. Powinno być ich więcej, muszą być dobrze oznakowane i bezpieczne. Powinno się w to inwestować. Ale póki co, trzeba szanować siebie nawzajem i przestrzegać przepisów. Inaczej i piesi i rowerzyści będę w konflikcie. A przecież punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W tym przypadku siedzenia na siodełku.
