Policja aresztuje kobietę, która próbuje przeszkodzić rozbiórce "nielegalnego" budynku w dzielnicy Kuancheng w mieście Changchun, w prowincji Jilin. 9 czerwca 2010. Fang Xinwu/Color China Photo/AP Photo
Policja aresztuje kobietę, która próbuje przeszkodzić rozbiórce "nielegalnego" budynku w dzielnicy Kuancheng w mieście Changchun, w prowincji Jilin. 9 czerwca 2010. Fang Xinwu/Color China Photo/AP Photo amnesty.org.pl

Chińscy przywódcy nie mogą zamykać oczu na problem przymusowych wysiedleń, który w tym kraju występuje na ogromną skalę. Przymusowe wysiedlenia stały się jednym z najczęstszych przyczyn protestów mieszkańców Chińskiej Republiki Ludowej. Amnesty International w swoim najnowszym raporcie udokumentowała 41 prób samospalenia, jako najbardziej desperackiej formy protestu. Władze wydają się jednak być ślepe na głos swoich obywateli.

REKLAMA
Do istnienia problemu przymusowych wysiedleń przyznał się premier Chin Wen Jiabao. Stwierdził, że przymusowe wysiedlenia stanowią jeden z ważniejszych powodów masowych protestów w Chinach. Przez ostatnie lata liczba dokonywanych wysiedleń z ziemi i mieszkań w tym kraju znacząco wzrosła, sprawiając, że tysiące ludzi podjęło protesty przeciwko polityce władz i wyszło na ulicę wyrażając swoje niezadowolenie.
Ziemia w Chinach to podstawowe źródło dochodu władz lokalnych. Zysk ze sprzedaży ziemi pod projekty deweloperskie i rozwojowe jest na tyle kuszący, że władze lokalne i lokalni dygnitarze Komunistycznej Partii Chin przymykają oko na naruszenia praw człowieka. Godzą się również na przymusowe wysiedlenia tysięcy osób dokonywane z pogwałceniem wszelkich międzynarodowych i krajowych standardów prawnych.
Po wprowadzeniu reform w latach 80. i 90. w Chinach rozpoczął się bum na rynku nieruchomości, a chroniczny brak mieszkań spowodował wzrost cen nieruchomości. Dlatego m.in. firmy deweloperskie lobbowały lokalne władze, przekonując je do odsprzedania im prawa do użytkowania ziemi po zaniżonych cenach. W zamian oferowały realizację projektów infrastrukturalnych. To wszystko przyczynić się miało do tak pożądanego wzrostu gospodarczego całego kraju.
W konsekwencji władze zgadzały się na przymusowe wysiedlenia osób mieszkających na sprzedawanych terenach. W najnowszym raporcie Stojąc twardo na swoim. Zagrożenie przymusowymi wysiedleniami w Chinach (Standing their ground. Thousands face violent eviction in China) Amnesty International opisuje metody i konsekwencje tych wysiedleń. Przymusowe wysiedlenia w Chinach to rzecz powszechna, obecna w każdym regionie kraju m.in. w Pekinie, Szanghaju oraz prowincjach Anhui, Hunan, Jiangsu, Jiangxi, Jilin, Szantung, Shanxi, Syczuan czy w Regionie Autonomicznym Mongolii Wewnętrznej i Regionie Autonomicznym Kuangsi-Czuang.
Podczas wysiedleń władze używają siły, biją i aresztują protestujących. Najczęściej władze lokalne nie informują o wysiedleniach, nie przeprowadzają pełnych konsultacji z tymi, którzy mają być wysiedlani, rozwieszając jedynie w okolicy plakaty. Ludzie są szantażowani, zmuszani do podpisywania umów i zrzekania się prawa do zajmowanej ziemi czy lokalu. Jednej z kobiet w Wenchang w prowincji Syczuan policja zabrała 20-miesięcznego syna. Kobieta protestowała przeciwko wysiedleniu, a oficerowie chcieli w ten sposób wymusić na niej podpisanie stosownego dokumentu.
Chiny jak i każdy inny kraj muszą wprowadzić zakaz przymusowych wysiedleń oraz zagwarantować każdej osobie odpowiednią ochronę prawną przed wysiedleniem. Prawo do mieszkania to prawo każdego z nas i nie jest banałem powiedzieć, że nikt nie powinien zostać bez dachu nad głową. Dlatego tym bardziej władze są zobowiązane do pełnego poszanowania tego prawa, a Chiny nie są żadnym wyjątkiem.
Więcej o temacie przymusowych wysiedleń w Chinach można dowiedzieć się z raportu Amnesty International, który można znaleźć na stronie amnesty.org.pl.