Dziecko nie jest dodatkiem do rodziny, nie uda się wychować go „przy okazji”. Dziecko to odrębny byt, to człowiek, tyle że mały. Trzeba włożyć wiele pracy w wychowanie. Trzeba myśleć i planować, słuchając przy tym dziecka. Warto znać jego potrzeby i możliwości.
REKLAMA
Jakiś czas temu na spotkaniu z dziećmi zapytałam je czy lepiej być dzieckiem czy dorosłym? Mały, mniej więcej 8 letni chłopiec z pewnością w głosie odpowiedział, że lepiej być dorosłym, bo mogą oni dłużej spać…
Ech, to dziecięce pojmowanie świata. Zaczęła się dyskusja, jak to jest naprawdę, co muszą dorośli, a co dzieci i kto chciałby się zamienić na jeden dzień ze mną i wykonywać moją pracę. Gdy powiedziałam co i ile robię, jakość chętnych nie było. Ostatecznie ustaliliśmy, że jednak lepiej być dzieckiem.
Pierwsze wnioski z dyskusji były budujące: dobrze być dzieckiem - bo ma się naturalność, niewinność, rajską akceptację świata. Dziecko ma więcej siły, może się bawić do woli. Można wspinać się po drzewach. Wszędzie się wcisnąć, schować. Dzieciństwo to czas magiczny. Dziecko ma lepiej, bo nie ma tylu obowiązków. Ma więcej czasu. Nawet jak się uczy. Jak widać dzieci widzą dużo zalet.
Młodzi ludzie zauważyli także, że są raczej bezbronni i ktoś musi się nimi opiekować. Ale, że nie zawsze dorośli się z tego obowiązku wywiązują. Narzekali, że zbyt wiele im nie wolno, że dorośli nie słuchają, krzyczą, biją. Dzieci celnie zauważyły, że dorośli mają swój świat i dzieci czasem im przeszkadzają w życiu. Opowiadali mi o samotności i pozostawieniu samym sobie w zwykłych, codziennych kłopotach.
Czy to zmieniło się w „naszych” czasach? Czy my jako dzieci mieliśmy inaczej?
Jeszcze w ubiegłym wieku dziecko było często traktowane nieco jak „prototyp” prawdziwego człowieka. Było kimś, z kim nikt się nie liczył. Niewielu szanowało. Rodzice mieli obowiązek „chować” i tak czynili. Jednak nie zastanawiali się, co dziecko może czuć, bo przyjęto, że nic właściwie raczej nie czuje.
Jeszcze w ubiegłym wieku dziecko było często traktowane nieco jak „prototyp” prawdziwego człowieka. Było kimś, z kim nikt się nie liczył. Niewielu szanowało. Rodzice mieli obowiązek „chować” i tak czynili. Jednak nie zastanawiali się, co dziecko może czuć, bo przyjęto, że nic właściwie raczej nie czuje.
Od tamtych lat i poglądów minęło bardzo wiele „lat świetlnych”. Zmieniło się właściwie wszystko i dzisiaj już wiadomo, że dziecko to człowiek od pierwszych godzin życia, od poczęcia czujący.
Niestety mimo tylu zmian sporo zostało po staremu.
Wielu rodzicom nadal bardzo trudno jest zrozumieć, że niemowlę, które jedynie śpi i chce jeść to odrębny byt. Wielu nie pojmuje, że to także człowiek. Oni wychowują dziecko a nie człowieka. Robią z nim co chcą, bo zakładają często, że to oto dziecko - nie człowiek przecież - jest ich własnością. Ale jeśli miałoby tak być to rodzice musieliby być jego właścicielami. A tak nie jest przecież.
Wielu rodzicom nadal bardzo trudno jest zrozumieć, że niemowlę, które jedynie śpi i chce jeść to odrębny byt. Wielu nie pojmuje, że to także człowiek. Oni wychowują dziecko a nie człowieka. Robią z nim co chcą, bo zakładają często, że to oto dziecko - nie człowiek przecież - jest ich własnością. Ale jeśli miałoby tak być to rodzice musieliby być jego właścicielami. A tak nie jest przecież.
Rodzicom chcącym ułatwić dziecku życie wydaje się, że wiedzą lepiej, co ich dziecku do szczęścia potrzeba. Oni nie wierzą, że ono samo to może wiedzieć. Albo, że może podejmować decyzje - oczywiście odpowiednie do wieku. Rodzice zapędzają się w takim myśleniu, a efektem wychowania jest albo bezwolna albo buntująca się osoba.
Wiadomo przecież, że już noworodek wie czy jest głodny i czy jest mu za ciepło. Trzeba tylko uważnie patrzeć, uważnie słuchać i podążać za dzieckiem i JEGO potrzebami. Dziecko nie jest dodatkiem do rodziny, nie uda się wychować go „przy okazji”.
Miałam kiedyś studenta, który opowiedział na zajęciach swoją historię. Powiedział, że do mniej więcej 4 roku życia był przekonany, że ma na imię „Go”. Bo wiecznie słyszał, „ubierz Go, nakarm Go, uspokój Go”. Smutne prawda?
Jeśli w jakiś sposób traktujemy dziecko pomyślmy najpierw czy sami chcielibyśmy być tak traktowani?
Czy my dorośli chcielibyśmy być dziećmi, na które się krzyczy, które nie mają prawa do własnego zdania. Dziećmi które nie mają racji i nic nie wiedzą i na niczym się nie znają. Czy chcielibyśmy bać się, co powiedzą dorośli i w kółko słyszeć „nie”.
Czy chcielibyśmy być własnymi dziećmi?
Czy chcielibyśmy być własnymi dziećmi?
Oczywiście wiadomo, że dzieciom do prawidłowego rozwoju niezbędne są normy, nakazy, zakazy. One wręcz lubią jasne reguły i prawidła. Czują się bezpieczniej w zorganizowanym i dobrze zaplanowanym świecie. W świecie przewidywalnym. Ale pamiętać trzeba, że ustalenia mają się zmieniać i jakby rosnąć razem z dzieckiem. Tylko wtedy mają sens.
Ja miałam wspaniałe dzieciństwo, świetnych, światłych rodziców, którzy dali mi bezpieczeństwo i miłość.To samo dałam moim synom. Widzę teraz dwóch wspaniałych młodych mężczyzn. Z dumą słucham, że mieli „fajne dzieciństwo” i że jestem „najlepszą mamą”.
Jestem z nich dumna.
Jestem z nich dumna.
A wracając do tematu, jeśli dziś za czymś z dzieciństwa tęsknię, to za beztroską, za wiarą, że ludzie są dobrzy i że wszystko zawsze będzie dobrze.
