REKLAMA
Miałam dylemat czy pisać dziś o kulturze czy o braku kultury. Oba tematy wydają mi się ekscytujące, ale pisząc o jednym sprawiłabym sobie przyjemność, a poruszając drugi, pewnie zdenerwowałabym się okrutnie.
Wybieram więc ten miły, bo po co się denerwować w świecie pełnym stresu i napięć. Oto więc garść wrażeń z wczorajszego spektaklu na który wybrałam się do Teatru Roma. Nova Scena a na niej trzy piękne, utalentowane oraz uzdolnione muzycznie kobiety: Katarzyna Zielińska, Katarzyna Żak i Olga Bończyk.
Tytuł spektaklu to „Zdobyć, utrzymać, porzucić“. Każda z aktorek ma przypisaną sobie rolę: Katarzyna Zielińska - ZDOBYĆ, Katarzyna Żak - UTRZYMAĆ, a Olga Bończyk - PORZUCIĆ. Pojawia się także mężczyzna – choć jedynie uroczym głosem Artura Andrusa. Reżyserem spektaklu jest Krzysztof Jaślar, a zespół muzyczny towarzyszący artystkom na scenie to The Jobers.
Poznajemy różne typy kobiet, odmienne historie uwodzeń i rozstań. Zabawne dialogi, świetna choreografia, ciekawe kreacje i to co najważniejsze w spektaklu– ponadczasowe piosenki – ukazują „niezbadane zjawisko”, któremu na imię kobieta. Przez scenę przewijają się różne damskie typy od słodkiej idiotki przez dzidzię-piernik aż po babo-chłopa. Spotykamy kobiety w sytuacjach życiowych różnych.
Wiecie może w jakim rytmie kobiety zdobywają mężczyzn? Obowiązkowo w rytmie tanga.
Genialne trzy głosy w tercecie i w solowych występach brzmią wspaniale. Jest zabawnie, ale i wzruszająco. Nieustannie zastanawiałam się, która z aktorek dzierży palmę pierwszeństwa i nie mogłam się zdecydować. Wszystkie były świetne, choć każda w innym stylu.
Katarzyna Zielińska - odważna, zalotna i przezabawna, Katarzyna Żak – wspaniały talent komediowy i mocny głos a Olga Bończyk – liryczna i delikatna.
Mężczyźni zdobyci – nawet Ci porwani z widowni – warci są utrzymania. A w jakim rytmie? Oczywiście tanga.
Mężczyźni zdobyci – nawet Ci porwani z widowni – warci są utrzymania. A w jakim rytmie? Oczywiście tanga.
I znowu trzy aktorki wznoszą się na wyżyny. Naprawdę świetnie śpiewają i widać, że wspaniale się bawią. Wzruszające „Ne me quitte pas” w wykonaniu Olgi Bończyk spowodowało drgnięcie mojego serca.
W spektaklu niejako dotykamy istoty feminizmu oraz diet wszelakich. Rozmowy dotyczą kosmetyków, salonów piękności, prezentów, biżuterii, a także innych - ważnych niebywale - aspektów życia kobiety i relacji damsko –męskich.
To sztuka przede wszystkim dla kobiet. Singielki dowiedzą się z niej, jakie są najlepsze sposoby na poderwanie faceta. Poznajemy te strategie i mówiąc szczerze śmiałam się z nich całego serca.
Zajęte panie dowiedzą się, jak utrzymać tego jedynego przy sobie a my wszystkie, jak go porzucić, będąc porzuconą. Panowie wybierający się na spektakl muszą liczyć się z tym, że będą nie tylko siedzieć i patrzeć. Płeć brzydka może także się czegoś nauczyć. Na przykład, że na Walentynki – lub bez okazji – zamiast płaszcza lipidowego (w kremie) wiele kobiet woli futro z norek.
Całe przedstawienie w komiczny sposób traktuje stosunki damsko - męskie.
Spektakl jest bardzo dynamiczny, publiczność wyśmienicie się bawi.
Zapomniałabym dodać, że porzucanie mężczyzn odbywa się także tylko w rytmie tanga:)
Mogę ten spektakl zarekomendować. Prawie dwie godziny naprawdę dobrej zabawy.
Spektakl jest bardzo dynamiczny, publiczność wyśmienicie się bawi.
Zapomniałabym dodać, że porzucanie mężczyzn odbywa się także tylko w rytmie tanga:)
Mogę ten spektakl zarekomendować. Prawie dwie godziny naprawdę dobrej zabawy.
PS. Może wyjaśnię z jakiego tematu zrezygnowałam. Dotyczył on braku kultury (w mediach). Chodziło mi mianowicie o wywiad Grzegorza Miecugowa, w którym stawia tezę, że „dziś największą słabością mediów jest odbiorca. Gdy mówimy o tabloidyzacji mediów, to mówimy właśnie o tabloidyzacji odbiorców“.
Nie zgadzam się z tym. Wiem jaka jest rola telewizji, buduje i kształtuje -w pewnej mierze - nasz obraz świata. Nie jest także prosta relacja między nadawcą i odbiorcą. Są ludzie myślący ale są i bezrefleksyjni. Uważam, że ci drudzy są "produktem" telewizyjnego prania mózgu. Od dziecka.
Jakoś kiedyś w dawnych „złych czasach” produkowano a widzowie oglądali „Kabaret Starszych Panów”, „Kobrę”, „Sondę” czy „Piórkiem i węglem”. A produkowane wówczas seriale oglądamy do dziś. Móżna było wtedy, pewnie można by i dziś.
