Czy mężczyzna uprawiający seks z kobietą może nie chcieć być ojcem? Teoretycznie tak, tak samo jak kobieta może nie chcieć być matką. De facto jednak, mimo, że kobieta może nie chcieć być matką to facet nie może nie chcieć być ojcem. Ona może decydować, on nie.

REKLAMA
Punktem wyjścia do napisania tego tekstu stała się rozmowa z kobietą, która stała przed decyzją „naciągnięcia” faceta na dziecko. Wymyśliła sobie, że „wrobi jakiegoś kolesia” – oczywiście w miarę starannie go wybierając spośród wielu kręcących się wokoło niej panów. Nie poinformuje go o ciąży i narodzinach potomka. Gdy dziecko się urodzi, a ona nie da rady sama - to pozwie go o alimenty.
Wyrachowanie powiecie? Odosobniony przypadek powiecie? Być może.
Wszystko zaczyna się w chwili, gdy kobieta wpuszcza mężczyznę „do łóżka”. To jej decyzja, jej „tak”. Bo w innym przypadku mielibyśmy do czynienia z przestępstwem gwałtu.
Oczywiście wiem, co to odpowiedzialność i jestem jak najbardziej za tym, by prezentowały ją OBIE strony. Para, która uprawia seks nie zawsze jednak umawia się na bycie rodzicami. Nawet w związku czy małżeństwie. Wiem, „jak się gra to się wygrywa”, trzeba myśleć i jak się powiedziało ”A” to trzeba powiedzieć „B”, ale…
No właśnie sporo jest tych „ale”.
Warto przyjrzeć się im z bliska…
Wielu bulwersuje fakt, że sądy rodzinne w sytuacjach rozwodu - częściej a czasem, jak się wydaje, bez żadnego rozsądnego powodu - przyznają prawo do opieki nad dzieckiem matkom. Skąd taka idea? Bo to ona przez wiele miesięcy nosi pod sercem, ona wymiotuje, ma nastroje i zachcianki. Ona tyje i choruje czasem. Jej ciało się zmienia i ona czuje ruchy dziecka. Ona potrafi, bo ma instynkt.
Ojcowie, którzy chcieliby równoprawnie uczestniczyć w życiu malucha nie mają łatwego zadania, o ile jego matka nie wyrazi na to zgody. Matka może więc więcej! Dlatego chyba właśnie uważa się częściej, że dziecko „należy” do kobiety albo, że tylko ona z dzieckiem poradzi sobie lepiej i jeśli nie chce, by w tym radzeniu współuczestniczył ojciec, to ma do tego prawo.
Wyobraźmy sobie sytuację, że niebędąca w związku kobieta zachodzi w nieplanowaną ciążę. Ot, zauroczenie, zakochanie, wpadka, chwila zapomnienia, brak antykoncepcji, nieuwaga, alkohol, romantyczna przygoda – jak zwał tak zwał. Dwie kreseczki na teście ciążowym.
Teraz czas na gorączkowe myślenie. Powiedzieć mu? Ale jak on miał na imię?
Urodzić? Ale „ono” może zniszczyć mi życie.
Usunąć? Niezgodne z prawem.
To może „złapać go” na dziecko i przynajmniej mieć kasę.
A może po prostu urodzić sobie dziecko? Ale co będzie, gdy on się dowie i będzie chciał wychowywać? A co, gdy sobie nie poradzę?
Ten proces myślowy zwykle kobieta przeprowadza sama. Rozumiem ciężar, który na niej spoczywa i wagę decyzji, ale podjęcie decyzji o byciu matką nie upoważnia kobiety do decydowania, że ON ma być ojcem, ze wszystkimi tego konsekwencjami.
No właśnie, jak to jest w polskim prawie - czy w ogóle są jakieś uregulowania? Jest ciekawie, ale w świetle tego co opisałam powyżej, wcale niezaskakująco.
Kobieta decyduje o wszystkim. To jej ciało, jej wola, jej dziecko.
