REKLAMA
Od 21 lat gra nam Orkiestra. Świetnie. Brawo. Robi wiele dobrego. Od zawsze, o ile pamiętam, wspieram ją datkami, a od czasu „bycia osobą publiczną”, także różnego rodzaju darowiznami rzeczowymi na licytacje.
Od kilku lat obserwuję jednak z niepokojem pewną postępującą zmianę w Finale WOŚP. Akcja stała się wyścigiem o kasę. Biciem rekordu. W wyścigu tym biorą udział nie tylko wolontariusze Orkiestry i wszyscy pomagający, ale także partie polityczne, korporacje, banki i każdy kto tylko chce zaistnieć i ogrzać swój wizerunek przy „światełku do nieba’”. Siła Orkiestry w pierwszych latach polegała, dla mnie, na niezależności. Odcięciu się od systemu i komercji.
Teraz stało się tak, że w tym wyścigu, wziąć udział MUSZĄ wszyscy.
W ferworze walki o wynik wielu jednak zapomina, że uczestniczenie w tym przedsięwzięciu NIE JEST obowiązkowe. W ogóle dobroczynność jest w swej naturze oparta o spontaniczną chęć pomocy. O naturalną potrzebę serca.
Histeria medialna, która rozpętuje się w styczniu zaczęła mieć charakter wartościujący. Dobry świecki Polak wrzuca do skarbonki, a zły klerykalny „moherowy beret” kutwi i żałuje pieniędzy na biedne dzieci a teraz również na zniedołężniałych staruszków.
Na taki podział się nie zgadzam z całego serca. Uważam bowiem, że WOLNO nam nie wrzucić pieniędzy do puszki i nie mieć z tego powodu poczucia winy.
Coroczny zryw społeczny Finału WOŚP pokazuje, że my tu w Polsce uwielbiamy się dzielić. Niestety nie tylko dobrami doczesnymi z potrzebującymi pomocy, ale coraz częściej na tych lepszych, którzy potrząsając skarbonkami ruszają styczniowym rankiem w poszukiwaniu dobrych darczyńców i na tych gorszych, którzy drobniaki, swój 1% czy inne oszczędności lokują gdzie indziej.
Nie będę pisała o niewybrednych atakach kościoła na Orkiestrę, bo zwyczajnie szkoda mi czasu, miejsca i energii.
Ale chcę napisać o tych, którzy nie opowiadając się po „tamtej” stronie, po prostu NIE chcą uczestniczyć w akcji, która ich zdaniem zaczęła niebezpiecznie zbliżać się do „cyrku”.
„Strach dziś wyjść na ulicę” napisał znajomy. Trzeba więc zrozumieć i tych, którzy rankiem wybierają się, by „zaliczyć wrzutkę” u kwestarzy i dostać serduszko, które przez cały dzień chronić będzie jak czapka niewidka. Przyklejone serduszko, które zagwarantuje , nomen omen, święty spokój i ochroni przed niekiedy natarczywie żebrzącymi o każdą złotówkę dzieciakami.
Nie wiem, czy wolontariusze mieli szkolenie jak NIE prosić o pieniądze. Nie wiem czy wiedzą jak zachować się w przypadku odmowy. Mam nadzieję, że ktoś ich na to także przygotował.
Dzieciaki, zresztą uczestniczą w Orkiestrze już od przedszkola, a nawet w przedszkolach. Rodzice są namawiani przez maluchy, „bo Pani powiedziała, że każdy ma wrzucić pieniążek” i rób co chcesz, ale dziecku odmówić trudno.
Na portalach społecznościowych tablice pełne są dziś wezwań do wsparcia Orkiestry „trzeba”, „wypada”, „to konieczność”, „to nasz obowiązek” – a co jeśli ktoś NIE MA OCHOTY i wcale nie dlatego, że ma mózg wyprany „naukami społecznymi kościoła”?
Po prostu NIE CHCE tak pomagać. Nie w ogóle pomagać… nie chce TAK. Ma prawo.
Czemu ma się czuć gorszy?
Wielka to jest Orkiestra i wielkie ma zasługi. Nie wolno jednak nigdy zapominać, że przymus i dzielenie ludzi nie służy niczemu dobremu.
Załóżenia Orkiestry to: łączymy ludzi i wspieramy dobrowolnie. Coś jednak chyba poszło nie tak, skoro dziś jesteśmy podzieleni i czujemy przymus.
Życzę więc, aby to był nadal odruch serca.
Do końca świata i o jeden dzień dłużej.
PS. przed chwilą na fb znalazłam aplikację WoŚP.
Móżna sobie kupić serduszko i widać wtedy ILE kto wrzucił do wirtualnej puszki. Jedni więc pomagają bardziej/lepiej/hojniej.... a przecież podobno nie ma to znaczenia.
Ktoś chyba nie pomyślał.
logo
Aplikacja oficjalna WOŚP na fb