
Mówi się, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Faktycznie dużo łatwiej nam oceniać postępy relatywnie, w odniesieniu do czegoś co już znamy niż na obiektywnej skali. Zwłaszcza jeśli chodzi o sport i postępy jakie są udziałem początkujących sportowców.
REKLAMA
Dawno temu, kiedy byłem młodym chłopakiem (a były takie czasy), sam prowadziłem treningi sztuk walki dla dzieci w wieku do 9 — 10 lat. Dzieciaki miały jeszcze większą niż młodzież tendencję do współzawodniczenia i porównywania co kto już potrafi a kto czego się dopiero uczy. Wtedy intuicyjnie staraliśmy się aby raczej odnosili się do swoich postępów i mierzyli sukces miarą tego co wypracowali przez cały rok treningów niż porównywaniem się z kolegami.
Dziś utwierdzam się w przekonaniu, że miało to bardzo głęboki sens i zwłaszcza na początku przygody ze sportem było lepszym rozwiązaniem niż współzawodnictwo.
Uświadomiłem to sobie biegając. Nasze treningi są tak ułożone, że poza dłuższymi jednostajnymi biegami są też treningi interwałowe. Kiedy tak biegam sobie te interwały po parku i mijam kilka razy tych samych biegaczy, to widzę w ich oczach czasem zdziwienie a czasem coś na kształt litości. Wtedy widać na ich twarzach taką myśl „a to się frajer porwał na bieganie a nie umie nawet tempa utrzymać przez kilka minut”.
A przecież ten oceniający nie wie jakie są założenia treningu i co mam do wybiegania tego dnia. Tak samo jak ja nie wiem czy gość, którego mijam ma jakikolwiek plan na swoje bieganie czy też wyszedł na wieczorną przebieżkę. Dlatego nie oceniam. Zwłaszcza, że nie mogę miarodajnie ocenić.
Człowiek, który wychodzi biegać pierwszy raz i robi 5 km w 25 minut może mieć się za lepszego od „tego grubasa”, którego minął. Ale „ten grubas za 3 miesiące będzie robił 5-tkę w 35 minut zamiast dzisiejszych 50-ciu, a nasz atleta nadal będzie dumny ze swoich 25-ciu minut. I kto teraz jest wygranym? Kto zrobił większą pracę? Komu należy się szacunek?
Pisze o tym ponieważ początkujący biegacze dość często spotykają się (zwłaszcza w sieci) z takimi reakcjami. Wyśmiewanie wyników początkujących jest czymś tak częstym jak głupota na polskich drogach. Ten początkujący często zrobił coś co do tej pory go przerastało i przerażało — wyszedł i pobiegał. Być może pierwszy raz od wielu lat. Dla niego mógł to być ogromny wysiłek nie tylko fizyczny ale i psychiczny. A Ty? Ty biegasz bo to frajda, nie wymagająca żadnych poświęceń. Chcesz się porównywać z kimś kto dopiero zaczyna?! Zmierz się z kimś pokroju Scotta Jurka i zobaczymy czy nie wypadniesz blado.
Mówi się, że biegacze to sekta. I mnie się ta sekta podoba, bo spotykam wśród biegaczy więcej szczęśliwych ludzi niż w innych „sektach”. Drażni mnie jedynie, że zawsze znajdzie się jeden czy dwóch takich trolli, co to muszą się dowartościować porównywaniem się z teoretycznie słabszymi.
Nie ważny jest wynik — ważny jest postęp!
