Migranci, których łódź zatonęła tuż przy brzegu.
Migranci, których łódź zatonęła tuż przy brzegu. UNHCR/ K.Gaugler

W tydzień po zatonięciu statku z migrantami u wybrzeży włoskiej wyspy Lampedusy Komisja Europejska ogłosiła projekt zmian w polityce migracyjnej. Jednocześnie migranci, którzy przeżyli tragedię dowiedzieli się od włoskich władz, że muszą zapłacić po 5000 euro kary i zostaną deportowani. Ci, którzy zginęli, otrzymali natomiast pośmiertnie włoskie obywatelstwo. Gdzie jest logika w działaniach Europy? Czy ze zbiorowej żałoby i niewiele znaczących gestów pozostanie coś więcej?

REKLAMA
Jutro w Brukseli zaczyna się spotkanie przedstawicieli państw i rządów krajów Unii Europejskiej. W agendzie dyskusje o cyfryzacji, rynku wewnętrznym i zatrudnieniu. Czy liderzy europejscy znajdą czas, żeby poruszyć kwestię dramatu migrantów i uchodźców na Morzu Śródziemnym? Po ostatnich tragediach nikt nie ma chyba wątpliwości, że już najwyższy czas działać.
UE wśród zmian proponuje stworzenie systemu monitoringu na Morzu Śródziemnym (EUROSUR), który ma umożliwić szybszą identyfikację statków i usprawnić ewentualne akcje ratunkowe. Więcej środków ma także otrzymać unijna agencja zarządzania współpracą operacyjną na granicach zewnętrznych FRONTEX. UE ma także hojniej wspierać kraje ościenne – tj. Tunezję, Egipt czy Libię – w radzeniu sobie z przepływem migrantów.
Z oficjalnych dokumentów i wypowiedzi nie dowiemy się jednak wiele na temat losu umów dwustronnych – taki jak ta między Włochami i Libią – na podstawie których bezprawnie zawraca się potencjalnych uchodźców bez umożliwienia im ubiegania się o schronienie w Europie. Nie dowiemy się też, jakie będą losy włoskiego prawa kryminalizującego nieregularną migrację i jej wspieranie. Przepisy te prowadzą do tego, że rybacy z Lampedusy boją się pomagać migrantom z tonących łodzi. Nie dowiemy się też wreszcie, co dla Europy, której tak zależy na ratowaniu życia na morzu, znaczą zapisane w dokumentach ogólnikowe pojęcia takie jak przetransportowanie osób z tonącej łodzi „w bezpieczne miejsce”? Czy bezpieczeństwo oznacza jedynie brak bezpośredniego zagrożenia życia czy także wolność od naruszeń praw człowieka? Praktyka polityki migracyjnej niektórych państw pokazuje, że potrzebujemy przejrzystego, silnego prawa i realnej zmiany.
Wbrew lamentom niektórych komentatorów nie chodzi tu też o pieniądze – liczby mówią same za siebie. W UE żyje jedynie 14% wszystkich uchodźców na świecie. Kraje takie jak Włochy czy Grecja wydają co roku setki milionów euro unijnych pieniędzy na kontrolę granic, a jednocześnie prawie dziesięć razy mniej na ulepszanie systemu przyjmowania uchodźców. Nie sztuka więc w tym, żeby wykroić z unijnego budżetu dodatkowe środki na programy ratownictwa i kontroli przepływu osób na morzu, trudniej jest zdobyć się na deklarację, że przestrzeganie praw migrantów i uchodźców jest obowiązkiem państw członkowskich, a przyjęcie uchodźców z Syrii i innych miejsc ogarniętych konfliktem – kwestią globalnej odpowiedzialności i zobowiązań międzynarodowych. A jeśli od kogoś powinniśmy takiej deklaracji oczekiwać, to właśnie od europejskich liderów – przed nimi ważny sprawdzian.