REKLAMA
Niedawne badania opinii publicznej (TNS OBOP zlecone przez Rzecznika Praw Dziecka; 2012), wykazały, że w naszym kraju nadal aż 68 proc. dorosłych uważa, że są takie sytuacje, w których dziecku trzeba dać klapsa.
Nic złego w ukaraniu dziecka "laniem" nie widzi 38 procent badanych. Jedna czwarta respondentów uważa bicie dzieci za skuteczną metodę wychowawczą. Na szczęście, mimo tych zatrważających danych, okazuje się, że 78 proc. ma świadomość, iż bicie dzieci jest niezgodne z prawem. Bicie dzieci, ale nie klaps. Bo klaps, dla wielu, to NIE bicie.
Gdy w mediach pojawia się jakaś drastyczna historia opowiadająca o tragedii bitych dzieci, ciągle zbyt wielu dorosłych twierdząc, że bić nie wolno, uważa, że dawanie klapsów i zbicie dziecka, to dwie różne sprawy. Uważają oni nadal, że nie można tego porównywać ani łączyć. Bo „klapsy służą wychowaniu”, a „bicie” to przemoc.
Nic bardziej mylnego.
Klaps to „uderzenie dłonią na płasko, wywołujące charakterystyczne klaśnięcie“. Uderzenie, to „cios zadany ręką” i nawet jeśli jest tylko jeden, JEST biciem. Zawsze, bez wyjątku.
Nie sposób nie zgodzić się, że (zgodnie z definicją) uderzenie otwartą dłonią w twarz jest biciem. Czemu więc nie uznajemy za bicie uderzenia otwartą dłonią w pupę ? Jaka jest różnica? Pupa nie jest eksterytorialna, to tak samo jak twarz, część naszego ciała. Nie ma też znaczenia czy to duży czy mały człowiek. Brak więc różnic, bo i jedno i drugie jest uderzeniem, czyli biciem.
Mirosława Kątna, przewodnicząca Komitetu Obrony Praw Dziecka mówi: „Nie mamy definicji klapsa – czy klaps silną ręką ojca jest jeszcze klapsem? Uderzenie z jakiej odległości jest klapsem, a z jakiej już nim nie jest? Jeśli wolno dać klapsa w pupę, to co się stanie, gdy dziecko się uchyli i obijemy mu nerki – czy to już nie będzie klaps? Czy trzeźwy rodzic klapsa można dawać, a po dwóch piwach już nie?“
Liczne badania naukowe wykazują, że jako społeczeństwo, chętniej wymierzamy kary niż nagradzamy. Kara uważana jest nadal, przez większość dorosłych, za lepsze narzędzie do poprawy niepożądanego zachowania dziecka. Zapominamy przy tym, że stosowanie kar cielesnych może być traktowane jako przejaw agresji wynikającej między innymi z braku kompetencji rodzicielskich.
Tradycyjny pogląd, że kary cielesne pomagają w wychowaniu, jest jedną z przyczyn akceptacji polskich rodziców dla stosowania ich wobec dzieci. Od dwóch lat w naszym kraju obowiązuje Ustawa o zapobieganiu przemocy w rodzinie zakazująca stosowania takich kar. Niestety samo wprowadzenie Ustawy to za mało. Poparcie społeczne dla niej nie wzrasta. Pozytywnie ocenia ją 48 proc. badanych, zaś negatywnie 42 proc. Porównując do badań z ubiegłego roku można zauważyć niewielki wzrost ocen negatywnych, w 2011 r. było ich 36 proc.
