REKLAMA
Podobno każdy chłopiec - na pewnym etapie swojego życia - marzy o tym, by bawić się w wojnę. Podobno także niektóre dziewczynki.
W czasach mojego dzieciństwa my także się w nią bawiliśmy. Niewiele wiedzieliśmy wtedy o historii, po prostu chcieliśmy zwyciężać. Na podwórku wcielaliśmy się w „czterech pancernych” i większość chciała być Jankiem Kosem. Rodzice patrzyli na te nasze zabawy raczej niechętnie, opowiadając – przynajmniej u mnie w domu – o okrucieństwach wojny i tłumacząc do bólu – że zabijanie jest złe i wojna to nie zabawa. Dzieciństwo i wczesna młodość moich rodziców przypadły na lata wojny, więc na pewno wiedzieli co mówią. Zmienialiśmy więc dla świętego spokoju nasze wojenne gry na kapslowy Wyścig Pokoju, Janka Kosa zastępował Ryszard Szurkowski, scyzorykiem dzieliliśmy świat w grze zwanej „państwa miasta”, nie mieliśmy piłki do kosza więc pierwszą lepszą rzucaliśmy o ścianę budynku, grając w „króla”. Wisieliśmy na trzepaku i robiliśmy „widoczki” w ziemi. Oczywiście graliśmy także w nogę, bardzo demokratycznie, razem z chłopakami. Często stałam na bramce.
Minęło wiele lat, dzieci mają zupełnie inne zabawy, zdecydowanie mniej na podwórku w grupie, ale mimo to motyw walki i wojny nadal się pojawia. Wiele gier komputerowych pełnych jest militarnych elementów i niestety sporej dawki przemocy. Jak świat światem, niezależnie od czasu historycznego i miejsca na świecie, dzieci bawią się w wojnę. Walczą na wiele możliwych sposobów. Specjaliści przypominają, że ten sposób zabawy - szczególnie w przypadku chłopców - uwarunkowany jest swoistymi potrzebami rozwojowymi. Wiadomo, że wynika to zarówno z tradycji jak i męskiego stereotypu mężnego osobnika. Mężczyzna - mały czy duży - musi być dzielny, waleczny, odważny i oczywiście nie móże płakać.
To podejście – konieczność zaspokojenia "męskich" potrzeb - podkreślają właśnie zwolennicy „gier wojennych”. Akceptują więc takie zabawy dzieci - szczególnie chłopców - i co za tym idzie, często akceptują militarne zabawki.
O ile mogę zrozumieć motyw wojennych zabaw, o tyle kupowania zabawek militarnych – w celu urealnienia tychże - nie pochwalam. Warto wszak pamiętać, że czymś innym jest kupowanie dziecku takich zabawek i co za tym idzie niejako namawianie do bawienia się nimi a czym innym sytuacja, gdy dziecko samo zrobi taką „broń” i wymyśli „zabawę”.
Dorośli uważają niekiedy, że kupując zabawkę militarną sprawiają dziecku radość. Dlatego pokoje małych chłopców często pełne są karabinów, pistoletów czy czołgów - żeby dziecko bylo zadowolone. Niewielu jednak rodziców wyjaśnia dzieciom, że zabawki te, to nic innego jak miniatury maszyn do zabijania. Zabijania innych ludzi, czasem zwierząt.
To podejście – konieczność zaspokojenia "męskich" potrzeb - podkreślają właśnie zwolennicy „gier wojennych”. Akceptują więc takie zabawy dzieci - szczególnie chłopców - i co za tym idzie, często akceptują militarne zabawki.
O ile mogę zrozumieć motyw wojennych zabaw, o tyle kupowania zabawek militarnych – w celu urealnienia tychże - nie pochwalam. Warto wszak pamiętać, że czymś innym jest kupowanie dziecku takich zabawek i co za tym idzie niejako namawianie do bawienia się nimi a czym innym sytuacja, gdy dziecko samo zrobi taką „broń” i wymyśli „zabawę”.
Dorośli uważają niekiedy, że kupując zabawkę militarną sprawiają dziecku radość. Dlatego pokoje małych chłopców często pełne są karabinów, pistoletów czy czołgów - żeby dziecko bylo zadowolone. Niewielu jednak rodziców wyjaśnia dzieciom, że zabawki te, to nic innego jak miniatury maszyn do zabijania. Zabijania innych ludzi, czasem zwierząt.
Zastanawialiście się dlaczego nie wyjaśniamy tego dzieciom? Co nas powstrzymuje?
Gdy kupujemy militarne zabawki to w swoich zabawach nasze dzieci - naturalną koleją rzeczy - posługują się tą dostarczoną bronią. Nieważne, że plastikową, ona i tak zwykle do złudzenia przypomina prawdziwe egzemplarze, terkocze, strzela plastikowymi nabojami lub świeci na tęczowo. To bez znaczenie - to NADAL broń.
Wieki temu zobaczyłam taki „egzemplarz” na dawnym bazarze na stadionie dziesięciolecia (dziś stadion Narodowy). Gdy naciskało się spust, kolorowe przekładnie świeciły się tęczowo i rozlegały się – kolędy. Koszmarek.
Wieki temu zobaczyłam taki „egzemplarz” na dawnym bazarze na stadionie dziesięciolecia (dziś stadion Narodowy). Gdy naciskało się spust, kolorowe przekładnie świeciły się tęczowo i rozlegały się – kolędy. Koszmarek.
