REKLAMA
Czas bardzo szybko leci, ani się obejrzymy a nasz noworodek zdmuchuje dwie świeczki na torcie. Jest duży, prawie „dorosły”, wiele umie i rozumie. Taki mały-wielki człowiek.
Bardzo łatwo zaobserwować moment, w którym zaczyna się "bunt" dwulatka. Nasz skarb zaczyna zachowywać się inaczej niż dotąd, złości się, tupie nogami, bije, pluje, gryzie, krzyczy, ciągle odpowiada „nie" lub "ja sam/a", histeryzuje...
Nie jest już „bezwolny” i podporządkowany. Próbuje walczyć o swoje. A to wyprowadza rodziców z równowagi! Wiem, wiem, są aniołki, które nigdy tak się nie zachowują. Zwykle to dzieci jakichś innych ludzi…
Bunt dwulatka może pojawić się już około osiemnastego miesiąca życia. Moment ten jest naturalnym etapem w życiu każdego człowieka, jest także bardzo ważny. W tym czasie dziecko ma możliwość po raz niejako pierwszy poznać samego siebie, swoje emocje czy zainteresowania. Ma także szansę pokazania swojej woli. Trzeba mu więc na to pozwolić. Rodzice powinni być na to gotowi i otwarci.
Dziecko zaczyna dostrzegać, że ma wpływ na rzeczywistość, że może o wielu rzeczach decydować. Dwulatek jest jednak za mały, by nazwać, a tym bardziej opanować, swoje emocje. Jest po prostu małym dzieckiem.
Rodzic powinien pamiętać, że ponieważ to jest naturalny okres życia, to z tego "buntu" się wyrasta. Oczywiście, trzeba uważnie patrzeć na dziecko, kontrolować co się dzieje, by właśnie dziecko miało szansę wyrosnąć a nie utrwalić pewne zachowania. Bo o ile rzucanie się na ziemię w przypadku dwulatka możemy uznać za normę, to w przypadku pięciolatka już raczej nie. Jeśli jesteśmy skłonni wybaczyć dwulatkowi rzucanie jedzeniem i upór we wszystkim to już starszy przedszkolak mieć elementarne umiejętności w tym względzie.
Największy wpływ na czas trwania "buntu" mają rodzice. Ważne jest, by umieli nad dzieckiem zapanować, a może raczej, by umieli pozwolić dziecku zapanować nad sobą, byli konsekwentni – choć niekoniecznie uparci i sami potrafili zachować spokój. Ważne, by byli mądrzy w swych poczynaniach. Przez zapanowanie nad dzieckiem rozumiem umiejętność zaspokojenia potrzeb dziecka i znajomość jego indywidualnych zachowań.
Zawsze trzeba starać się zrozumieć dziecko i zaakceptować zachodzące zmiany. Spokój rodziców także będzie udzielał się dziecku. Dobrze jest jak najszybciej przyjąć do wiadomości, że nasze dziecko odkryło swoje „ja". Nie ma sensu się złościć. Nasze dziecko dojrzewa – to powód do dumy.
Dwuletniego człowieka, nie da się już (tak jak to niekiedy wcześniej bywało) oderwać od zabawy czy przenieść z jednego miejsca na drugie, bez podania powodu. Nikt z nas tego nie lubi przecież. Dwulatek wie czego chce, manifestuje to jak umie, trzeba go zrozumieć i pomóc osiągnąć jego cele.
Do dziecka należy mówić jasno, krótko i prostymi słowami. Takie bowiem komunikaty najłatwiej mu zrozumieć. Dobrze jest nie nadużywać słów „nie" i „nie wolno". Jeśli mówimy „nie dotykaj" - dziecko słyszy przede wszystkim to ostatnią część zdania.
Dwulatkowi można już zacząć dawać wybór. Koniecznie jednak w sposób kontrolowany. Metoda opcji - czyli wybór z dwóch propozycji - czyni cuda. Dziecko bardzo chętnie współpracuje i jest dumnie, że może samo o sobie decydować. Przeorganizowanie własnego, rodzicielskiego zachowania jest w tym, okresie bardzo ważne.
Jeśli nasz dwulatek wpadnie w histerię dobrze pokazać mu, że nie robi to na nas wielkiego wrażenia. Czasem trzeba właśnie zignorować złe zachowanie. Nie ma sensu uspokajać na siłę, przytulać czy pocieszać – choć rozumiem, że czasem to działa. Ważne jest, by pozwolić dziecku przeżyć jego emocje. Po dziecięcemu. Zaakceptować. Można także próbować odwrócić jego uwagę, czymś zająć.
Zignorowane przez rodzica zachowanie ma szansę się wyciszyć, dziecko przestanie histeryzować, a wtedy dobrze jest zaproponować mu wspólną zabawę.
Nie jest trudno być rodzicem dwulatka, nawet zbuntowanego. Trzeba myśleć, przewidywać, kochać bezwarunkowo. Koniecznie trzeba dawać dobry przykład.
Jeśli rodzic ma problem z buntem dwulatka to raczej nie zapraszam na kolejny wpis - o buncie nastolatka. Tam dopiero się dzieje.