REKLAMA
Kilka dni temu prasę - tę z prawa - a potem „wszystkie Internety” obiegła elektryzująca wieść.
W Centrum Nauki Kopernik zbudowali „budkę pedofila” – tam się deprawuje dzieci! Skandal! Policja i śledczy! Zawiadomić prokuraturę, zamknąć, spalić i co tam jeszcze…
Wybrałam się więc tam, po pierwsze dlatego, że jako psycholog i doradca Rzecznika Praw Dziecka jestem wyczulona na wszelką działalność potencjalnie dla dzieci szkodliwą, po drugie dlatego, że Rzecznik poprosil mnie o tę wizytę, a po trzecie, ze zwykłej ludzkiej ciekawości.
Dość szybko znalazłam oprotestowany obiekt.
Budka z napisem „Strefy erogenne” stoi w grupie tematycznej o nazwie "Koło życia", będącej częścią ekspozycji. "Człowiek i środowisko".
Wystawa ta jest ogólnodostępna, co znaczy, że każdy zwiedzający bez jakiejkolwiek kontroli, może obejrzeć i poznać wszystkie jej zakamarki. Zanim ją uruchomiono przed trzema laty, autorzy z CNK zwrócili się o konsultacje do ekspertów: psychologa, socjologa, seksuologa i teologa. Tak przynajmniej zostałam poinformowana przez rzecznika prasowego CNK Panią Katarzynę Nowicką. Według niej specjaliści potraktowali sprawę z najwyższą atencją. Rzeczniczka powiedziała mi także, że przez cały ten czas nikt nigdy nie protestowała w tej sprawie.
”Koło życia”, w tym oprotestowany element na temat stref erogennych, ma przedstawiać cykl życia człowieka od poczęcia aż do śmierci.
W dniu moich odwiedzin, czyli w czwartek 30.10 eksponat był już niedostępny dla zwiedzających z powodu "przebudowy". Zamknięcie spowodowane było protestami w prasie i interwencjami w CNK. Nie uzyskałam informacji czego ta przebudowa ma dotyczyć.
logo
archiwum własne

Jak pisze CNK w piśmie do prasy: „Eksponat jest celowo tak zaprojektowany, by nie przyciągać uwagi dziecka – jest nieatrakcyjny i nie przykuwa wzroku”. Mam inne zdanie. Po pierwsze bezsensowne byłoby tworzyć ekspozycję zakładając, że ma nie przyciągać uwagi. Po drugie, różowa konstrukcja przypominająca nieco kabinę do robienia zdjęć budzi niemałe zainteresowanie. Wokoło kręci się, również podczas mojej obecności tak było, sporo podekscytowanych dziewczynek i chłopców wyraźnie zawiedzionych, że nie mogą wejść do różowej kabiny i ponaciskać guziczków. Nie wiem czy dzieci wcześniej o tym eksponacie słyszały, czy po prostu wzbudził ich ciekawość niejako spontanicznie. Przy czym wg mnie ciekawość większą niż inne stojące wokoło przedmioty.
Na zewnętrznej stronie kabiny widnieje napis „Jest ryzyko, jest zabawa” – co prawda po dokładnym zapoznaniu się z materiałami umieszczonymi poniżej okazuje się, jest on kompletnie niezwiązany z tematem seksualności. Dotyczy jedynie zachowań ryzykownych podejmowanych przez młodych ludzi, ale nie zachowań seksualnych. Jako ryzykowne wymieniono m.in. używki oraz prowadzeniu samochodu pod ich wpływem. Wewnątrz dopiero jest napis „strefy erogenne” i opis działania. Ponieważ jednak te dwa napisy to przednia i tylna strona jednego stanowiska to skojarzenie, że „jest ryzyko jest zabawa” i „strefy erogenne” to całość – narzuca się samoistnie.
Teraz dwa słowa o eksponacie. W środku „budki” kontury kobiety i mężczyzny – oraz kilkanaście przycisków umieszczonych w różnych miejscach konturów ich ciał.
logo
archiwum własne

Poniżej słuchawka, by odsłuchać treści nagrane przez lektora. Głos w słuchawce informuje jak nazywa się miejsce które zostało naciśnięte - w nomenklaturze medyczno-biologicznej - oraz jakimi sposobami można sprawić – dotykając tego miejsca - przyjemność osobie określonej przez kontur płci. Nie, nie są to odgłosy orgazmu. Przynajmniej tak zapewniała mnie rzeczniczka. Pani rzecznik niechętnie rozmawiała jednak o tym jaki konkretnie komunikat słyszą zwiedzający. Z tego powodu i z uwagi na "przebudowę" nie mogę odnieść się do treści prezentowanych w słuchawce.
Moim zdaniem, dziecko powyżej 12 lat (a tak oznaczony jest eksponat) powinno mieć możliwość uzyskania pewnej wiedzy o swojej seksualności.
logo
archiwum prywatne

