REKLAMA
Wspaniały wieczór, wyjątkowa kolacja. Spotkanie rodzinne.
W kącie pokoju połyskuje złotymi bombkami choinka, w kuchni pyrkocze barszcz na "żywych" burakach, w lodówce czekają na swoją kolej ryby i grzyby w różnych postaciach. Jedzenia sporo, ale bez przesady. Tradycyjnie, lecz bez spinki. Nie o jedzenie a o spotkanie z najbliższymi przecież chodzi.
W kącie pokoju połyskuje złotymi bombkami choinka, w kuchni pyrkocze barszcz na "żywych" burakach, w lodówce czekają na swoją kolej ryby i grzyby w różnych postaciach. Jedzenia sporo, ale bez przesady. Tradycyjnie, lecz bez spinki. Nie o jedzenie a o spotkanie z najbliższymi przecież chodzi.
W naszym domu, byli dziś prawie wszyscy najbliżsi. Moi synowie Paweł i Andrzej i dzieci mojego męża - Ania i Piotr. Była mama Roberta. Starsza, kochana Pani Jadwiga. Moja druga Mama.
Krysia, moja szwagierka, która ten wieczór wyjątkowo spędza w Polsce, także oczywiście miała miejsce przy naszym stole. Cudowna osoba. Był z nami także starszy brat moich synów na stałe mieszkający w NY – Michał. Pod nogami plątał się czworonogi członek naszej rodziny, ogar polski - Nemrod.
Krysia, moja szwagierka, która ten wieczór wyjątkowo spędza w Polsce, także oczywiście miała miejsce przy naszym stole. Cudowna osoba. Był z nami także starszy brat moich synów na stałe mieszkający w NY – Michał. Pod nogami plątał się czworonogi członek naszej rodziny, ogar polski - Nemrod.
Nie przyjechał niestety mój tata, który dziś ma imieniny i urodziny. Mieszka od jakiegoś czasu poza Warszawą a ślizgawica zatrzymała go w domu. Musiała nam wystarczyć rozmowa przez telefon i wymiana linków na fb. Takie czasy.
Nie było i mojej siostry, bo mieszka na Antypodach.
Nie było i mojej siostry, bo mieszka na Antypodach.
Za oknem pierwsza gwiazdka, pora więc na opłatek i życzenia. Robert po raz kolejny wyznał mi miłość a ja wiem, że w niej jest moja siła. Jest cudownym człowiekiem i kocham go bardzo. Nawet bardziej.
Lubię moment składania życzeń, w naszym domu staramy się, by były przemyślane. To dla nas bardzo ważne.
Moi synowie są wspaniali. Jestem z nich taka dumna. Zawsze i niezmiennie.
Moi synowie są wspaniali. Jestem z nich taka dumna. Zawsze i niezmiennie.
Po życzeniach, na stole pojawiły się pyszne potrawy wigilijne w większości przygotowane przez mojego wspaniałego męża. Nie wiem czy było ich dokładnie 12, bo nikt nie liczył.
Szykowaliśmy się dziś do śpiewania kolęd, na wszelki wypadek – gdyby ktoś nie pamiętał słów - wcześniej wydrukowałam ich teksty. Niestety, w tym roku nie udało się pośpiewać, ale w tle i tak cichutko sączyły się świąteczne dźwięki. Kolędy zabrzmią w naszym domu na spotkaniu w drugi dzień Świąt.
W trakcie kolacji, tuż „przed słodkim” zagraliśmy w świąteczną grę. Bo gry to nasza rodzinna tradycja. W tym roku testowaliśmy pomysł poddany nam przez nową znajomą, restauratorkę z Sadyby, żonę Duńczyka. U nich ta gra jest szalenie popularna.
Przygotowałam około pięćdziesięciu różnego rodzaju malusieńkich bibelotów. Wszystkie zapakowałam, zajęło mi to około dwóch godzin. Były reklamowe mydełka i jednorazówki perfum i kremów, małe słodycze, różne duperelki, od zupy w proszku po czapkę Mikołaja i 10 franków szwajcarskich w złotym pudełeczku, batoniki i pojedyncze czekoladki, była aspiryna i „coś” na trawienie.
