REKLAMA
Teatr Wielki to i przedstawienie wielkie, powinno być. I było.
Soliści – Jolanta (Tatiana Monogarova i Sergei Skorokhodov) i Zamek Sinobrodego (Nadja Michael i Gidon Saks) w dobrej formie, Czajkowski i Bartok. Do tego Mariusz Treliński i Bassem Akiki- dyrygent. Mieszanka piorunująca.
Soliści – Jolanta (Tatiana Monogarova i Sergei Skorokhodov) i Zamek Sinobrodego (Nadja Michael i Gidon Saks) w dobrej formie, Czajkowski i Bartok. Do tego Mariusz Treliński i Bassem Akiki- dyrygent. Mieszanka piorunująca.
Przedstawienie niełatwe. Po przeczytaniu programu obawiałam się nieco, czy zrozumiem ideę reżysera. Czy jestem wystarczająco „obyta” ze sztuką przez wielkie „S”, czy dam radę?
Ale muzyka się broni, co było do przewidzenia.
Broni się też inscenizacja i choć Trelińskiego w różnych realizacjach widziałam, to nadal zaskakuje pomysłami na prostotę i moc przekazu.
Hologramowe sarny na tle uwertury Czajkowskiego przenoszą nas w głąb mrocznego boru i zatopionej w jego głuszy domostwa z cud dziewczyną, ukrytą przed światem. Potem napięcie już tylko rośnie, aż po anielskie pienia chóru w promieniach boskiego światła. Tego, które przywrócone zostało oczom Jolanty.
Broni się też inscenizacja i choć Trelińskiego w różnych realizacjach widziałam, to nadal zaskakuje pomysłami na prostotę i moc przekazu.
Hologramowe sarny na tle uwertury Czajkowskiego przenoszą nas w głąb mrocznego boru i zatopionej w jego głuszy domostwa z cud dziewczyną, ukrytą przed światem. Potem napięcie już tylko rośnie, aż po anielskie pienia chóru w promieniach boskiego światła. Tego, które przywrócone zostało oczom Jolanty.
Szalejący w kanale dla orkiestry dyrygent, niekiedy poniesiony młodzieńczą fantazją, zagłusza nieco solistów. Ale to nic. I tak jest zjawiskowo.
Gdy pod mroczny zamek Sinobrodego podjeżdża w środku nocy samochód a zza pleców widzów słychać niepokojące dźwięki już wiemy, że „coś się dzieje”. Wiedziona miłością, strachem i ciekawością Judyta prowadzi i jest prowadzona w mrok przez Sinobrodego. Muzyka Bartoka wypełnia zamkowe sale, jedną po drugiej, aż po tę siódmą…
Było kilka rzeczy, które nie były z „mojej bajki”. Nie podobały mi się stroje ustawionego sztucznie na koniec pierwszego aktu - „jak na akademii” chóru. Skojarzyli mi się z lokajami lub kelnerami podrzędnej restauracji gdzieś w Tyrolu. Wyglądali po prostu groteskowo. Uwspółcześniony rycerz zamieniony na zagubionego narciarza, także do mnie nie trafił.
Przerażający był zamek Sinobrodego. Potęgowały to uczucie sceny jak kadry z filmów grozy. Czuło się strach.
Obie sportretowane kobiety łączyło jedno – potrzeba odkrycia tajemnicy. Niewidzenie widocznego. I oczywiście miłość. Niekoniecznie szczęśliwa.
Nie jest to „szlagierowe” przedstawienie. Bartok jest trudny, ale piękny. Czajkowski nuta po nucie zdobywał moje serce..
Piękny wieczór. Muzycznie piękny.
Już w styczniu 2015 przedstawienie zagości w Metropolitan Opera. Myślę, że z sukcesem.
Piękny wieczór. Muzycznie piękny.
Już w styczniu 2015 przedstawienie zagości w Metropolitan Opera. Myślę, że z sukcesem.
Mój Mikołaj tegoroczny spełnił swoje zadanie na piątkę.
Kilka pobocznych obserwacji.
Widownia była pełna.
Starszy pan w smokingu i w muszce wyglądał, jakby zabłądził z innego czasu. Niewielu panów pod krawatami. Kilka pań w wieczorowych toaletach, z piękną biżuterią. Nieliczne w eleganckich sukienkach wieczorowo – koktajlowych.
Reszta widzów ubrana raczej niedbale. Czasy, gdy do teatru wypadało ubierać się elegancko - minęły. Raczej bezpowrotnie.
Widownia była pełna.
Starszy pan w smokingu i w muszce wyglądał, jakby zabłądził z innego czasu. Niewielu panów pod krawatami. Kilka pań w wieczorowych toaletach, z piękną biżuterią. Nieliczne w eleganckich sukienkach wieczorowo – koktajlowych.
Reszta widzów ubrana raczej niedbale. Czasy, gdy do teatru wypadało ubierać się elegancko - minęły. Raczej bezpowrotnie.
Ciekawe kiedy będzie „zgoda” by na przedstawieniach, jak w kinie, był popcorn i napój gazowany „do tego”. Pewnie szybciej niż bym chciała.
Nie lubię.