Oczywiście powinno ją nabyć w domu od rodziców oraz w szkole w ramach programu nauczania. Nie jestem jednak przekonana, że powinno się to odbywać w takim miejscu oraz z pominięciem obu powyższych źródeł, a także czy zakres prezentowany w CNK nie jest zbyt rozległy.
Jest także kilka innych problemów, które dostrzegam. Kilka „niedopatrzeń”.
Ideą CNK jest to, że dzieci poznają naukę poprzez własne działanie. Wiele dzieci, żeby nie powiedzieć większość, jest jednak zupełnie nieprzygotowana do odwiedzania tego miejsca. Dzieci szarpią się ze wszystkimi możliwymi dźwigniami, nie czytają krótkich i tak instrukcji. Odnoszę wrażenie, że niewiele korzystają z tej nauki, z którą mają okazję się spotkać.
Po ekspozycji nie są przez nikogo oprowadzane, nikt im nie tłumaczy co widzą i jak to działa. Robią tam co chcą. To nie jest według mnie najlepszy pomysł, szczególnie, że treści jest dużo a niektóre dość trudne. Koncentrując się na „oprotestowanym” obiekcie, widać, że jest podobnie. Biorąc pod uwagę również wiedzę o tym, że sfera intymna jest nadzwyczaj wrażliwa należy o niej opowiadać młodym ludziom w delikatny i przemyślany sposób. Strzępki łapane w przelocie poza jakąkolwiek kontrolą i bez dalszego ciągu nie mają sensu, budzą sensację a nie powinny, co uważam za szkodliwe.
Nie trudno sobie bowiem wyobrazić 7 albo 10 latka siedzącego w tej kabinie, naciskającego guziki i słyszącego w słuchawce (tak to jest skonstruowane) komunikaty, na które kompletnie nie jest gotowy. Bo dotyczą np. rozwiniętego ludzkiego ciała i opisu reakcji erotycznych jemu jeszcze niedostępnych i obcych ...
Dostrzegałabym większy sens przedsięwzięcia, gdyby informacja otrzymywana przez zwiedzających była medyczna, z poziomu poznawczego, a z tego co zrozumiałam, jest z poziomu emocji (wywoływania ich) i to uważam za zbędne.
Eksponat przed interwencją był informacją „o chłopcach i dziewczętach”, teraz już poprawiono opis na „o kobietach i mężczyznach”. To kolejny „drobiazg”, który wcześniej przeoczono.
logo
archiwum prywatne

Uważam także że konieczna jest zmiana oznaczeń i zabezpieczenie przed małymi dziećmi, niegotowymi na takie "rewelacje". Guzik „start” umieszczony poza zasięgiem ręki kilkulatka to jednak za mało. Oznaczenie „Rekomendowany powyżej 12 roku życia” to chyba także za mało, skoro i tak nikt nie sprawdza przestrzegania tego zapisu.
Pomijam zasadność umieszczenia tego typu ekspozycji w CNK, które raczej kojarzy mi się z techniką. Prawda jest bowiem taka, że dzieciom i młodzieży zamiast przyzwoitej edukacji w tym temacie serwuje się często głupoty na lekcjach religii, gadżety kuszące atrakcyjną formą bez refleksji nad kontentem albo, co najgorsze pozwala by same szukały treści z pogranicza pornografii w filmach i gazetach.
Nie rozmawia się z nimi o seksualności, prokreacji czy po prostu o ludzkiej naturze.
Brak edukacji, zakazywanie jej w formie w jakiej powinna prawidłowo wyglądać w szkołach rodzi więc zamiast odpowiedzialności i wyczulenia na intymność swoją i innych ludzi, niezdrową ciekawość.
Nie mam zastrzeżeń do samej wystawy "Koło życia", choć nie specjalnie dostrzegam sens umieszczenia tego konkretnego eksponatu w jej ramach. Obejrzawszy całą ekspozycję, uważam, że jest raczej zbędny w tym miejscu i w takiej formie. Jeśli zaś ma pozostać w CNK jako część większej ekspozycji to proponowałabym inne jego zabezpieczenie, oznakowanie i sposób udostępnienia.
Zapraszam także do oglądania mojego kanału na YouTube