Białoruski Dom w Warszawie

19 grudnia 2010 r. to na pewno najbardziej znaczący dzień w najnowszej historii Białorusi. Z jednej strony był to dzień jednej z największych prodemokratycznych manifestacji w Mińsku, z drugiej - początek największych represji, jakie spotkały opozycjonistów i działaczy społecznych. Dzisiaj, 2 lata od tamtych wydarzeń, Białoruś potrzebuje naszej solidarności jak nigdy przedtem. Możemy ją wyrazić przychodząc dzisiaj na happening w Warszawie, podpisując się pod petycją o uwolnienie więźniów sumienia lub wysyłając kartki wsparcia do więźniów i do ich rodzin.

REKLAMA
19 grudnia 2010 r. na ulice Mińska wyszło co najmniej 30 tys. osób, by w pokojowej manifestacji wyrazić swój sprzeciw wobec sfałszowanych wyborów prezydenckich. Po raz czwarty wygrał je Aleksander Łukaszenka, choć wszystko wskazywało na to, że powinien on zmierzyć się w drugiej turze z opozycyjnym kandydatem Andrejem Sannikauem.
Niestety wszystko wskazywało również na to, że reżim Łukaszenki nie odpuści demokratycznej opozycji. Dzień wcześniej, 18 grudnia, zostali aresztowani dwaj działacze opozycyjnego „Młodego Frontu” – Źmicier Daszkiewicz i Edward Lobau. Zostali pobici na ulicy przez nieznanych mężczyzn, tylko że milicja ich oskarżyła o bójkę, a nie prawdziwych sprawców. Na ulicach Mińska przed dniem wyborów zauważono również wojskowe pojazdy. Dlaczego żołnierze byli mobilizowani w stolicy?
Reżim Łukaszenki odsłonił swoją prawdziwą twarz przed budynkiem rządu, gdzie dotarła manifestacja. Opozycyjni kandydaci na prezydenta chcieli spotkać się z przedstawicielami rządu, by żądać rozpisania drugiej tury wyborów. Nagle ktoś zaczął wybijać szyby w budynku rządu. Najprawdopodobniej byli to prowokatorzy. Schowani w budynku i wokół niego milicjanci ze specjalnych jednostek OMONu wkroczyli do akcji.
Setki osób, jeśli nie tysiące, zostały tego dnia pobite milicyjnymi pałkami. Ponad 700 osób aresztowano i większość administracyjną decyzją skazywano na karę od 10 do 15 dni aresztu za złamanie restrykcyjnej ustawy o zgromadzeniach publicznych.
Opozycyjni kandydaci na prezydenta wraz ze swoimi współpracownikami zostali aresztowani. Zostali uwięzieni w areszcie KGB zwanym „amerykanką”. Byli poddawani upokarzającemu traktowaniu, mieli ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym. Andrejowi Sannikauowi złamano nogę jeszcze na placu, ale nie dotarł do szpitala, tylko do aresztu KGB.
Sześciu z siedmiu kandydatów opozycji na prezydenta, wśród nich znani dziennikarze i działacze opozycji, zostało oskarżonych o przestępstwa, w tym "organizację masowych zamieszek" i "poważne naruszenie porządku publicznego", a następnie skazanych wyrokami, z których najpoważniejsze wynosiły sześć lat więzienia.
Po tych wydarzeniach wielu działaczy opozycji musiało wyjechać z kraju. W Warszawie już w styczniu spotkaliśmy się ze Źmicierem Barodką, koordynatorem kampanii „Europejska Białoruś” oraz z Lidią Czestową, współpracowniczką Andreja Sannikaua. Przeprowadziliśmy z nimi wywiady, w których opowiedzieli nam o tym co wydarzyło się na placu w Mińsku i jaka jest ich historia. Proszę wysłuchajcie ich w całości, bo to bardzo pouczająca lekcja historii.
2 lata po tych wydarzeniach w więzieniach lub w koloniach karnych nadal przebywają więźniowie sumienia i inne osoby, które padły ofiarą wzmożonych represji reżimu Łukaszenki. Jedną z nich jest Aleś Bialacki, obrońca praw człowieka, szef pozarządowej organizacji Centrum Praw Człowieka „Wiosna”. Został aresztowany za używanie prywatnych kont bankowych w Polsce i na Litwie w celu finansowania działalności swojej organizacji na rzecz praw człowieka na Białorusi. Aleś Bialacki nie został poddany sprawiedliwemu procesowi sądowemu. Osadzono go w więzieniu na cztery i pół roku.
Innym więźniem politycznym pozostającym wciąż w niewoli jest Mikałaj Statkiewicz, który startował w wyborach 2010 r. jako kandydat niezależny. Został skazany na sześć lat ciężkich robót 26 maja 2011 roku, za "organizowanie masowych zamieszek" i do dziś pozostaje w więzieniu. W styczniu 2012 roku przeniesiono go z kolonii karnej nr 17 w Szkłowie, gdzie pracował w tartaku, do więzienia o ostrzejszym rygorze (zakład karny nr 4 w Mohylewie), rzekomo za pogwałcenie zasad panujących w kolonii. Marina Adamowicz, jego żona, ma prawo do jednej, maksymalnie czterogodzinnej wizyty w roku, i do jednej rozmowy telefonicznej na miesiąc:
Te rozmowy są zawsze zaskoczeniem, mimo że też zawsze na nie czekam. Ostatnim razem prawnik ostrzegł mnie, ale wciąż był to dla mnie szok. Rozmawia się o błahych sprawach - mój mąż mówi, że wszystko u niego w porządku albo stara się przekazać informacje, które mogą być ważne dla innych więźniów... Zalewa nas morze emocji i odczuwamy ogromną radość.
Amnesty International nieustannie wzywa do bezwarunkowego uwolnienia Mikałaja Statkiewicza, Pawła Siewiaryńca, Edwarda Lobaua i Zmiciera Daszkiewicza, którzy wciąż odsiadują wyroki w związku z wydarzeniami z 19 grudnia 2010 roku. Dziś od 17:00 każdy może dołączyć do akcji solidarności z osobami represjonowanymi na Białorusi na Pl. Zamkowym w Warszawie - obecni będą białoruscy działacze, przedstawiciele organizacji "Europejska Białoruś", a także bliscy więźniów politycznych. Już teraz można podpisać się pod petycją Amnesty International o uwolnienie więźniów sumienia na Białorusi. Kliknij tutaj i wyślij list do Aleksandra Łukaszenki.