Pakowałam je różnie, ale zawsze bardzo starannie. Wszystkie te rzeczy znalazły się w wiklinowym specjalnym koszu. Każdy z domowników po kolei rzucał kostką i gdy wypadła ”szóstka” wybierał sobie jeden z drobiazgów. Gdy kosz był pusty, przez następne 15 minut przy wyrzuceniu „6” można było sobie upolować prezent u innego gracza. Oczywiście największą popularnością cieszyły się niespodzianki o większych gabarytach. Były takie, które zmieniały właściciela kilkanaście razy. Gdy upłynął wyznaczony kwadrans, każdy pokazywał co wygrał. Okazywało się niekiedy, że w wielkim pudełku była zwykła guma do żucia a w maleńkim, śliczny gadget. Była cała masa śmiechu.
Przygotowałam około pięćdziesięciu różnego rodzaju malusieńkich bibelotów. Wszystkie zapakowałam, zajęło mi to około dwóch godzin. Były reklamowe mydełka i jednorazówki perfum i kremów, małe słodycze, różne duperelki, od zupy w proszku po czapkę Mikołaja i 10 franków szwajcarskich w złotym pudełeczku, batoniki i pojedyncze czekoladki, była aspiryna i „coś” na trawienie.
Pakowałam je różnie, ale zawsze bardzo starannie. Wszystkie te rzeczy znalazły się w wiklinowym specjalnym koszu. Każdy z domowników po kolei rzucał kostką i gdy wypadła ”szóstka” wybierał sobie jeden z drobiazgów. Gdy kosz był pusty, przez następne 15 minut przy wyrzuceniu „6” można było sobie upolować prezent u innego gracza. Oczywiście największą popularnością cieszyły się niespodzianki o większych gabarytach. Były takie, które zmieniały właściciela kilkanaście razy. Gdy upłynął wyznaczony kwadrans, każdy pokazywał co wygrał. Okazywało się niekiedy, że w wielkim pudełku była zwykła guma do żucia a w maleńkim, śliczny gadget. Była cała masa śmiechu.
Po kluskach z makiem i ciastach, do akcji wkroczył Mikołaj, a w zasadzie jego pomocnik. U nas w domu jest nim ta osoba, która wylosuje mikołajową czapkę.
Pod choinką czekały na wszystkich prezenty. To ważny element dzisiejszego dnia. Dla każdego coś drobnego. Przeważały książki, w tym kilka wyjątkowych bo z autografami i dedykacjami od autorów. Mikołaj się postarał. Tradycja mieszała się z nowoczesnością, bo pojawiła się i nowa technologia pod postacią audiobooków i czytnika e-booków. Mikołaj przyniósł także kosmetyki i trochę innych niespodzianek. Na przykład klocki, choć nie ma wśród nas dzieci. Nie zabrakło nowych gier planszowych a ja dostałam też przepiękną maleńką bombkę z napisem „Cudowna mama”. Już wisi na choince.
Pod choinką czekały na wszystkich prezenty. To ważny element dzisiejszego dnia. Dla każdego coś drobnego. Przeważały książki, w tym kilka wyjątkowych bo z autografami i dedykacjami od autorów. Mikołaj się postarał. Tradycja mieszała się z nowoczesnością, bo pojawiła się i nowa technologia pod postacią audiobooków i czytnika e-booków. Mikołaj przyniósł także kosmetyki i trochę innych niespodzianek. Na przykład klocki, choć nie ma wśród nas dzieci. Nie zabrakło nowych gier planszowych a ja dostałam też przepiękną maleńką bombkę z napisem „Cudowna mama”. Już wisi na choince.
Niestety czas wspólnej kolacji szybko minął i goście rozbiegli się na kolejne spotkania. Moi synowie do swojego taty, dzieci Roberta do ich mamy. Taki los patchworkowych rodzin.
Teraz, gdy w kuchni szumi zmywarka, siedzimy z mężem i oglądamy romantyczny film. Taki, który pasuje do tego wieczoru. Pijemy zimową herbatę i jesteśmy po prostu szczęśliwi.
Czego i Wam życzę.
