REKLAMA
Ostatnie dni sierpnia, piątek, senne popołudnie w peryferyjnej dzielnicy dużego miasta. Przed blokiem z lat siedemdziesiątych rozłożyła się ekipa telewizyjna. Coś kręcą. Nikt nie wie co, ale od kilku dni śledzi ich z okien z ogromnym zaciekawieniem większość lokatorów. Wokół ekipy snuje się sporo dzieciaków. Całymi dniami stoją, siedzą, patrzą, czekają, bo może pojawi się jakaś gwiazda. Gwiazdy jednak nie ma. Ale sporo jest pracowników redakcyjnych i technicznych. W pewnym momencie do siedzących na murku dwóch młodych techników podchodzi mały chłopiec.
- „Cześć – dajcie fajka.
- Jesteś za mały na palenie papierosów.
- Jak za mały? Mam już prawie 11 lat. Idę do 4. klasy.
- No całkiem już jesteś dorosły, to pewnie rodzice wiedzą, że palisz? – próbuje zażartować jeden z młodych mężczyzn.
- No pewnie, mama powiedziała, że lepiej żebym palił z nią i w domu, bo przynajmniej wie, ile palę. Ale dziś ona też nie ma fajka. A co tu kręcicie? – i nie czekając na odpowiedź opowiada dalej - Mnie to wujek by lanie spuścił, jakbym tak nic nie robił cały dzień. Ale ja to i tak pewnie skończę w więzieniu. Wujek tak mówi.
- A cieszysz się, że idziesz do szkoły?
- Tak, bo jestem dobry z matematyki. No zapytajcie mnie o coś?
- Z matematyki mówisz, no to ile jest 30 + 30?
Chłopiec się zamyśla, kombinuje coś z palcami, ale w końcu rzuca z oburzeniem:
- No nie, tak do dziesięciu żeby było.
- No dobrze to ile jest 7+7?
Młody kombinuje, rezygnuje i na odchodnym rzuca:
- Mówiłem, że do dziesięciu. Cwaniaki. Redaktorki. Nawet fajka nie dali".
Potem z ust chłopca popłynęły słowa, których nie da się tutaj zacytować.
Opowieść jak opowieść. Ale na kilka spraw zwróciłabym szczególną uwagę.
Po pierwsze wygląda na to, że w wakacje sporo dzieci nie ma żadnego sensownego zajęcia. Snują się po podwórkach, ulicach, bo wiadomo wakacje, czas wolny. Ale to zmarnowany czas wolny. Kiepski wypoczynek, raczej nuda i głupie pomysły. Żeby było jasne, ja rozumiem ideę zabaw podwórkowych, sama to przerabiałam 40 lat temu, ale jednak dziś i świat się zmienił, i możliwości są inne. Albo przynajmniej powinny być. Warto pomyśleć co dzieci robią w wolnym czasie. Dobrze jest wiedzieć co oferuje im latem szkoła, lato w mieście, kluby sportowe. Rodzice powinni znać ofertę pobliskiej biblioteki, kina czy ośrodka kultury. Dzięki temu mogliby doradzić dziecku coś fajnego i rozsądnego.
Po drugie sprawa papierosów. Pomysł, że mama pozwala dziecku palić w swojej obecności może bulwersować. Powiem więcej, powinien, ale sama znam co najmniej kilkadziesiąt takich domów. Domów, w których dzieci wraz z milczącą zgodą rodziców, robią rzeczy dla nich nieprzeznaczone. Palą, piją, są agresywne i wulgarne. Niektóre również stosują używki lub kradną. Rodzice to widzą, ale nic lub niewiele z tym robią. Nie radzą sobie. No bo jak sobie poradzić z małym złodziejem? Najczęściej ukrywają i usprawiedliwiają takie zachowania. Idąc w zaparte zaprzeczają i czekają, że może coś się zmieni. Ale przypominam, jeśli nic nie robisz, nic się nie zmieni.
Po trzecie, nasz „bohater” skończył 3 klasę szkoły podstawowej i nie potrafi liczyć. A przecież po ukończeniu nauczania zintegrowanego powinien „dodawać i odejmować liczby w zakresie 100 i umieć sprawdzać wyniki odejmowania za pomocą dodawania”. Tyle mówi podstawa programowa. Ale okazuje się, że ona sobie, a umiejętności sobie.
Rok szkolny już się zaczął i mały chłopiec zapewne siedzi teraz w ławce i próbuje policzyć ile to jest jeśli do 30 doda się kolejne 30. Mam nadzieję, że w tym roku uda mu się rozwiązać to zadanie. Mam też nadzieję, że może trafi na wychowawcę, nauczyciela, który stanie się dla niego autorytetem, jakiego brakuje mu w domu.
Wierzę, w to, że spotka kogoś, kto nie tylko przekona go do tego, że palenie jest głupie, ale także – na przekór warunkom i okolicznościom - wskaże mu inną drogę. Drogę do sukcesu i lepszego życia.