Paweł Lipiec
Paweł Lipiec fot: Teodor Klepczyński

Każda zmiana w życiu powoduje mniej lub bardziej błahe zmiany na innych płaszczyznach. Takie zmiany zachodziły w moim życiu, kiedy zdecydowałem się na intensywne treningi kilkanaście lat temu i podobnie jest teraz, kiedy wróciłem do aktywności fizycznej. Wtedy miałem lat dwadzieścia parę, dziś jestem o dekadę mądrzejszy. Co nie zmienia faktu, że zmiany są i to takie, których kompletnie się nie spodziewałem.

REKLAMA
1.Dieta i nawyki żywieniowe
Pierwsza rzecz, która mnie uderzyła już po kwartale udziału w „Biegaj na zdrowie z PZU” to bezbolesne ograniczenie ilości pochłanianego cukru. Tak, tak – pochłanianego. Dwie tabliczki czekolady popite colą nie były wyzwaniem, ba, to mogło być preludium do dużych lodów.
Dziś nie tylko nie czuję tego cukrowego głodu, ale wręcz przeciwnie, mam wrażenie, że organizm broni się przed większymi lodami czy czekoladą. Nie chodzi o to, że zupełnie zrezygnowałem z deserów, po prostu je ograniczyłem. Ograniczenie nie wynika z samych „przykazań” naszej Pani dietetyczki, ale zupełnie naturalnego braku potrzeby dopychania się czekoladą na wieczór. Suszone owoce załatwiają sprawę w 100%.
2.Kawa
Uwielbiam kawę… A przynajmniej uwielbiałem, bo dziś już średnio pamiętam jej smak. Swego czasu kupiłem nawet ekspres do kawy, żeby w domu móc napić się dobrej, świeżo palonej kawy. Ponieważ nie byłem w stanie normalnie funkcjonować, nie wspominając o jakiejkolwiek pracy, przed drugą kawą, to dość szybko znalazłem sklep z dobrą kawą i codziennie rano kawa była pozycją obowiązkową.
Nie wiem, kiedy przestałem pić kawę zupełnie. Najpierw zauważyłem, że zdarza mi się ją wypić raz czy dwa razy w tygodniu i to bardziej dla smaku niż jako sposób na wyrwanie się z objęć Morfeusza. Dziś kawy prawie nie piję – za to uzupełniam wypłukany z organizmu magnez i potas – a wstaję rano rześki i pełen energii.
3.Upał jest spoko… ale wolę deszcz
W Polsce nie ma dobrej pogody. Zauważyliście to? Zawsze jest albo za gorąco, albo za zimno. Sam jestem z tych, co to najchętniej przebywaliby cały rok w temperaturze 20-25 st. C. Nie ukrywam, że biega mi się najlepiej w podobnych temperaturach, ale czasem nie ma wyboru. Nawet późnym wieczorem potrafi być 28 stopni, a trening trzeba zrobić. Przywykłem i teraz upały nie są już takie straszne.
Z drugiej strony, jak już nie ma upału, to przeważnie albo burze albo słota. Pogoda typowo depresyjna. I wtedy na poprawę humoru najlepiej działa BIEGANIE! Pogoda nie jest wymówką. W deszczu też się fajnie biega.
4.Mam więcej czasu
Dziś dopiero widzę, ile czasu uciekało mi „przez palce”. Praca – rodzina – praca – rodzina i na nic nie miałem czasu. Albo miałem, ale bardzo silnie trzymałem się swoich wymówek, że nie mam czasu, siły, energii i w ogóle to jestem przemęczony.
Śmiać mi się chce, jak teraz o tym myślę. Zmęczony to ja jestem teraz po porządnym treningu z trenerem. Wtedy to mi brakowało nie tyle energii, co motywacji. Teraz nadal mam takie dni, że „nie chce mi się” i mam ochotę zostać w domu. I wtedy właśnie się przebieram i umawiam się sam ze sobą, że po pierwszym kilometrze mogę wrócić do domu, jeśli nadal nie będzie mi się chciało. Jeszcze nigdy nie wróciłem.
5.Mam czas dla siebie
Trening to są te 2 godziny, które mam tylko dla siebie. Mogę się skupić tylko na tym, co mam do zrobienia na danym treningu. Nie myślę o pracy, o rodzinie, o tym, że trzeba z psem do weterynarza pojechać, a córkę jutro wcześniej zawieść do przedszkola. Na te dwie godziny wyłączam szare komórki i skupiam się tylko na treningu.
Taki „oddech” bardzo dobrze robi głowie. Po takim odpoczynku od spraw bieżących oraz pobudzeniu całego organizmu (nie tylko głowy) okazuje się, że wiele spraw znajduje swoje rozwiązanie, a problemy nie do rozwiązania stają się błahe.
Piękne uczucie.