REKLAMA
Na wiosnę trochę się w tym roku naczekaliśmy. Nie żeby jakoś wyjątkowo długo, ale jednak śnieg w kwietniu zbyt często się nie zdarza. Ostatnie dni to jednak już prawdziwa wiosenna wiosna. Taka, że w naszych głowach kiełkować zaczynają majówkowe plany.
Dawno temu, nie było tyle wolnego czasu, bo należy pamiętać iż wolne „łykendy” mamy już od niespełna czterdziestu lat. Pierwsza „wolna sobota” została nam darowana 21 lipca 1973 roku. Trzeba ją było oczywiście odpracować. Nie było w tych wolnych sobotach początkowo żadnej regularności. Niewielu już pamięta, że w soboty także chodziło się do szkoły.
Dopiero schyłek PRL dał nam sobotnią wolność. Wolność, która w połączeniu z innymi, przypadającymi w pobliżu świętami przekształciła się w „długie weekendy”. Podobno dobre planowanie w tym względzie to nasza narodowa specjalność. Chcemy więc czy nie chcemy, mamy wolne i już.
Co roku w maju stajemy w obliczu domowej dyskusji na temat zagospodarowania tych kilku dni. Poprzedza ją kilkudniowy serial telewizyjny pod tytułem „Pogoda na weekend majowy”. Całe rodziny śledzą zgrabne pląsy pogodynek i pogodynków na tle wysoce zaawansowanych technicznie i przepięknych kolorystycznie map. Buduje się napięcie: „ Już w naszym następnym programie spróbujemy Państwu podać najbardziej aktualną prognozę”. „Nasi specjaliści specjalnie dla Was odkryją tajemnicę układu temperatur na najbliższe dni.”
Ze sklepów znikają „zestawy grillowe” czyli zasypane przyprawami kiełbasy i karkówki. Naród szykuje się na wypoczynek. Naród dorosły i naród dziecięcy, choć mam graniczące z pewnością przypuszczenie, że pod hasłem wypoczynek oba „narody” rozumieją coś zgoła innego. Było by, wobec tego miło rodzinnie uzgodnić stanowiska i priorytety. Aby nieco ułatwić sprawę i przy okazji upiec na majowym grillu (o ile na grillu można coś upiec) jeszcze jedną pieczeń, podsunę garść pomysłów.
Pieczeń to, w tym przypadku coś co na własny użytek nazywam „nauką przygodową”. Jeśli zaś „nauka” w kontekście wypoczynku trudno przechodzi przez korę mózgową „przygodę naukową”.
Od razu rozwieję podejrzenia o to, że postawię rodziny w kolejce do Muzeum Narodowego, czy jakiegokolwiek innego. Oczywiście lubiłabym, aby ludzie w Polsce chodzili gremialnie do placówek kultury, czytali książki i zwiedzali zabytki, to zdaję sobie sprawę, że to nierealne. Lubiłabym by całymi rodzinami rekreacyjnie uprawiali sport. Niestety na to przyjdzie chyba jeszcze trochę poczekać.
Proponuję zatem coś innego, szczególnie zależy mi, aby zastanowili się nad moją propozycją rodzice młodszych dzieci. Ok wszystkie są od nas młodsze, chodzi mi o te, które nie rozpoczęły jeszcze nauki szkolnej.
Dlaczego? Ano dlatego, że te dzieci jeszcze nie wstydzą się, że chcą z nami rodzicami spędzać czas. Starsze też tego chcą, ale bywa, że trudno z nich to wydobyć. Coraz większe znaczenie ma widmo obciachu przed rówieśnikami. A skoro dziecko nie chce to wielu rodziców odpuszcza.
Co więc robić w majowy weekend, albo w ogóle w czasie wolnym z dziećmi? W skrócie można by powiedzieć, że objaśniać świat. Pokazywać go nie tylko obrazami i słowami, ale pozwolić w ten świat wejść. Zmoknąć na wiosennym deszczu, odnaleźć cztery drzewa różnych gatunków, sprawdzić czy dżdżownica ma oczy.
Warto więc do takiej przygody dobrze się przygotować, zaopatrzyć w książeczki, notesy, kredki, szkło powiększające, specjalne pudełeczka na skarby.
Dobrze mieć mądre „wspomaganie”
- do zabawy i edukacji
Bazgroszyt
- do czytania
Czarna Owieczka
Zakamarki
Jedność
- dla zwiększenia własnych kompetencji
Parenting.pl
Możemy przez te kilka dni stać się prawdziwymi przewodnikami dla naszych dzieci. Już słyszę te protesty: Ja też potrzebuję odpoczynku. Cały tydzień ciężko pracuję i chcę się zrelaksować a nie wymyślać nie wiadomo co. Rozumiem i oczywiście współczuję codziennej harówki. Przymusu rzeczywiście nie ma i każdy z rodziców może sobie wymyślić własną wymówkę, by położyć się pod drzewem, przymknąć oczy i przestać myśleć. Tak też można.
Ale zachęcam by znaleźć ten czas na „smakowanie życia” z dzieckiem. Na pokazywanie mu innego, niż domowy – świata. Warto, by nasze dzieci oprócz tego że widzą w nas restrykcyjnych niekiedy rodziców poznały nasze pasje, zainteresowania i dowiedziały się, że rodzic wiele wie, umie i w sumie jest fajny.
Na szczęście zdecydowana większość z nas nie występuje w rodzinie jako jedyny dorosły, a ci którzy są właśnie w takiej sytuacji nie muszą także uczestniczyć w przygodzie z nauką przez cały czas. Odpoczynek przecież należy się i dziecku. Dziecko też człowiek. Potrzebuje czasu, choćby na to, aby przetrawić w głowie to, co w okresie aktywności, bombardowało jego zmysły.
Ono także musi mieć czas na to, aby „pluć, łapać i nawijać.” jak to się drzewiej mówiło.