Handel bronią pozostaje poza kontrolą. Przyczynił się do tego Barack Obama, który odroczył decyzję o poparciu Traktatu o Handlu Bronią. Razem z nim zrobili to Mahmud Ahmadineżad, Kim Dzong Un i Baszar al-Assad...
REKLAMA
W wyniku użycia broni na świecie co minutę ginie człowiek. Rocznie to ponad pół miliona osób, czyli miasto wielkości Poznania. Do takiego stanu rzeczy przyczynia się globalny, niekontrolowany handel bronią – broń wciąż trafia w ręce osób, które mordują, torturują, sprawiają cierpienie tysiącom ludzi. Handel bronią można jednak uregulować na skalę światową – poprzez uchwalenie umowy międzynarodowej regulującej zasady, na których sprzedawana jest broń konwencjonalna. Zasady te powinny być jasne: zakaz transferów broni, jeżeli istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że może ona zostać użyta do popełnienia poważnych naruszeń praw człowieka lub międzynarodowego prawa humanitarnego.
Przez cały lipiec przedstawiciele ponad 170 krajów członkowskich ONZ debatowali nad uchwaleniem efektywnego Traktatu o Handlu Bronią na konferencji negocjacyjnej w Nowym Jorku. W ostatnich godzinach konferencji, 27 lipca, wydawało się, że wszystko idzie w dobrym kierunku – przedstawiony tekst traktatu zawierał już niemal wszystkie niezbędne elementy, które zapewniałyby jego skuteczność.
Niestety, mimo ogromnych wysiłków ze strony wielu krajów i organizacji pozarządowych, które pracowały na rzecz stworzenia efektywnego Traktatu o Handlu Bronią od prawie dziesięciu lat, uchwalenie tekstu zostało w ostatniej chwili odsunięte w czasie. Najwięksi eksporterzy broni na świecie – Stany Zjednoczone, Chiny i Rosja – poparci przez jedne z najokrutniejszych reżimów – Iran, Koreę Północną i Syrię – zadeklarowały, że potrzebują więcej czasu do namysłu. W rzeczywistości politycy obawiają się o wpływ, jaki uregulowania te miałyby na ich dochody i geopolityczne wpływy.
Decyzja Baracka Obamy, szykującego się do jesiennych wyborów prezydenckich, ucieszyła prawdopodobnie Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie Ameryki (NRA, ang. National Rifle Association of America). Jest to amerykańska organizacja, która działa na rzecz propagowania prawa do posiadania broni palnej w Stanach Zjednoczonych. Stowarzyszenie to wystąpiło w ONZ przeciwko Traktatowi, absurdalnie argumentując, że traktat zagraża prawu konstytucyjnemu Stanów Zjednoczonych. Wygląda na to, że Stowarzyszenie konsekwentnie dba o swoje źle pojęte interesy.
Decyzja Baracka Obamy, szykującego się do jesiennych wyborów prezydenckich, ucieszyła prawdopodobnie Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie Ameryki (NRA, ang. National Rifle Association of America). Jest to amerykańska organizacja, która działa na rzecz propagowania prawa do posiadania broni palnej w Stanach Zjednoczonych. Stowarzyszenie to wystąpiło w ONZ przeciwko Traktatowi, absurdalnie argumentując, że traktat zagraża prawu konstytucyjnemu Stanów Zjednoczonych. Wygląda na to, że Stowarzyszenie konsekwentnie dba o swoje źle pojęte interesy.
Choć zachowanie niewielkiej grupy krajów sprawiło, że finał negocjacji w Nowym Jorku był rozczarowujący, nie oznacza ono końca walki o Traktat o Handlu Bronią. Co prawda Prezydent Obama, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, postanowił stanąć w jednym szeregu z Mahmudem Ahmadineżadem , Kim Dzong Unem i Baszarem al-Assadem, ale ponad 90 państw podpisało się pod apelem o kontynuację pracy nad tekstem i jego jak najszybsze uchwalenie – powróci on więc na agendę obrad ONZ już w październiku. Podpisanie efektywnego Traktatu jest więc tylko kwestią czasu. Warto jednak trzymać rękę na pulsie i apelować do Baracka Obamy, aby podjął w październiku decyzję, która pozwoli na ochronę praw człowieka na całym świecie.