Warto oczywiście pamiętać, że jak pokazują doświadczenia krajów, które wcześniej wprowadziły zakaz bicia dzieci - zmiana postaw społecznych zajmuje wiele lat. W Szwecji, która wprowadziła zakaz w 1979 r., dopiero w 1994 r. dezaprobata dla tego typu zachowań osiągnęła poziom 89 proc. Aby tak się stało niezbędne są systematyczne działania edukacyjne. Moim zdaniem niezrozumienie idei przeciwdziałania przemocy wobec dzieci wynika z braku skuteczności kampanii edukujących dorosłych w tej kwestii. Konferencje na których „przekonuje się już przekonanych” nie działają. Nie działają bilboardy i spoty w tv i radio. Konieczna jest zmiana strategii.
Trzeba nieustannie pokazywać dobre wzorce, warto - u podstaw - uczyć „co w zamian”. Musi powstać system regularnej edukacji medialnej i koniecznie należy bezpośrednio dotrzeć, choćby poprzez instytucje oświatowe czy religijne, do rodzin w ich naturalnym środowisku.
Potrzeba również jednomyślności przeciw biciu dzieci. Uważam, że oficjalny sprzeciw w sprawie przemocy wobec najmłodszych powinien zgłosić Kościół Katolicki, by niektórzy nie mogli powoływać się na to, że w Starym Testamencie jest napisane, że „jeżeli kochamy swoje dziecko, to nie będziemy mu żałować rózgi”.
Cytowanie wersów z Księgi Przysłów: "Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, kto kocha go – w porę go karci", "W sercu chłopięcym głupota się mieści, rózga karności wypędzi ją stamtąd" i "Karcenia chłopcu nie żałuj, gdy rózgą uderzysz – nie umrze” – nie posługując się zdrowym rozsądkiem i mądrością sumienia jest poważnym błędem. Na łamach "Tygodnika Powszechnego" mówi o tym teolog i ojciec Mateusz Gajek. Głos księdza Adama Bonieckiego, że "spór o to, jaki rodzaj bicia dziecka jest stosowaniem przemocy, a jaki jeszcze przemocą nie jest, to czysta aberracja. Bicie słabszego i bezbronnego przemocą jest zawsze" – nie wystarczy.
Dyskusja społeczna na temat bicia jest gorąca, ale często mało merytoryczna – ze względu na brak argumentów ze strony bijących. Dowodów na szkodliwość bicia dzieci przedstawiono już tak dużo, że trzeba po prostu bardzo nie chcieć ich poznać lub zrozumieć – by się przy nim nadal upierać. Przemoc jest złem a uderzanie drugiego człowieka jest przemocą. Z tym dyskutować się na szczęście nie da. Nie wolno zapominać, że dzieci to także ludzie. Przypomina o tym najnowsza kampania społeczna RPD „Nie ma dzieci są ludzie”.
Skoro więc dzieci to ludzie a dużych ludzi bić nie wolno, to nie wolno i małych. To mam nadzieję, jest jasne.
W jednej z ostatnich polemik, w której uczestniczyłam, pojawił się opis historii kochającej się rodziny, której sąd odebrał dzieci za to, że „czasami dawali im klapsy”. Wyrok wywołał oburzenie, bo przecież bili TYLKO czasami. Abstrahując od wiedzy sądu o powodach zabezpieczenia dzieci poza rodziną, należy postawić pytanie, czy rzeczywiście jeśli rodzice TYLKO "czasami dają klapsy" to jest to w porządku? Nie, nie jest! NIE WOLNO bowiem bić dzieci! Nie wolno nikogo bić!
Bo pomyślmy, czy jest w porządku, gdy ktoś "czasami kradnie" albo "czasami jeździ po alkoholu" albo "czasami gwałci"? "Mamy zakaz bicia dzieci, ale pamiętajmy o tym, że na końcu każdego przepisu stoi człowiek. Jeśli jeden nie będzie chciał go respektować, a drugi - widząc to - nie będzie reagować, to nic się nie zmieni. Jeśli chcemy przerwać spiralę przemocy, musimy zacząć od siebie" – podkreśla Marek Michalak RPD. Zacznijmy więc. Może najpierw od sposobu myślenia o klapsie. Bicie dzieci zaczyna się od pierwszego uderzenia.