Chce mieć dziecko będzie miała, nie chce, nie będzie miała. Facetowi od poczęcia i w trakcie ciąży nic do tego. Ale tylko na tym etapie, bo z chwilą przyjścia dziecka na świat sytuacja zmienia się diametralnie. Nikt go wcześniej o nic nie pytał i nadal nie pyta, ale teraz on musi odpowiadać. Przynajmniej materialnie.
NAWET jeśli nie wiedział, nawet jeśli nie chciał.
Czy mężczyzna uprawiający seks z kobietą może nie chcieć być ojcem? Teoretycznie tak, tak samo jak kobieta może nie chcieć być matką. De facto jednak, mimo, że kobieta może nie chcieć być matką to facet nie może nie chcieć być ojcem. Ona może decydować, on nie.
Jemu pozostaje więc abstynencja seksualna, bo zabezpieczenia nie zabezpieczają w 100%.
Jeśli jednak Ona zdecyduje się na macierzyństwo to On automatycznie zostaje ojcem. Nawet wbrew woli. Po urodzeniu nowego człowieka nic się już nie liczy, bo się faktycznie ojcem stał, więc musi nim być. Nie może nie chcieć. Co prawda może nie uznać dziecka, ale płacić musi. Podążając za stereotypem faceta – świni, co to z kwiatka na kwiatek myślimy: Dobrze mu tak! Najpierw zrobił a teraz miałby się wykręcić? Co to to nie!
Znam niejedną taką sytuację, gdy ona „złapała” faceta na dziecko. Zaplanowała, że to ON będzie ojcem, dawcą plemnika i kasy. On nie miał nic do powiedzenia. Oczywiście nie musiał iść z nią „do łóżka”. Oczywiście, że nie, a skoro poszedł to niech teraz ponosi konsekwencje. Powinien przecież myśleć – powiecie. Owszem myślał, nawet się zabezpieczył, uwierzył, że ona także. A tu dziecko. Ona nic mu nie powiedziała przez całą ciążę, potem urodziła, i… podała go jako ojca, i płacić musi, bo jego plemnik. Nie chciał, nie wyrażał zgody, a jednak.
Wiele znam sytuacji, gdy ona go złapała, nie słyszałam, by on ją złapał…
Życie pisze najrozmaitsze scenariusze:
Małżeństwo, ona marzy o potomku, on tłumaczy, że nie są gotowi, że on nie jest gotów. Nie chce dziecka. Ona „zapomina” wziąć tabletki, zachodzi w ciążę. On nadal nie chce dziecka, mówi to wyraźnie. Ona przekonuje, on odchodzi, ale płacić musi. Bo to jego dziecko.
Rozumiem, zasadę nadrzędności dobra dziecka i w sumie dobrze, że nadal wiedzie prym w przepisach prawa rodzinnego, ale musi być stosowana z odpowiedzialnością i przyzwoitością.
Na przykład w sytuacji, gdy mężczyzna, dowiaduje się, po latach, że nie jest biologicznym ojcem dziecka – które dotychczas, wraz z żoną wychowywał jako swoje - jest związany fikcją prawną i podlega przepisom. Oznacza to, że aż do momentu samodzielnego zarobkowania przez dziecko jest zmuszony wypełniać obowiązek alimentacyjny. Bo tak postanowiła kiedyś matka dziecka. Wskazała palcem właśnie jego.
Wydaje się, że ta właśnie uprzywilejowana pozycja kobiety już od chwili poczęcia leży u podstaw orzecznictwa w sprawach o ustanowienie opieki nad dzieckiem w przypadku rozwodu. Mężczyzna bywa nader często traktowany jedynie jako dostawca. Kiedyś spermy, dziś pieniędzy. Nie zasługuje na dopuszczenie do roli równoprawnego rodzica, a szkoda. Dziś rozwodów jest tak wiele również dlatego, że większość kobiet wie, iż dziecko im się należy a duża część mężczyzn, że ten kłopot mają właściwie „z głowy”.
Wyobraźmy sobie jednak sytuację, w której sądy zmieniają swoje nastawienie i zamiast, jak dziś, w przygniatającej większości pozostawiać matce opiekę nad dzieckiem, podejmują decyzję „z klucza” i orzekają opiekę ojców lub co najmniej opiekę naprzemienną.
Co Wy na to?