W Rosji toczy się sprawa sądowa tak absurdalna, że wydaje się żywcem wzięta z "Mistrza i Małgorzaty" Bułhakowa. Oto cztery młode kobiety, w reakcji na ograniczanie przestrzeni wolności wypowiedzi, autorytarne rządy prezydenta Putina, a także nieograniczone poparcie, którego władzom udziela rosyjska cerkiew, wymyśliły artystyczny protest.
REKLAMA
W Rosji toczy się sprawa sądowa tak absurdalna, że wydaje się żywcem wzięta z Mistrza i Małgorzaty Bułhakowa. Oto cztery młode kobiety, w reakcji na ograniczanie przestrzeni wolności wypowiedzi, autorytarne rządy prezydenta Putina, a także nieograniczone poparcie, którego władzom udziela rosyjska cerkiew, wymyśliły artystyczny protest. W moskiewskiej cerkwi Chrystusa Zbawiciela odtańczyły i odśpiewały „punkową modlitwę”, wzywając Bogurodzicę, by przepędziła Putina. Amatorski filmik z wystąpienia na YouTube obejrzały setki tysięcy osób.
W efekcie trzy dziewczyny z feministycznego kolektywu Pussy Riot za swoje wystąpienie trafiły do aresztu. Od marca przebywają one w zamknięciu w oczekiwaniu na wyrok sądu – pozbawiane są snu i niedożywiane. (Dla porównania: w maju jednemu z oskarżonych o zabójstwo dziennikarki Anny Politkowskiej zamieniono zatrzymanie w areszcie na areszt domowy. Czyżby rosyjscy prokuratorzy bardziej bali się pluralizmu niż kul?)
Według najnowszych doniesień z sali sądowej wyrok w sprawie rzekomego przestępstwa dziewczyn z Pussy Riot zapadnie już pod koniec przyszłego tygodnia – 17 sierpnia. Nadieżdzie Tołonnikowej, Marii Alochinie i Jekaterine Samucewicz grozi do siedmiu lat więzienia; prokurator za ich „bluźniercze” i „chuligańskie” zachowanie zażądał trzech lat. Proces toczy się od początku sierpnia, a przesłuchiwani są w nim głównie świadkowie prokuratury – sędzia konsekwentnie odrzuca apele obrony o powołanie przychylnych „Puśkom” świadków.
Cała sytuacja przywodzi na myśl najgorsze lata stalinowskiej pokazuchy – sądzenia i skazywania politycznych przeciwników (rzeczywistych lub wyimaginowanych) w celu demonstracji wszechwładzy systemu i jego decydentów. Jednak Włodzimierz Putin musi czuć na sobie spojrzenie całego świata – solidarność z Pussy Riot okazali najwięksi światowi artyści, jak również zwykli ludzie, czyniąc dziewczyny niemalże obiektem kultu. Amnesty International uznało je za więźniarki sumienia, które uwięzione zostały wyłącznie za pokojowe korzystanie z prawa do wolności wypowiedzi, i rozpoczęło zbiórkę podpisów pod apelem o ich uwolnienie. W efekcie rosyjski prezydent powiedział mediom, że chociaż uważa, że w wystąpieniu Pussy Riot „nie ma nic dobrego”, to „nie powinny być sądzone zbyt surowo”. W kraju, w którym niezawisłość sądów jest bardziej nominalna niż rzeczywista, można mieć nadzieję, że uwaga ta ostatecznie wpłynie na wyrok.
