REKLAMA
W mediach pojawiła się kilka dni temu informacja o tym, że pewien nastolatek - prawdopodobnie - został ojcem dziecka swojej ponad dwa razy starszej nauczycielki.
Jeśli to prawda, to stała się rzecz niesłychanie zła, bo za relacje z dziećmi zawsze odpowiedzialność ponoszą dorośli. Oni muszą kierować się rozumem i doświadczeniem i dbać o to, by relacje te były prawidłowe. Jeśli doniesienia się potwierdzą, nauczycielka powinna ponieść karę za przekroczenie granic. Sprawa jest bulwersująca i wyjaśnieniem jej zajmuje się już prokuratura.
Jeśli to prawda, to stała się rzecz niesłychanie zła, bo za relacje z dziećmi zawsze odpowiedzialność ponoszą dorośli. Oni muszą kierować się rozumem i doświadczeniem i dbać o to, by relacje te były prawidłowe. Jeśli doniesienia się potwierdzą, nauczycielka powinna ponieść karę za przekroczenie granic. Sprawa jest bulwersująca i wyjaśnieniem jej zajmuje się już prokuratura.
Mnie jednak - obok powyższego – zaszokowało coś jeszcze.
Dnia 15.10 w programie „Pytanie na śniadanie” pojawiła się dziennikarka z lokalnej gazety, która „przyczyniła się” do ujawnienia sprawy.
Sprawy tego typu należy piętnować i nagłaśniać, co do tego zgoda.
Sprawy tego typu należy piętnować i nagłaśniać, co do tego zgoda.
Ja jednak mam wątpliwości, dość poważne, co do sposobu w jaki owo „przyczynienie się” nastąpiło.
Pani Ewa Bąkowska, redaktor naczelna gazetki „7 dni Kalisza” zorganizowała bowiem „prowokację dziennikarską”. Po tej prowokacji pojawił się w lokalnej prasie artykuł w sprawie. Ze skandalicznym tytułem. Nadużywanie terminu „pedofil” jest nieuzasadnione i krzywdzące oraz oczywiście – w tej sytuacji - mylące. Ta kobieta raczej NIE jest pedofilem. Dziennikarz powinien to wiedzieć. Zainteresowanych odsyłam do źródeł definicji.
Pani Bąkowska podając się za psychologa - bo „wiedziałam, że nie wpuszczą mnie na swój teren jako dziennikarki, postanowiliśmy, że dobrze będzie w tym przypadku wystąpić jako psycholog, z poradni psychologicznej. Myśleliśmy że będzie trudno, ponieważ jest to rodzina patologiczna, bo oni znają swojego psychologa czy pedagoga. Ale przyjęli mnie do swojego domu. Dlatego sprawa była ułatwiona” - weszła do rodziny chłopca i uzyskała (wyłudziła) od niego i jego rodziców różnego rodzaje dane. Również dane wrażliwe, o których także skwapliwie opowiedziała przed kamerami, a które nie mają żadnego związku ze sprawą.
W rozmowie w studio tv pojawiały się także informacje dotyczące nauczycielki niezwiązane bezpośrednio z tą kwestią.
Proszę sobie wyobrazić sytuację, że przychodzi do Was na rozmowę lekarz czy psycholog, wy w poczuciu bezpieczeństwa opowiadacie o waszych najbardziej intymnych sprawach a następnie ten ktoś te treści publikuje. Zostaliście oszukani w jeden z najbardziej perfidnych sposobów. Czy posiadanie legitymacji prasowej uprawnia do podszywania się pod inne osoby? Czy oszustwo jest dobrą metodą ?
Rozumiem ogólne intencje „prowokacji dziennikarskiej” – w tej chodziło zapewne o docieczenie prawdy, ale moim zdaniem w tym przypadku zostały przekroczone granice przyzwoitości. Dziennikarka zastosowała skandaliczną metodę, mogącą spowodować nieodwracalne szkody społeczne. Takie zachowanie może zaburzyć zaufanie do osób pracujących właśnie w oparciu o zaufanie.
Oczywiście sprawa, jeśli się potwierdzi, podlegać powinna postępowaniu karnemu. Musimy wszyscy pamiętać, by zawsze reagować na sytuacje mające znamiona przestępstwa, ale…
Poza tym póki co, istnieje domniemanie niewinności i trzeba by z osądami, szczególnie tak ostrymi zaczekać do wyjaśnienia całej historii.
Poza tym póki co, istnieje domniemanie niewinności i trzeba by z osądami, szczególnie tak ostrymi zaczekać do wyjaśnienia całej historii.
Czasem trzeba poczekać z tematem, sensacją dziennikarską, wystarczy złożyć zawiadomienie do prokuratury, chroniąc choćby przed społecznym linczem, osoby zaangażowane. Chłopiec jest zidentyfikowany w środowisku, jego rodzina również.
Zrobiono sensację zamiast spokojnie zająć się problemem. Media mają używanie i nikt – jak widać - nie zastanawia się nad kosztami emocjonalnymi, jakie ponoszą wszyscy włączeni w ten dramat.
Pani redaktor naczelna nadużyła zaufania, podała się za osobę, która przyszła z pomocą, ze wsparciem. Wykorzystała jednak tych ludzi dla swoich celów, a nie żeby im pomóc – co sugerowała.
I to właśnie uważam za skandal.
