20 lat działań organizacji pozarządowych z całego świata. Prawie 7 lat negocjacji międzyrządowych. Wczoraj państwa członkowskie ONZ miały niepowtarzalną szansę przyjąć Traktat o Handlu Bronią. Jednak trzy kraje bez skrupułów zablokowały projekt, który co roku mógłby ocalić życie setkom tysięcy ludzi. Są to: Syria, Iran i Korea Północna.
REKLAMA
Wczoraj po południu odbyło się ostatnie posiedzenie trwającej od 18 marca Konferencji dotyczącej Traktatu o Handlu Bronią. Dokument ma na celu zakazanie transferu broni konwencjonalnej do państw, w których może być wykorzystana do popełnienia lub ułatwienia ludobójstwa, zbrodni przeciwko ludzkości lub zbrodni wojennych.
Sprzeciw wobec przyjęcia Traktatu zgłosiły delegacje Iranu, Korei Północnej i Syrii. Na kraje te nałożone zostały różnego rodzaju sankcje, w tym embargo na broń. Łączy je także fatalna sytuacja praw człowieka – wszystkie trzy używały broni nawet przeciwko własnym obywatelom. Dokładnie takim naruszeniom miał zapobiec Traktat.
Co zakłada stworzony ogromnym nakładem pracy projekt? Zmusza państwa do oceny ryzyka poważnych naruszeń praw człowieka - w tym zabójstw, tortur i wymuszonych zaginięć - przed umożliwieniem dalszego transferu broni. Oczywiście wciąż widoczne są pewne braki, jak chociażby niewystarczająco szeroki zakres rodzajów broni, których handel ma być regulowany. Traktat ma jednak duży potencjał, by zapewnić znaczącą ochronę praw człowieka oraz ograniczyć konflikty zbrojne i przemoc, jeśli wszystkie rządy wykażą wolę polityczną wdrożenia go i rozwijania w przyszłości.
Intensywna i konsekwentna kampania organizacji pozarządowych z Amnesty International na czele prowadzona od 2003 roku przyniosła konkretne rezultaty. Poparcie dla idei Traktatu o Handlu Bronią rosło z roku na rok i ostatecznie sprawa trafiła na forum ONZ. Udało się przekonać delegacje państw do uwzględnienia w ich stanowiskach rekomendacji dotyczących ochrony praw człowieka. Tego typu postulaty słychać było w ciągu ostatnich kilku dni w wystąpieniach wielu przedstawicieli państw członkowskich.
W sali konferencyjnej można było na własne oczy zobaczyć istotny wpływ działań kampanijnych, lobbingowych i medialnych organizacji pozarządowych na decyzje ministrów spraw zagranicznych oraz innych przedstawicieli krajowych. Miażdżąca większość państw była gotowa przyjąć wczoraj wieczorem Traktat na drodze konsensusu. Atmosfera wśród delegatów była nerwowa, wszyscy czekali w napięciu. Kiedy trzy z prawie 200 delegacji zgłosiły sprzeciw, głos zabrał przedstawiciel Meksyku. Postulował zaakceptowanie projektu Traktatu pomimo braku powszechnej zgody, podkreślając wagę dokumentu i konieczność szybkiego uregulowania nieodpowiedzialnego handlu bronią na świecie. Poparły go kolejne państwa, między innymi Japonia, Hiszpania czy Chile. Pomysł spotkał się z reakcją delegata Rosji, który kategorycznie sprzeciwił się zmianie procedury i „manipulowaniu zasadami”.
Przewodniczący Konferencji Peter Woolcott ogłosił pod koniec wczorajszego posiedzenia, że konsensus nie został osiągnięty i Traktat nie może zostać przyjęty tą drogą. Nie oznacza to jednak zakończenia sprawy. Projekt trafi w przyszłym tygodniu do Zgromadzenia Ogólnego ONZ – aby został zaakceptowany wymagana jest już nie jednomyślność, ale większość 2/3 państw. To historyczny moment. Niekontrolowany handel bronią umożliwia nie tylko ataki na cywilów, ale także przymusowe wysiedlenia, wykorzystywanie dzieci-żołnierzy i gwałty na masową skalę. Solidny Traktat pozwoliłby wzmocnić ochronę praw człowieka. Czego potrzeba? Woli państw. To wiele i niewiele zarazem.
