
Jeśli chodzi o bieganie, to zawsze powtarzałem cytat Gimliego, krasnoluda z Władcy Pierścieni "My, krasnoludy, jesteśmy urodzonymi sprinterami, nie mamy sobie równych na krótkich dystansach". Maraton jednak takowym nie jest.
REKLAMA
Na początku treningów w programie „Biegaj na zdrowie z PZU” wciąż myślałem, że jednak uda mi się zmierzyć z tą odległością. Bieg na pięć kilometrów był ostatecznym sprawdzianem i próbą sił. Wyszło średnio.Dlatego rezygnuję z udziału w programie. To była ciekawa przygoda i możliwość uzyskania naprawdę przydatnej wiedzy, z której oczywiście będę korzystać. Niestety, cztery treningi w tygodniu, dieta oraz ćwiczenia to trochę za dużo na mój niezorganizowany umysł pochłonięty pracą, blogiem i innymi pobocznymi projektami. Doskonale wiem, że kondycja i zdrowie powinny być na pierwszym miejscu, ale zwyczajnie czasami trudno się do tego zmusić.
Pierwsze miesiące treningów były naprawdę super, potem jednak coraz dłuższy czas poświęcany na nie zaczął się nawarstwiać z innymi sprawami. A to kończyło się tym, że byłem non stop zmęczony. Chyba nie o to w tym chodzi, prawda? Poza tym bieg w takiej zorganizowanej grupie jednak nie jest dla mnie tak fajnym doświadczeniem jak dla reszty osób z programu. Jednak jestem biegowym samotnikiem, a bieg w peletonie zmęczył mnie bardziej niż się spodziewałem, głównie przez wymuszenie tempa, żeby na kogoś nie wpaść. I most, nie cierpię mostów, a Most Poniatowskiego stanowił niemalże połowę dystansu.
Było to jednak potrzebne doświadczenie. Kto nie próbuje, ten nie wie. Ten bieg uświadomił mi też, jak wielką odległością jest maraton. Widok palmy spod stadionu i świadomość, że to tylko połowa dystansu sprawiły, że pomyślałem: "nie dam rady". Powalczyłem sam ze sobą i pięć kilometrów za mną. I to chyba mój maksymalny dystans do biegania bez interwałów.
Bo z biegania nie rezygnuję. Dzięki Grzegorzowi Zwierzchoniowi wiem, jak biegać, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Dzięki Justynie Mizerze wiem, jak się odżywiać, żeby jednak trochę tej wagi ubyło. A Anna Kuczowska pokazała mi nad którymi mięśniami powinienem najbardziej pracować i jakie ćwiczenia mi w tym pomogą. Dziękuję im bardzo za przekazaną wiedzę. Równie mocno dziękuję Agacie Lipiec z PZU za możliwość wzięcia udziału w programie „Biegaj na zdrowie z PZU”. Trzymam też kciuki za Iwonę, Maję i Pawła, czyli znajomych blogerów, którzy w marcu zmierzą się z półmaratonem. Ja pozostaję przy swoich krótszych dystansach.
