
Konflikt w Syrii trwa ponad dwa lata i pochłonął już dziesiątki tysięcy ofiar. Liczba Syryjczyków, którzy uciekli z kraju, według Wysokiego Komisarza ONZ do spraw Uchodźców dobiła już w tym roku do miliona. Pomimo to wydarzenia w Syrii przestały już jakby interesować opinię publiczną.
REKLAMA
W Syrii nikt nie jest bezpieczny. Dziennikarze, cywile, nawet lekarze czy pracownicy i wolontariusze organizacji humanitarnych. Student Suhaib Hassan Swaidan został zatrzymany w swoim rodzinnym mieście Homs 23 maja br., gdy pracował jako wolontariusz w zespole karetki Syryjskiego Czerwonego Półksiężyca. Od chwili aresztowania go na punkcie kontrolnym armii syryjskiej, jego rodzina nie ma z nim żadnego kontaktu. Nie udało nam się ustalić, jakie były podstawy aresztowania Suhaiba. Brak jest również informacji o jego bracie, zatrzymanym 9 maja Abdullahu Hassanie Swaidanie. Nie znamy miejsca ich pobytu.
Takich historii o aresztowanych i zaginionych w Syrii są tysiące. Tortury, intensywne bombardowania, pozasądowe egzekucje cywilów i działania zbrojne zmuszają ludzi do ucieczki z własnego domu. W tym roku tylko w malutkiej wiosce al-Baydah na zachodzie Syrii zabito setki cywilów, w tym dzieci. W wyniku toczącego się konfliktu prawie sześć milionów Syryjczyków straciło dom, a liczba ofiar śmiertelnych i rannych rośnie z dnia na dzień. Zdecydowana większość uciekinierów – 4,25 miliona – to uchodźcy wewnętrzni, którzy wciąż przebywają na terytorium Syrii. Reszta szuka schronienia przede wszystkim w krajach ościennych – Jordanii, Turcji, Libanie.
Uchodźcy wewnętrzni są szczególnie narażeni na niebezpieczeństwo. Szukają schronienia, w który będą mieli choć minimalne poczucie bezpieczeństwa. Zabrakło go w dom, który musieli opuścić. W każdym z dziesiątków syryjskich miast i wsi, które Amnesty International odwiedziła w ostatnich piętnastu miesiącach, znajdowały się duże grupy uchodźców wewnętrznych. Usytuowane przy granicy tureckiej obozy, takie jak obóz w Atmeh, wciąż się rozrastają. Przytłaczająca większość uchodźców wewnętrznych nie znalazła w nich jednak schronienia. Mieszkają tymczasowo u rodziny lub przyjaciół, wynajmują mieszkania bądź zasiedlają te już opuszczone, kryją się po szkołach i w niedokończonych domach. Niektórzy ukrywają się w pamiętających czasy rzymskie grotach. Jak informują nasi badacze, którzy dokumentują zbrodnie w Syrii, pożywienie, woda pitna czy prąd są dziś dla wielu wewnętrznych uchodźców luksusem.
W wyjątkowo trudnej sytuacji są również Palestyńczycy, którzy znaleźli swego czasu schronienie właśnie w Syrii. Przed rozpoczęciem konfliktu w Syrii mieszkało prawie pół miliona Palestyńczyków. Teraz połowa z nich musiała opuścić swoje domy. Jordania natomiast, choć dotąd przyjęła pół miliona uchodźców z Syrii, Palestyńczyków zawraca z granicy. Wielu z tych, którzy znaleźli się w Jordanii, zostało siłą odesłanych do ogarniętego konfliktem kraju. Stanowi to ewidentne pogwałcenie prawa międzynarodowego, które podkreśla potrzebę ochrony każdej osoby obawiającej się prześladowań i zakazuje dyskryminacji z powodu pochodzenia i przynależności narodowej. Osoby, którym uda się dotrzeć do Jordanii, trafiają do ośrodków detencji. Syryjczycy wychodzą z nich szybko – po ustaleniu tożsamości lub dzięki poręczeniu. Palestyńczycy, jeśli nie zostali zawróceni do Syrii, pozostają w zamknięciu lub trafiają do takich miejsc jak Cyber City – zapuszczonego osiedla w północnej Jordanii, gdzie przebywa teraz około pięćset osób z Syrii. Palestyńczycy, w odróżnieniu od rodowitych Syryjczyków, nie mogą opuszczać osiedla ani dołączyć do swoich rodzin. Pomoc, jaką otrzymują, jest mniejsza niż ta, którą otrzymują Syryjczycy. Brak środków do życia i zakaz opuszczania obozu potęgują poczucie bezradności i tymczasowości. Jeden z przebywający w Cyber City Palestyńczyków rozmowę z Amnesty International zakończył słowami: „Miejmy nadzieję, że w raju nie będzie już żadnych obozów dla Palestyńczyków”.
Nie ma wątpliwości, że sytuacja humanitarna uchodźców w krajach sąsiadujących z Syrią jest bardzo trudna i że kraje te nie mogą zapewnić wszystkim uchodźcom odpowiednich warunków do życia. Dlatego inicjatywa jest teraz po stronie Unii Europejskiej i innych krajów, które mogą podjąć się dobrowolnych przesiedleń i przyjąć do siebie najbardziej zagrożonych uchodźców z Syrii. Kanada w tym miesiącu zobowiązała się do przyjęcia 1300 Syryjczyków do końca 2014 roku. W krajach Unii Europejskiej też istnieją ramy prawne i strukturalne, aby w sposób skoordynowany rozpocząć program dobrowolnych przesiedleń dla ludzi uciekających z Syrii, którzy znajdują się w najtrudniejszej sytuacji. Komisja Europejska zaapelowała do krajów członkowskich o solidarność z Syryjczykami i przyjęcie przez nie w programie dobrowolnych przesiedleń łącznie dziesięciu tysięcy najbardziej zagrożonych Syryjczyków. Niemcy zadeklarowali gotowość przyjęcia pięciu tysięcy, lecz większość z 28 krajów członkowskich wciąż nie rozpoczęła działań w tym zakresie.
Tak jak pozostali uchodźcy na świecie, ludzie, którzy musieli uciec z Syrii, opisywani są w dyskursie publicznym za pomocą metafor nawiązujących do potopu. Media raz na jakiś czas donoszą o nowej „fali” uchodźców lub rekordowym ich „napływie” na granicy z Turcją lub Jordanią, podczas gdy przywódcy krajów ościennych wyrażają obawy, że ich kraj zostanie przez nich „zalany”. Język ten odzwierciedla lęk przed uchodźcami, jakby byli żywiołem, który lada chwila może wymknąć się spod kontroli. Język ten zatraca także ich człowieczeństwo.
Unia Europejska też boi się uchodźców. Decyzją państw członkowskich jutro wygasa embargo na sprzedaż broni do Syrii. Brakuje im jednak odwagi, by przyjąć z tego kraju choćby niewielką liczbę najbardziej zagrożonych uchodźców.
