REKLAMA
Żyjemy w Europie, jesteśmy częścią wolnego świata. Zawieramy międzynarodowe związki małżeńskie, wyjeżdżamy z Polski, bywa, że za granicą poznajemy miłość swego życia i zostajemy tam. Na świecie pojawiają się dzieci. Jest pięknie.
W związkach ludzi czasem dochodzi do konfliktów, w przypadku małżeństw ludzi z różnych krajów, z odmiennych kultur, mogą one prowadzić do tego, że jedno z rodziców decyduje się na zabranie dziecka z domu rodzinnego do kraju swego pochodzenia. Zabranie bez zgody, a czasem i wiedzy drugiego rodzica.
Założenie jest takie, że po wyjeździe ustaną czynniki stresogenne, dziecko zacznie funkcjonować w spokojnej i stabilnej sytuacji. Uciekający z konfliktowej sytuacji rodzic najczęściej motywuje swą decyzję dbałością o dobro dziecka. Każde tego typu zdarzenie, jest w myśl zapisów konwencji haskiej UPROWADZENIEM. Jeśli tylko drugi rodzic podejmie kroki prawne problem dopiero się zaczną.
Konwencja haska dotycząca cywilnych aspektów uprowadzenia dziecka za granicę - sporządzona w Hadze 25.10.1980 r. - powstała w odpowiedzi na zjawisko wywożenia lub przetrzymywania dzieci przez osoby, które chcą, a nie mają ku temu praw, sprawować samodzielnie opiekę nad wspólnym dzieckiem.
Uprowadzenie lub zatrzymanie dziecka jest bezprawne - w rozumieniu Konwencji - jeżeli nastąpiło naruszenie prawa do opieki przyznanego przez ustawodawstwo (orzeczenie sądowe lub administracyjne albo ugodę mającą moc prawną) państwa, w którym dziecko miało miejsce stałego pobytu bezpośrednio przed uprowadzeniem lub zatrzymaniem oraz, jeżeli w chwili uprowadzenia lub zatrzymania prawo to było skutecznie wykonywane.
Rodzic może domagać się powrotu dziecka, które nie ukończyło 16 lat i które zostało bezprawnie uprowadzone (lub zatrzymane) z jednego państwa, będącego stroną Konwencji do innego państwa, również będącego stroną Konwencji.
Państwa będące sygnatariuszami tej konwencji powinny, dążyć do ograniczenia samowoli dorosłych zainteresowanych zwiększeniem zakresu swych uprawnień wobec dziecka. Zapisy konwencji pozwalają dzieciom wrócić do ich naturalnego środowiska.
Cóż to w praktyce oznacza.
Pomińmy granice państw i wyobraźmy sobie taką sytuację w Polsce. Otóż kobieta postanawia (nie rozpatrujemy tu powodów jej działania – i nie uwzględniajmy skrajnych przypadków przemocy, mówimy o konfliktach małżeńskich, wygaśnięciu uczucia, różnicach kulturowych, zdradzie itp.) rozstać się z mężem/partnerem.
Cóż robi w Polsce? Ina ogół idzie do prawnika, do sądu, wnosi sprawę o separację lub rozwód. Rzadko zdarza się, by pakowała po prostu rzeczy i wyprowadzała się z domu zabierając dziecko/dzieci. Nawet jednak jeśli to zrobi, to nie przekracza granicy – a to w tym przypadku jest ważne.
Nie pakuje się więc i nie ucieka – przypominam, że nie mówimy o przemocy. Dalsze kroki zależą od powodów rozstania. Zgodnie z prawem toczy się postępowanie sądowe ustalające prawa i zakres obowiązków rodziców.
Tak wygląda – mniej więcej - praktyka w Polsce.
Okazuje się, że ta sama polska matka za granicą zachowuje się zupełnie inaczej. Kobieta pakuje manatki i zabiera dzieci do Polski “do rodziców”. Nie konsultuje się z prawnikami, nie idzie po pomoc do ambasady czy konsulatu. Często nie zgłasza się do żadnych instytucji pomocowych w kraju, w którym przebywa. Sama podejmuje decyzję o wyjeździe. Nie pyta o zgodę ojca swoich dzieci więc w świetle prawa – właśnie konwencji haskiej - uprowadza dziecko.
Takich spraw jest w naszym kraju kilkadziesiąt rocznie. W związku z tym, że Polacy wyjeżdżają w poszukiwaniu lepszego życia, za granicą zakładają rodziny a potem wracają z dziećmi do Ojczyzny, wydaje się, że to dopiero początek wielkiej fali "dziecięcej ekstradycji". Po powrocie bowiem często przegrywają sprawy w trybie konwencji haskiej. Dorośli odpowiedzialni za podejmowanie tych decyzji zapominają, że najważniejsze jest nie samo oddanie dziecka, ale jego interes i dobro.
Sztuka rozstawania się, to test na dojrzałość dorosłych. Wszystkich dorosłych wokół dziecka, jego rozstających się rodziców, adwokatów i sędziów.
Dziecko musi być traktowane jak podmiot a nie przedmiot sporu.
Dobro dziecka ponad wszystko.
Konkludując.
Kobieta wyjeżdżając, lub pozostając za granicą z miłością swojego życia POWINNA, jest to jej obowiązek, dowiedzieć się, na jakich prawach będzie tam przebywać. Jak wyglądać będzie jej sytuacja prawna. Czy będzie ubezpieczona, czy będzie miała dostęp do opieki zdrowotnej. Musi wiedzieć, gdzie jest najbliższa jednostka konsularna lub ambasada. Czy na miejscu jest polonia. Czy funkcjonują w kraju wyjazdu międzynarodowe organizacje pozarządowe mogące w razie potrzeby służyć jej pomocą. Jeśli potrzebuje wizy to czy jest ona pobytowa a więc czy przebywa za granicą legalnie. Czy ma prawo do pracy?
Tego wszystkiego powinna się SAMA dowiedzieć przed wyjazdem. Miłość miłością ale kłopot zaczną się, gdy pojawiają się konflikty i dzieci. Niekoniecznie w takiej kolejności.