REKLAMA
Stała się tragedia. Niewyobrażalna dla kogoś, kto jej nie doświadczył. Nie powinna się była zdarzyć. Ktoś nie dopełnił swoich obowiązków. Ktoś zawiódł zaufanie rodziców.
Umarło dziecko.
Ten ktoś, a może w tym konkretnym przypadku nawet więcej niż jedna osoba, ma imię i nazwisko. Ma także pewnie swoją rodzinę, dzieci, może wnuki. Zapewne dba o nich i kocha bezgranicznie. Zrobiłby dla nich wszystko.
Ma także pracę, którą powinien wykonywać z poczuciem obowiązku i odpowiedzialności. W tym przypadku, tak się chyba nie stało.
Winni, a zapewne śledztwo i kontrole zapowiedziane w tej sprawie, takowych wskażą, zasłonią pewnie się procedurami, przepisami i papierami.
Niestety nie wolno nam zapominać, że ZAWSZE najpierw jest - powinien być - człowiek.
W każdym przypadku.
Niezależnie od procedur myślenie jest wymagane. W zawodach opartych na zaufaniu, w zawodach pomocowych myślenie jest OBOWIĄZKOWE. Co oczywiście nie znaczy, że w innych nie jest.
Nie wolno powiedzieć szukającemu ratunku rodzicowi, żeby zrobił dziecku okład, nie wolno powiedzieć, żeby leczył objawowo. Nie wolno leczyć przez telefon.
Rodzic zwykle NIE JEST lekarzem, nie musi znać się na objawach. Rodzic ma zapewnić dziecko, że wszystko będzie dobrze i szukać pomocy tam, gdzie szukać jej należy. W szpitalu, na pogotowiu. U profesjonalisty. Jeśli jednak ten źle wykonuje swoją pracę, powinien ją zmienić.
Byłabym niesprawiedliwa nie podkreślając, że w każdym zawodzie bywają źli pracownicy i nie wolno w tym kontekście źle mówić o całej służbie zdrowia. Są wspaniali lekarze, pielęgniarki i ratownicy medyczni.
Po tragicznej i trudnej do pojęcia i wytłumaczenia śmierci małej dziewczynki politycy jak zawsze postanowili ugrać coś dla siebie. Festiwal partyjnych bredni już się zaczął. Nie wolno tego robić. To co się stało, niewiele ma wspólnego ze sprawowaniem władzy w państwie. Na pewno nie ma także nic wspólnego z odpowiedzialnością Rzecznika Praw Dziecka.
To trochę tak jakby powiedzieć, że za śmierć każdego dorosłego człowieka z powodu nieudzielenia mu pomocy lekarskiej (a znane są takie przypadki) powinien odpowiadać Rzecznika Praw Obywatelskich.
Przecież to absurd.
Po raz kolejny swoje emocjonalne zdanie wyraził Jurek Owsiak szef WOŚP. Emocje rozumiem, ale mieszanie do sprawy RPD jest nieporozumieniem. Tym bardziej, że mimo nieobecności w kraju, Rzecznik już zlecił w swoim biurze poniedziałkową kontrolę tego, co się wydarzyło w Łodzi.
Dodam, że Owsiak NADAL nie znalazł czasu, by spotkać się z Rzecznikiem Praw Dziecka – mimo wielokrotnych zaproszeń. Teraz słyszę, że wybiera się do Łodzi. Ktoś mi wyjaśni po co? Przecież lekarzy obowiązuje tajemnica.
Trudno przecież chyba wymagać od Rzeczników Praw, by siedzieli w każdym domu i szpitalu, w każdej szkole i ośrodku zajmującym się dziećmi. Tam przecież pracują jacyś ludzie. Powinni być odpowiedzialni i wrażliwi. Powinni dobrze wykonywać swoją pracę.
Owsiak mówi, że zastanowi się czy nadal przeznaczać pieniądze – przypomnę nie jego a nasze - na medycynę dziecięcą. Rozumiem, że jest oburzony i trochę obrażony, ale przecież sam wie, że sprzętem posługują się ludzie, sprzęt sam nikogo nie uratuje. Trzeba fachowca, który to uruchomi.
Czy powinniśmy teraz prosić Owsiaka, by nie przestawał działać? Czytając doniesienia prasowe trochę tak zaczyna się już dziać. Nie wiem czy powinno.
Od lat pracuję w tak zwanej edukacji społecznej. Wyjaśniam rodzicom jak być wystarczająco dobrymi dla swoich dzieci. Jak wychowywać, dbać i szanować prawa. Może Owsiak i jego fundacja zamiast oburzać się medialnie raz na jakiś czas, pomyślałby o szkoleniach psychologicznych dla studentów medycyny, by oprócz umiejętności włączenia guzika w sprzęcie opatrzonym serduszkiem widzieli podłączanego do tej aparatury człowieka, z jego lękami i potrzebami. By widzieli dziecko i przerażonych rodziców. By myśleli.
Od samego wołania, że się pali pożaru się nie zgasi. Nie zgasi się go nawet kupując nowoczesny wóz strażacki.
W tym kontekście, niepokoi mnie to, że poza apelowaniem Owsiak w sumie nie podejmuje dialogu. On tylko apeluje. Oczywiście wolno mu.