Sobota wieczór, młodzi ludzie namawiają się na domówkę. Polska zasypana śniegiem, a drogowcy zaskoczeni zimą. Ślisko, sypie i chlapa. Drogi okropne. Ponieważ spotkanie planowane jest na obrzeżach miasta, to większość przyjeżdża samochodami. Nie zastanawiają się, jak wrócą.
REKLAMA
Siedzą, gadają, nic się nie dzieje. Prawie wszyscy się znają, ale jest też sporo nowych osób. Norma.
Mija większa część nocy, towarzystwo już po spożyciu lub wręcz pijane. Kończy się alkohol. Zaczynają się rozmowy kto i gdzie ma podjechać, by dowieźć. To że wszyscy pili, nie jest zbyt wielką przeszkodą, bo czasem – jak wiadomo – zdarza się jechać na podwójnym gazie. Gadają i gadają i projekt jakoś upada, chyba nikomu się nie chce.
Nagle okazuje się, że brakuje czwórki gości. Nie ma także jednego z samochodów zaparkowanych pod domem. Pewnie zebrali się i pojechali po zaopatrzenie. Pośród śmiechów pojawia się myśl, że trzeba zadzwonić, by kupili odpowiednią ilość. Nikt nie odbiera. Raz, drugi i trzeci i wtedy zaczyna być nerwowo. Rusza wyobraźnia.
- Cholera, wszyscy „naprani jak „messerschmitty”,
- Kto z nich prowadzi?
- Jest śnieg, ślisko, opony letnie, czemu nie odbierają?
- Oby nic się nie stało...
Mija kilkadziesiąt minut:
- Wzywamy policję, coś się musiało stać!
- Dlaczego nikt z nich nie odbiera?
Wszyscy gadają, nikt jednak nic nie robi. Nagle telefonuje jeden z „wycieczkowiczów”:
- Obróciło nas, wylądowaliśmy na słupie, samochód rozbity.
- Kto z nich prowadzi?
- Jest śnieg, ślisko, opony letnie, czemu nie odbierają?
- Oby nic się nie stało...
Mija kilkadziesiąt minut:
- Wzywamy policję, coś się musiało stać!
- Dlaczego nikt z nich nie odbiera?
Wszyscy gadają, nikt jednak nic nie robi. Nagle telefonuje jeden z „wycieczkowiczów”:
- Obróciło nas, wylądowaliśmy na słupie, samochód rozbity.
Rusza burza mózgów. Co robić? Trzeba będzie wezwać pomoc drogową, ale oni mają obowiązek w takiej sytuacji wezwać policję. Znajdźmy więc jakiegoś trzeźwego i on pojedzie i powie się, że prowadził. „Nic się przecież nie stało”. Zwykle tak się to załatwia. Przecież niby wiadomo, że nie wolno jeździć po wódce, ale koledze trzeba pomóc. Jak uradzili tak mieli zrobić, ale cały plan bierze w łeb, bo jedna z osób będących na imprezie wcześniej dzwoni na policję: „Na słupie stoi rozbity samochód a kierowca jest pijany”.
Przyjeżdża patrol. Kierowcy zostaje odebrane prawo jazdy i ląduje na komendzie na przesłuchaniu. Auto na lawetę.
I nagle okazuje się, że ten który zadzwonił jest tym złym. Jest donosicielem, konfidentem.
I nagle okazuje się, że ten który zadzwonił jest tym złym. Jest donosicielem, konfidentem.
W jednej chwili ludzie, którzy byli kolegami czy znajomymi stanęli przeciw sobie. Uznali, że osoba, która wykonała telefon zachowała się nie w porządku. Jeden z argumentów brzmiał: „Przecież on dopiero drugi raz po alkoholu pojechał”.
Nie zrobił źle ten, który stanowił zagrożenie dla innych. Nie ten, który jest potencjalnym zabójcą, bo wsiadł po wódce do samochodu. Nie…
Zły jest ten, który przestrzega zasad. Ten, który być może uratował komuś (włączając w to kierowcę) życie.
Dlaczego? Ano w myśl żelaznej logiki młodych ludzi dlatego, że „Wcześniej nic się nie stało”.
Zły jest ten, który przestrzega zasad. Ten, który być może uratował komuś (włączając w to kierowcę) życie.
Dlaczego? Ano w myśl żelaznej logiki młodych ludzi dlatego, że „Wcześniej nic się nie stało”.
Czy aby na pewno nic się nie stało?
Bo tym razem nikt nie zginął? Bo nie spowodował poważnego wypadku, bo udało się?
To jest właśnie przyzwolenie społeczne, to jest właśnie brak odpowiedzialności, to jest właśnie złe.
Bo tym razem nikt nie zginął? Bo nie spowodował poważnego wypadku, bo udało się?
To jest właśnie przyzwolenie społeczne, to jest właśnie brak odpowiedzialności, to jest właśnie złe.
Czy rzeczywiście osoba, która zadzwoniła na policję postąpiła niewłaściwie?
Czemu wszyscy stanęli przeciwko niej?
Czy nam się już zupełnie wszystko pomyliło?
Czemu wszyscy stanęli przeciwko niej?
Czy nam się już zupełnie wszystko pomyliło?
PS Policjantka, która przyjechała na interwencję dowiedziawszy się, że policję wezwał znajomy pijanego kierowcy, powiedziała radośnie „zmieńcie znajomych”.
