REKLAMA
Wiele lat temu genialny Wojciech Młynarski napisał tekst a potem sam zaśpiewał, do muzyki Jerzego Derfla, piosenkę otwierającą odcinki serialu „Droga”.
„Uciekają rzędy drzew,
twarz mi chłodzi wiatru wiew,
Świat uśmiecha się, psiakrew,
bałamutnie,
A ja biorę gaz pod but,
raz na objazd, raz na skrót,
Byle dalej, byle w przód,
absolutnie, absolutnie.”
W ostatnich dniach bardzo dużo mówi się o fotoradarach, o karach za prędkość, o bezpieczeństwie i różnych „programach naprawczych”. Nie jestem specjalistką od ruchu drogowego, ale jestem czynną, nawet bardzo, jego uczestniczką. Często zdarza mi się przejechać w jednym tygodniu nawet 3000 km po polskich drogach. Przeciętnie zaś robię tygodniowo około 1000. Mimo, że od niemal 30 lat mam prawo jazdy, jestem kierowcą niepraktykującym i jedynie „pilotuję” mojego męża. W jego opinii nie jestem zrzędzącym pasażerem, nie marudzę, nie poprawiam, nie mądrzę się. Mam bowiem do niego pełne zaufanie. Jest spokojnym i odpowiedzialnym kierowcą. W mojej opinii dobrym.
Jako „pilot” mam bardzo dużo obserwacji i wielokrotnie już pisałam o różnych drogowych „fenomenach”. O dzieciach podróżujących bez fotelików, o kierowcach prowadzących samochód chyba kolanem, bo ręce mają zajęte jedzeniem i piciem, o kierowcach rozmawiających przez telefon, czytających gazety, mapy, książki. O robiących sobie makijaż w JADĄCYM samochodzie.
Pisałam o jeżdżących pod prąd, wyprzedzających poboczem z prawej, jadących nieustannie lewym pasem, o ciężarówkach, które wyprzedzając na autostradzie jadą obok siebie przez wiele kilometrów, skutecznie blokując ruch. Pisałam o pijanych za kierownicą i o społecznym przyzwoleniu na jazdę na „podwójnym gazie”.
W zasadzie pisałam już o wszystkim i paść może pytanie - po co piszę znowu?
Po pierwsze uważam, że jest to temat na tyle ważny, że nie można o nim napisać „za dużo”. A jeśli będziemy wszyscy o tym głośno mówić to może „nierozumiejący” w końcu zrozumieją.
Po drugie, zawsze namawiam do przestrzegania przepisów o ruchu drogowym i piętnowania tych, którzy te przepisy łamią. Może zamiast nowej medialnej akcji „pokaż gdzie powinien a gdzie nie powinien stać radar” – warto ogłosić akcję – „pokaż pirata” - przyślij nam zdjęcie niebezpiecznego wykroczenia drogowego a my – media - zrobimy z tym porządek.
A po trzecie, przeglądając (póki co pobieżnie) projekt Narodowego Programu Poprawy Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego – widzę jedynie zapis pobożnych życzeń i teoretyzowanie. Nie mam wizji tego co tak skrupulatnie zaplanowano. To trochę urzędniczy bełkot i sieczka. Przerost formy nad treścią. Niby wszystko tam jest, ale brak konkretnych rozwiązań.
„Kierowcy będą zachęcani do jazdy z bezpieczną prędkością” – ja się więc pytam JAK? „Prowadzenie kampanii informacyjnych o nadzorze nad prędkością, w tym także promujących defensywny styl jazdy”. Konia z rzędem temu kto wyczyta o co właściwie chodzi.
Bezpieczeństwo nie wzrośnie WYŁĄCZNIE dlatego, że zbudujemy wspaniałe drogi, poustawiamy radary w całej Polsce i stworzymy NPPBRD. Trzeba lepiej kształcić kierowców na kursach. Konieczna jest zmiana społecznej mentalności w kwestii czym jest i od czego zależy bezpieczeństwo na drodze.
