REKLAMA
Znam wielu wielu rodziców, ze szczególnym uwzględnieniem mam, którzy niebywale boją się, że ich dziecku coś się stanie, w szkole, w drodze do niej, na zajęciach czy po lekcjach. Niestety nie zawsze zauważają, że ich dzieci też zaczynają się tego bać i nie chcą nigdzie wychodzić. Gdy jednak dorośli to zauważą, to zastanawiają się, o co chodzi? Nie od razu orientują się, że oni popełnili jakiś błąd i tym bardziej nie wiedzą co mają zrobić by go naprawić.
Po pierwsze warto uzmysłowić sobie, że tego typu sytuacja zaczyna się na ogół dość niepozornie. Rodzic przestrzega swoje dziecko, by czegoś nie robiło, bo to „może się źle skończyć”. Zaczyna się przecież od drobiazgów. Obgryzanie paznokci - bo "będziesz miał krzywe zęby", zbyt obfite posiłki - bo "będziesz gruba/y i nie będą się dzieci z tobą bawić", za dużo komputera - "popsują ci się oczy", zbyt szybka jazda na rowerze -"spadniesz i rozbijesz głowę". Nauczyciel w szkole ostrzega uczniów, że jak nie będą grzecznie stać w parach to postawi je do kąta, albo w przedszkolu odprowadzi do młodszej grupy. I tak w kółko.
Takie zachowania dorosłych łączy przeświadczenie- strach działa! Jest więc skutecznym środkiem wychowawczym.
Opiekunowie uznają, - nie wiedzieć czemu - że im bardziej dziecko będzie się czegoś/kogoś bało, tym bardziej będzie się pilnowało, a co za tym idzie będzie bezpieczniejsze. Opowiadamy więc o niebezpiecznym świecie, o złych ludziach, przemocy i katastrofach. Tworzymy - mniej lub bardziej świadomie - wizję niebezpiecznego otoczenia, tego bliskiego i tego odległego.
Wszyscy dorośli w tej sytuacji mają oczywiście dobre intencje, bo mówiąc tak, dają komunikat: boję się o ciebie, bo się o ciebie martwię, ale wszystko co mówią, ma tak zwane drugie dno. Wmawiamy dziecku – choć czasem nie wprost - że świat jest niebezpieczny, że samo sobie nie poradzi i że nikomu nie wolno ufać. I że zło jest wszędzie. I tylko czyha na naszą lub dziecka nieuwagę. Zaniżamy tym samym dziecięce kompetencje najpierw w naszych głowach a potem w głowach innych osób włączając w to samo dziecko.
Większość rodziców uważa – nie mam pojęcia na jakiej podstawie - bo przecież raczej nikt nie lubi się bać, że stwierdzenia bazujące na strachu pomagają dziecku lepiej zrozumieć świat i pomagają mu czuć się w tym świecie bezpiecznie. To przecież absurd. To nie buduje poczucia bezpieczeństwa. Wręcz przeciwnie.
Psychologowie od dawna apelują, że wychowanie w strachu nie jest skuteczne, tak jak nieskuteczne jest uczenie się oparte na strachu. Strach nie mobilizuje, zwykle paraliżuje. A to wpływa ujemnie na jakość wykonania, blokuje pamięć i różne procesy poznawcze. Łatwo porównać to z dyscyplinowaniem poprzez klapsy. Tam jest TYLKO strach przed karą.
Jeśli chcemy wychować dziecko tak, by umiało poruszać się w świecie (niezależnie czy on jest postrzegany przez nas samych jako bezpieczny czy też nie) to koniecznie trzeba instruować dziecko JAK ma się zachować w sytuacji trudnej. A nie TYLKO opowiadać jaka trudna jest ta sytuacja i czym grozi wejście w nią.
W związku z tym zamiast cały czas opisywać jak to za drzwiami jest niebezpiecznie, trzeba po prostu uczyć i nauczyć dziecko jak sobie radzić poza domem. Ćwiczyć i trenować i omawiać możliwe sytuacje i zachowania w nich.
Po prostu uczmy podejmowania decyzji i umiejętności oceny sytuacji.
Po prostu uczmy podejmowania decyzji i umiejętności oceny sytuacji.
Wyobraźmy sobie, że dziecko wspina się na wysokie drabinki, na dole stoi przerażona matka i woła: „nie wchodź, bo spadniesz, nie wolno, to niebezpieczne”. I ono zamiast się skupić na wspinaniu na przeznaczone do tego szczebelki, odwraca głowę, dekoncentruje się i woła, że nie spadnie... i źle się łapie i...
Co więc powinna zrobić matka? Zanim wypuści dziecko na „wysoką wspinaczkę” warto pójść na taki plac zabaw, gdzie jest siatka do wspinania i tam poćwiczyć z dzieckiem chwyt i łapanie się. A potem już tylko wspomagać dziecko. „Mocno się trzymaj”, „Znajdź najlepsze miejsce do złapania”, „Uważaj na chwyt”, „Świetnie ci idzie” i ‘”Dasz radę”.
Powinniśmy skupiać się na tym co słuszne, a nie na tym co niesłuszne. Więc nie mówmy „nie idź tam” „nie rób tego”, tylko „zrób tak”, „idź tamtędy”.
Starajmy się dawać dziecku wyłącznie pozytywne komunikaty. My powinniśmy być źródłem odwagi dziecka. Musimy nauczyć je radzić sobie w sytuacjach trudnych. Powinniśmy nagradzać te zachowania, które chcemy utrwalić. A więc jeśli dziecko ładnie się bawi, to pochwalmy je za to, a nie uznawajmy, że tak powinno i nie mamy za co chwalić.
Bycie odważnym w czynach i słowach nigdy nie jest łatwe, ale daje dziecku i każdemu, kto umie się posługiwać odwagą cywilną, siłę i poczucie pewności siebie.
A to w wychowaniu i życiu najważniejsze.
A to w wychowaniu i życiu najważniejsze.
Chodzi o to by nigdy potem, nie można nas było postraszyć, że jeśli czegoś nie zrobimy to coś zrobią nam.
