REKLAMA
Trudno być rodzicem nastolatka. Zawsze tak było, nie tylko dziś.
Zmieniły się problemy, ich zasięg i głębokość. Nie wolno w obecnej dobie, będąc rodzicem młodego człowieka, wchodzącego w trudny świat dorosłych, nie mieć pojęcia o narkotykach, ich dostępności i objawach używania. Nie wolno nie wiedzieć, jakie sygnały w zachowaniu powinny niepokoić.
Będąc rodzicem nastolatka trzeba być krok PRZED nim, a nie pół kroku za. Nie zawaham się by powiedzieć, że trzeba go strzec. Czasem strzec przed nim samym.
Dostępność wiedzy jest nieograniczona, sprowadza się jedynie do chęci poszukania i dowiedzenia się. Jeśli rodzic się nie dowiaduje, to często znaczy, że wymyślił sobie idealny świat, w nim swoje dziecko i żyje w tych wyobrażeniach.
Nie wolno bać się zapytać. Lęki rodziców przed naruszeniem domowego „status quo” – mirażu szczęśliwej rodziny – czynią więcej złego niż dobrego.
Idylliczna wizja „fajnej rodziny” to zwykłe klapki na oczach, które zapewne wcześniej czy później opadną odkrywając ogrom domowej obcości.
Młodzi mają problemy takie jak dorośli, albo może nawet jeszcze poważniejsze. Nie wolno ich bagatelizować, bo „jaki problem może mieć dziecko”? Otóż może mieć!
Uważam, że poziom motywacji do zachowań buntowniczych oraz poszukiwania używek - przynoszących chwilowe ukojenie - jest wysoce zależny od problemów domowych. Kłopot w tym, że motywacja rodziców do poszukiwań rozwiązań tego stanu rzeczy jest niewielka.
Trzeba natychmiast pomagać, dbać, by pomoc była najlepszą z możliwych, nie odpuszczać, „bo nastolatkowi się nie podoba”, „bo mu się nie chce”. Trzeba szukać, drążyć i trzymać rękę na ramieniu. Być blisko. Nie wolno niczego zaniedbać.
Nastolatka – dziecka ciągle jeszcze przecież – nie wolno pozostawić z żadnym problemem samemu sobie, a podawanie waleriany na depresję nie pomoże.
Czasem trzeba zastosować metody opresyjne – by ratować dziecko. Pod pozorem dawania wolności może kryć się zwyczajny brak zainteresowania.
Gdy ma się „naście” lat, to autorytet rodziców bywa zagrożony. Dziecko do tej pory słuchało co mówimy, robiło o co prosimy i nagle wszystko się zmienia.
Niekiedy rodzice mają wrażenie, że w domu pojawia się ktoś obcy, z kim trudno jest się porozumieć. Zachowuje się jak w powiedzeniu „na złość mamusi odmrożę sobie uszy”, czasem wbrew zdrowemu rozsądkowi i wychowaniu. Często autodestrukcyjnie.
W tym czasie można albo wiele stracić albo jeszcze więcej zyskać.
Oczywiście tak jak nastolatek musi – pod naszą opieką - dorosnąć do roli dorosłego, rodzic musi także dorosnąć do swojej. Musi nauczyć się być rodzicem dorastającego człowieka.
Trzeba okazywać miłość, cierpliwość, tolerancję ale jednocześnie walczyć o dziecko, szukać rozwiązań i samemu pracować nad problemem.
Nie wystarczy być.

PS.Tekst pochodzi z mojego bloga dorotazawadzka.blogspot.com