O autorze
Drużyna blogerów to dwie kobiety i dwóch mężczyzn, których łączy zamiłowanie do nowoczesnych form komunikacji w Internecie oraz odwaga do podejmowania wyzwań. W jej skład wchodzą:

Maja Sieńkowska – dziewczyna wiecznie zaczytana, co udowadnia na swoim blogu, gdzie pisze o literaturze. Teraz tradycyjne książki postanowiła odstawić na półkę i skorzystać z oferty audiobooków, które umilą jej treningi.

Dorota Nowacka i Jakub Prószyński – to para, nie tylko w realu, ale i w wirtualu. Poznali się dzięki blogom, teraz jeden prowadzą razem, o PR-rze, social media i marketingu. I postanowili sprawdzić, czy w sporcie też sprawdzą się jako para.

Paweł Lipiec – w zakładce „o mnie” na swoim blogu pisze, że lubi konkret, który rozumie jako coś namacalnego. Ciekawe, czy właśnie dlatego zdecydował się podjąć nasze bardzo konkretne zadanie i wziąć udział w programie biegowym?

Iwona Stepajtis - Zakręcona na punkcie zwierząt, dlatego też prowadzi bloga o swoim psie i jego przygodach. Ma wiele zainteresowań, do których ostatnio z uśmiechem dopisała bieganie.

Maja Sieńkowska: Jak walczę z demotywatorami biegania?

Piszę o motywacji, leżąc pod kołdrą i wsłuchując się w uderzające o parapet krople deszczu. W obecnej chwili nie wyobrażam sobie, że z własnej woli wychodzę na zewnątrz i biegam. Mimo że lubię biegać w deszczu, to ten jesienny różni się znacznie od wiosennego. Moja stała wieczorna pora biegania jest jeszcze tak bardzo odległa. Jednak kiedy nadejdzie, nie będzie innej opcji, jak zebrać się i wyjść.



Proces motywowania się przed bieganiem jest bardzo burzliwy i wielogłosowy. Choć na zewnątrz nic nie widać, w mojej głowie odzywają się uśpione do tej pory ciemne strony i namawiają do złego. Słyszę tylko: „Lepiej zostań pod kołdrą, na zewnątrz jest ciemno, zimno i wieje złem” albo „Jak raz nie pobiegasz, to nic się nie stanie, przecież rano bolał cię brzuch, nie ma sensu żebyś biegała”. Te głosy na pewno przechodzą szkolenia z demotywacji, bo są świetne w tym co robią. Ich szef pewnie jest z nich dumny.


Niestety, ja jako świadomy konsument biegowy jestem zobowiązana moralnie do walki z nimi. Choć mi nikt nie płaci. Gratyfikacja to endorfiny i tyłek w odpowiednim rozmiarze. Na moje nieszczęście zazwyczaj przegapiam ten moment, kiedy głosy przekraczają próg i rozsiadają się wygodnie na kanapie świadomości. Może gdybym ich nie wpuszczała, zmieniła zamki, nie musiałabym potem z nimi walczyć. Jednak w aktualnej sytuacji nie pozostaje nic innego, jak tylko poddać te diabły egzorcyzmom i odprawić czary.


Przepisy na wypędzenie demonów lenistwa:

1. Ułóż ładnie na podłodze wszystko, co służy ci do biegania: ubrania, buty, czapkę, zegarek, telefon. Zrób zdjęcie, nałóż super hipsterski filtr i wrzuć zdjęcie na Instagram podpisując je tak: #idębiegać, #niepoddamsię, #jestemsilna.

2. Potem połóż się na podłodze obok tych ubrań, włącz muzykę przy której zwykle biegasz, zamknij oczy i wyobraź sobie, że wbiegasz na metę maratonu, skaczesz z radości, a Twoja babcia już czeka z obiadkiem. Pamiętaj o tym, że, aby dobiec na metę, trzeba trenować.


3. Jeśli jeszcze nie jesteś wystarczająco zmotywowany, wejdź na fejsa i poczytaj wpisy znajomych. Ten przebiegł 10 km i wstawił zdjęcie, inny wrzucił status z Endomondo. No to teraz wyobraź sobie, jak ci znajomi machają do Ciebie i uśmiechają się zwycięsko, kiedy będą mijać Cię podczas najbliższych zawodów. Podejrzewam, że teraz już radośnie biegniesz w rytm tych samych kropel, które teraz dzwonią o mój parapet.

Bonus dla kobiet: Gdy będziesz biegać całą zimę i w marcu wiosna zaskoczy Polaków, a słońce wymusi zrzucenie kurtek, Ty od razu będziesz wyglądać jakbyś stosowała sumiennie wszystkie porady z książki „Schudnij w 10 dni i bądź szczęśliwa”. Koleżanki będą Ci zazdrościć.

Żartowałam.

Tak naprawdę wygląda to całkiem inaczej i wcale nie nadaje się do poradnika: wiem, w które dni mam treningi, wyłączam myślenie, ubieram się, wychodzę. Cały proces jest bardzo mechaniczny, ale sedno stanowi pozbycie się myśli, które rozpraszają. Wiem, że chcę biec. By to zrobić muszę wyjść, a potem jest już z górki i po prostu biegnę. W poniedziałki pod górkę.