Euromaidan
Euromaidan Mstyslav Chernov/Unframe/http://www.unframe.com/photographers/102-mstyslav-chernov.html

Na ulicach Kijowa ostatnie dni minęły w napięciu i na powtarzających się starciach między milicją a częścią protestujących. Skala przemocy, jaka miała miejsce w ostatni weekend, zaszokowała zarówno tych, którzy śledzą wydarzenia na Majdanie, jak i większość uczestników demonstracji. Kolejny rozdział represji rozpoczęto jednak o kilka dni wcześniej, gdy ukraińskie władze błyskawicznie wprowadziły restrykcyjne zmiany w prawie, ograniczając wolność słowa i prawo do pokojowych protestów.

REKLAMA
Ataki milicji oraz zaangażowanych przez władze chuliganów powtarzały się wielokrotnie od rozpoczęcia w listopadzie pokojowych demonstracji. Od 8 tygodni władze ignorują postulaty uczestników demonstracji, które do ostatniego weekendu przebiegały spokojnie. Jednak w nocy z niedzieli na poniedziałek grupa protestujących wyłamała się z pokojowej demonstracji i spróbowała wziąć szturmem budynek parlamentu. Doszło do gwałtownych starć z milicją, podczas których rannych zostało dziesiątki osób po obu stronach. Dziennikarze i reporterzy, którzy relacjonują wydarzenia z Majdanu, też nie mogą czuć się bezpiecznie. Radio Sloboda podało, że w ostatni weekend ucierpiało ponad 30 dziennikarzy, a świadkowie twierdzą, że ze szpitala porwano Igora Łucenkę – dziennikarza i obrońcę praw człowieka.
Przemoc ze strony części demonstrujących nie może być usprawiedliwieniem dla bezprawnego działania władz i nadmiernego użycia siły. Władze nerwowo próbują rozprawić się z demonstrantami zarówno za pomocą siły użytej na ulicach, jak i za pomocą restrykcyjnego prawa. Brak zainteresowania dialogiem ze społeczeństwem okazano podczas uchwalenia zmian prawnych w ubiegły czwartek. Przepisy zmieniono bez żadnej dyskusji, a głosy szybko policzono. Prezydent podpisał dokument tego samego wieczoru. Nowe prawo umożliwia łatwe ściganie dziennikarzy i aktywistów oraz zamykanie organizacji pozarządowych, informacyjnych stron internetowych i organizacji religijnych. Ukraina uchwaliła prawo o organizacjach pozarządowych, które jest kopią rosyjskich przepisów o „zagranicznych agentach”. Wszystkie organizacje otrzymujące fundusze zagraniczne i prowadzących szeroko rozumianą „działalności polityczną” są zobowiązane do rejestracji jako „zagraniczni agenci”. W przeciwnym razie grozi im zamknięcie. Wprowadzona ustawa wraca też do przestępstwa zniesławienia, co oznacza, że dziennikarze, którzy publikują materiały krytyczne wobec urzędników państwowych, narażeni są na postępowanie karne. Ujawnienie informacji o funkcjonariuszach organów ścigania i sędziach będzie surowo karane. Dostawcy usług internetowych mają obowiązek odciąć wskazanym osobom lub grupom dostęp do Internetu, jeśli władze podejmą taką decyzję. Jednocześnie zmiany w Kodeksie postępowania administracyjnego usztywniają wszystkie kary związane z naruszeniem przepisów o zgromadzeniach publicznych i dają policji większe uprawnienia do kontroli przebiegu demonstracji.
Nowe prawo to karkołomna konstrukcja, na której nie da się budować demokratycznego państwa. Już samo tempo jego przyjęcia pokazuje jak łatwo można zburzyć wszystkie pozytywne zmiany w stronę ochrony praw człowieka, które Ukraina stopniowo, raz lepiej, raz gorzej, przez ostatnie lata wprowadzała. Nikt nie wie, co przyniesie kolejna noc w Kijowie i czy demonstranci zdołają zapobiec przemocy choćby w swoich szeregach. Przez te wszystkie tygodnie podziwialiśmy pokojowych demonstrantów za ich energię i wytrwałość. Pamiętajmy, że teraz szczególnie potrzebują naszej solidarności.