Niekiedy jednak „zabawa w wojnę”, nie odzwierciedla walki w której wyraźne jest dobro i zło. Okazuje się, że dzieci bawiąc się, nie zawsze stoją po dobrej stronie, często wybierają bycie złodziejami a nie policjantami, gangsterami a nie stróżami prawa. Agresorami a nie obrońcami. Powiecie „żadna różnica”? A jednak.
Wiadomo nie od dziś, że wokół zabawek militarnych jest sporo kontrowersji. Zarówno wśród specjalistów jak i laików. Zwolennicy, jak i przeciwnicy mają mocne argumenty i trudno się rozmawia.
Wiadomo nie od dziś, że wokół zabawek militarnych jest sporo kontrowersji. Zarówno wśród specjalistów jak i laików. Zwolennicy, jak i przeciwnicy mają mocne argumenty i trudno się rozmawia.
Przeciwnicy, do których i ja się zaliczam, uważają, że zabawki militarne, nie powinny być promowane i kupowane dzieciom, bo symbolizują przedmioty, które zostały skonstruowano specjalnie, by służyły zabijaniu.
Jako psycholog i jako matka zupełnie nie akceptuję zabawy w strzelanie do kogokolwiek. To przecież ma kogoś zranić lub wręcz zabić.
Czy więc taka zabawa - pytają specjaliści - może być dobra dla dzieci?
Moim zdaniem nie może.
Jako psycholog i jako matka zupełnie nie akceptuję zabawy w strzelanie do kogokolwiek. To przecież ma kogoś zranić lub wręcz zabić.
Czy więc taka zabawa - pytają specjaliści - może być dobra dla dzieci?
Moim zdaniem nie może.
Pojawia sie więc pytanie, jak bawić sie w wojnę skoro nie wolno do nikogo celować a to przecież istota wojny? Może po prostu pokazać dziecku inne zabawy? Rozwijające, edukujące, wspierające rozwój.
Jakiś czas temu przypadkowo trafiłam na plenerową imprezę pt. „Bitwa narodów”. „Zabawa” polegała na tym, że dorośli mężczyźni przebrani w stroje wojów średniowiecznych a może ówczesnych rycerzy okładali się (uproszczając) maczugami i kijami. Widok był przerażający, nawet lała się krew. Takie „zabawy” dorosłych to nie moja sprawa, ale wokoło odbywał się piknik rodzinny i na straganach można było zakupić takie same akcesoria, tyle że miniaturowe. Po prostu takie zabawki. Pewna mama kupiła swoim dwóm małym synkom po mieczu i tarczy. A potem cały czas krzyczała, by się nie bili. Pytam więc PO co im to kupiła? Żeby położyć na półce?
Kilka dni temu znajoma przysłała mi zdjęcia z imprezy „paramilitarnej”. Na zdjęciach pojazdy wojskowe, autentyczne karabiny, pistolety, działa, armaty, mundury, sztylety - wszystko do oglądania i podziwiania, a do kupienia… repliki albo plastikowe miniaturki dla dzieci. Na zdjęciach wiele dzieci zaopatrzonych w plastikowe karabiny, niemal naturalnej wielkości, niekiedy większe niż dźwigający je „żołnierze”.
Oczywiście rodzic zawsze ma wybór. Może kupić lub nie. Jeśli nie kupi takiej zabawki, to dziecko zapewne i tak znajdzie lub zrobi sobie jakąś broń "na niby" - z patyka czy „czegokolwiek”. Dzieci chętnie bawią się w wojnę, bo mogą tam niejako grać konkretne - w miarę czyste - role. Tak w bajkach jak i na wojnie pojawiają sie bohaterowie dobrzy i źli. Kiedy dziecko walczy ze złem czy złymi, samo czuje się dobre i to podnosić może jego samoocenę - postrzeganie siebie.
Dzięki własnej wyobraźni dzieci zamieniają się w bohaterów czy niezwyciężone istoty. Bierze się to z dziecięcych marzeń o byciu silnymm może nawet najsilniejszym i oczywiście niepokonanym. Czasem nawet nieśmiertelnym, superbohaterem. Stąd także pewnie zachwyt chłopców w każdym wieku nad Supermanem, Spidermanem czy innymi niezwyciężonymi bohaterami komiksów.
Mój prywatny syn zrobił sobie kiedyś broń z klocków lego. Nie podobało mi się to, choć rozumiałam potrzebę. Toczyliśmy negocjacje i ustalaliśmy zasady.
Były proste i dość oczywiste:
• Nigdy nie wolno celować do człowieka ani zwierzaka.
• Bawią się TYLKO ci, którzy chcą. Nikogo nie namawiasz i nie zmuszasz.
• Taka „zabawa“ - jak każda - ma swoje reguły, początek i koniec.
• Jeśli nie przestrzegasz tych trzech zasad, zabawa się kończy.
• Nigdy nie wolno celować do człowieka ani zwierzaka.
• Bawią się TYLKO ci, którzy chcą. Nikogo nie namawiasz i nie zmuszasz.
• Taka „zabawa“ - jak każda - ma swoje reguły, początek i koniec.
• Jeśli nie przestrzegasz tych trzech zasad, zabawa się kończy.
W trakcie takich „zabaw” trzeba bardzo uważać, by nikogo nie doznał krzywdy. Trzeba interweniować, gdy dzieciaki przekraczają ustalone normy, a zabawa zaczyna być sposobem na krzywdzenie kogoś. Wtedy zawsze konieczna jest kolejna rozmowa i wyjaśnienia, wyjaśnienia, wyjaśnienia.
Wyjaśnienia także tego, dlaczego miniatura karabinu maszynowego czy pistoletu nie jest dobrą zabawką. Nie jest zabawką w ogóle.