Łamiący przepisy drogowe nie myślą o sobie jako o „przestępcach” a jedynie jako o „prześladowanych”. Policja drogowa jest postrzegana jako narzędzie opresji i żaden narodowy program tego nie zmieni.
Nie powinno się dopuszczać by nadal na polskich drogach bawić się „policjantów i złodziei” czyli jedni łapią a drudzy uciekają. A jak złapią to może „jakoś to załatwimy” i „dogadamy się”. Polak za granicą jakoś potrafi się stosować do przepisów.
Jestem zwolenniczką wychowywania i uczenia poprzez nagrody a nie kary.
Przykłady światowe wskazują, że i w dziedzinie edukowania drogowego można w ten sposób wiele osiągnąć.
Bardzo obrazowy zdaje się być przykład szwedzki.
Wszystko zaczęło się od tego, że inicjatywy grupy Volkswagen, powstała „Fun Theory”. Głównym założeniem Teorii Zabawy jest zmiana zachowań ludzi przez prostą, lubianą czynność. Przez zabawę właśnie. Kampania namawia, by bawić się dla siebie, dla środowiska albo dla czegoś zupełnie innego – jedyną rzeczą, która ma znaczenie, to zmiana na lepsze.
Jednym z pomysłów w ramach tego projektu jest „Fotoradarowa Loteria” wymyślona przez Amerykanina Kevina Richardsona. Proste prawo biznesowe mówi, że jeżeli coś jest nagradzane to zostaje zrobione. I to ono leżało u podstaw pomysłu. Założenie loterii zdobyło uznanie specjalistów i szwedzka organizacja społeczna na rzecz bezpieczeństwa na drogach (Krajowy Związek Promowania Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego) wprowadziła je w życie w Sztokholmie, w dzielnicy Vasastaden.
Projekt był realizowany między 28 a 30 września 2012 roku. Ustawiona kamera robiła zdjęcia wszystkim kierowcom, zarówno tym, którzy przekraczali dozwoloną prędkość, jak i tym, jadącym przepisowo. W pomyśle najważniejsze było to, że wśród kierowców jadących zgodnie z przepisami rozlosowywane były nagrody. Jeśli radar zrobił zdjęcie, a kierowca nie przekroczył dozwolonej prędości, otrzymywał SMS-em pytanie konkursowe. Gdy odpowiedział poprawnie był losowany w finale i miał szansę wygrać 20 tysięcy koron (ok. 8600 zł). Nagrody te "fundowali" piraci drogowi z zapłaconych mandatów. Bo jak wiadomo w przyrodzie nic nie powinno ginąć.
W ciągu trwania projektu obok radaru przejechało 24 857 samochodów. Wcześniej ich średnia prędkość wynosiła 32 km/h, natomiast w trakcie eksperymentu kierowcy jeździli średnio 25 km/h. Spadek wyniósł więc aż 22%.
Przypomnę może, że w Szwecji – tak jak w Polsce - obowiązują̨ – oznakowane znakami - ograniczenia prędkości w terenie zabudowanym: 30, 40, 50, 60 km/h. Nie istnieje tam jednak ŻADEN „margines tolerancji” przekroczenia prędkości, a szczególnie rygorystycznie traktowane są ograniczenia w okolicach centrów miast, osiedli willowych, szkół i przedszkoli.
A w Polsce? Nie dość, że zatrzęsienie fotoradarów, to jeszcze “margines tolerancji” wynosi 10km/ha. Tylko łapiemy i karzemy. Tylko krzyczymy i łajamy. Niestety dość nieudolnie i nieskutecznie. I dlatego u nas “Byle dalej, byle w przód, absolutnie, absolutnie.”
Od radaru do radaru.
A nie o radary chodzi, a o myślenie i zmianę nawyków!