REKLAMA
Nie ma jak dostać między oczy w piękne niedzielne popołudnie. Serwis Wiadomości24.pl – podający jako swoje motto w profilu fb „Uprawiamy też dziennikarstwo” zamieścił tekst dotyczący mojej osoby.
Serwis zachęca do aktywnego zeń korzystania słowami - „podziel się tym co wiesz”. Proponowałabym, by jednak sprawdzać co się pisze, by uniknąć publikowania bzdur.
Ale ad rem.
Ale ad rem.
„Dorota Zawadzka, psycholog, która rozpoczęła swą medialną karierę jako "Superniania" zastrzegła sobie, że bez jej akceptacji nie może się ukazać żadna relacja ze spotkania z jej udziałem. Szykany wobec dziennikarzy opisał dziennikarz Wiadomości24, Krzysztof Krzak. Ja spytałem fachowców, czy Superniania jest ponad prawem.” - dodaje red. nacz. Tomasz Kowalski.
Taki lead może przyprawić o przyspieszone bicie serca. Dalej jest tylko gorzej.
Jakiś pan „dziennikarz” zarzuca mi rzeczy, o których nie mam pojęcia. Wypisuje głupoty, a co najgorsze nieprawdę.
Jakiś pan „dziennikarz” zarzuca mi rzeczy, o których nie mam pojęcia. Wypisuje głupoty, a co najgorsze nieprawdę.
Rozumiem mechanizm chęci zrobienia sensacji kosztem osoby publicznej pracującej w oparciu o wizerunek, ale moim zdaniem dziennikarstwo polega jednak na tym, że SPRAWDZA się wiadomości.
Co chwila, jesteśmy zarzucani informacjami o tym, że „ktoś coś powiedział, coś zrobił lub co gorsza tego nie zrobił”. To technika i ulubiona metoda tabloidów. Poważne dziennikarstwo charakteryzuje się tym, że sprawdza swoje informacje w kilku źródłach, nie zapominając o zapytaniu głównego zainteresowanego. Jestem obecna w przestrzeni publicznej niemal 24 godziny na dobę. Jeśli może do mnie dotrzeć rodzic, umie znaleźć mój adres i napisać maila, to dziwi mnie, że nie może zrobić tego – a może nie chce - dziennikarz.
Pan, który napisał tekst nie zadał sobie również trudu, by porozmawiać ze swoimi kolegami po fachu. Lokalne media były obecne na spotkaniu. Dziennikarze rozmawiali ze mną zarówno przed, jak i po warsztatach. Artykuły dotyczące organizowanego przez Lewiatan cyklu spotkań z kobietami w województwie świętokrzyskim są dostępne w sieci.
No dobrze.
No dobrze.
Autor, domorosły dziennikarz, podobno nauczyciel, popełnił tekst o „skandalu” z udziałem osoby znanej. Można przejść do porządku dziennego nad jego brakami warsztatowymi, chęcią sławy a nawet głupotą. Ludzie są różni. Różne mają motywy postępowania. Ale nie można powyższych cech tolerować - w przypadku redaktora naczelnego tegoż serwisu. Chyba, że przyjmiemy, że wszystkie wiadomości w tym serwisu pisane są równie rzetelnie. Proszę mi nie pisać, że przesadzam, bo niestety nie. Od momentu publikacji dostałam kilkanaście maili w tej sprawie, tekst znalazł się na moim profilu na fb, zadzwoniła zaprzyjaźniona dziennikarka - „To chyba nie o Tobie?”
Już wczoraj zaczęłam wyjaśnianie tej sprawy, napisałam do red. nacz. tego serwisu. Miło podziękował za informację i zapytał, co jest nieprawdą. Wyjaśniłam. Odzewu nie było.
Już wczoraj zaczęłam wyjaśnianie tej sprawy, napisałam do red. nacz. tego serwisu. Miło podziękował za informację i zapytał, co jest nieprawdą. Wyjaśniłam. Odzewu nie było.
Dosłałam mu fragment regulaminu jego serwisu, mówiący o tym, że materiały nie mogą godzić w dobre imię opisywanych osób i naruszać ich dóbr osobistych.
Niniejszy tekst jest spowodowany prośbą redakcji natemat.pl o wyjaśnienie sprawy.
Mleko się wylało. To już nie żarty. To już nie głupia wpadka ambitnego serwisu, to poważna sprawa. Za moment powtórzą to szukające serwisy sensacji. I nieważne będzie „ona ukradła czy ją okradli?” – była zamieszana. Na tym właśnie polega tabloidyzacja mediów, winą za którą niektórzy dziennikarze obciążają odbiorców.
Mleko się wylało. To już nie żarty. To już nie głupia wpadka ambitnego serwisu, to poważna sprawa. Za moment powtórzą to szukające serwisy sensacji. I nieważne będzie „ona ukradła czy ją okradli?” – była zamieszana. Na tym właśnie polega tabloidyzacja mediów, winą za którą niektórzy dziennikarze obciążają odbiorców.
Wyjaśnię więc w jednym zdaniu.
NIGDY nie zastrzegałam sobie, że bez mojej akceptacji nie może się ukazać żadna relacja ze spotkania z moim udziałem.
Z mediami lokalnymi spotykam się zawsze chętnie i z pełną otwartością.
Jeśli prosiłam o jakąkolwiek autoryzację, to jedynie w przypadku wywiadów prasowych – normalna praktyka - a nie relacji ze spotkań czy jakiejkolwiek innej mojej aktywności. Autoryzacji podlegają jedynie materiały promocyjne PRZED spotkaniem. Chodzi głównie o to, by zgadzały się wszystkie informacje dotyczące tematu, tez i miejsca spotkania oraz legalności zamieszczanego zdjęcia.
Jeśli prosiłam o jakąkolwiek autoryzację, to jedynie w przypadku wywiadów prasowych – normalna praktyka - a nie relacji ze spotkań czy jakiejkolwiek innej mojej aktywności. Autoryzacji podlegają jedynie materiały promocyjne PRZED spotkaniem. Chodzi głównie o to, by zgadzały się wszystkie informacje dotyczące tematu, tez i miejsca spotkania oraz legalności zamieszczanego zdjęcia.
Na szczęście ktoś poszedł po rozum do głowy i dziś bzdurny artykuł nie jest już dostępny. To dobrze.
