
Biegam już od kilku miesięcy i ma to zbawienny wpływ na wiele aspektów mojego życia. Na inne ma jednak wpływ zdecydowanie negatywny. Jednym z tych aspektów, który trudno mi dobrze ocenić, są zmiany w moim życiu towarzyskim.
REKLAMA
Czuję się lepiej i wyglądam lepiej (ponoć). Odkąd biegam, czuję się facetem. Wiem, że mogę się wytrenować pomimo moich 36 lat i żadnej historii sportowej. I już zacząłem to robić. Niestety - dla wielu moich przyjaźni i luźniejszych znajomości - zacząłem to robić medialnie.
Akcja #biegajnazdrowie jest relacjonowana w portalu NaTemat.pl i finansowana przez PZU. To wystarczyło, żeby część osób zaczęła podejrzewać, że program powstały za pieniądze wielkiej korporacji i w dodatku przy udziale portalu zaliczanego do mediów mainstreamowych jest zapewne mocno podejrzany i wcale nie ma na celu propagowania zdrowego trybu życia. Tyle, że ja moje coraz lepsze samopoczucie wypracowuję nogami, rękoma, brzuchem, całym ciałem.
Nie wszyscy kibicują
I szczerze powiedziawszy mam w nosie to, że część osób które mnie otaczają, wzięła mnie za nadgorliwego neofitę. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Bieganie nie było jeszcze największym grzechem wobec mojego otoczenia. Fatalne okazało się to, że publicznie (na FB) poparłem ideę walki z otyłością. Skutkowało to z jednej strony porządnymi merytorycznie dyskusjami z częścią osób (i za to dziękuję) oraz awanturnictwem innych i w efekcie usunięciem mnie ze znajomych przez kolejnych kilka (na szczęście niewiele) osób.
I szczerze powiedziawszy mam w nosie to, że część osób które mnie otaczają, wzięła mnie za nadgorliwego neofitę. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Bieganie nie było jeszcze największym grzechem wobec mojego otoczenia. Fatalne okazało się to, że publicznie (na FB) poparłem ideę walki z otyłością. Skutkowało to z jednej strony porządnymi merytorycznie dyskusjami z częścią osób (i za to dziękuję) oraz awanturnictwem innych i w efekcie usunięciem mnie ze znajomych przez kolejnych kilka (na szczęście niewiele) osób.
Powiem jeszcze raz: mam to w nosie. Wiem, że mam niewyparzoną buzię i czasami w przypływie emocji spontanicznie, niewłaściwie formułuję pewne wypowiedzi i bywam źle zrozumiany bądź źle odczytany. Ale - do diabła - ćwiczenia rozumienia tekstu pisanego były zdaje się w podstawówce.
Zawsze byłem spolegliwy i raczej wycofywałem się ze swojego zdania w dyskusjach, hołdując postawie świętego spokoju jako najważniejszej z wartości. Ale teraz: Nie! Bieganie pokazało mi, że mogę wszystko - jeśli tylko będę robił to systematycznie i wkładał w to serce. Wiem ponad wszelką wątpliwość, że to co robię jest zdrowe i słuszne. Możecie mnie mieć za nadgorliwego neofitę. Możecie mnie pousuwać ze znajomych. Możecie przestać się do mnie odzywać. Ale będę zdrowy, szczupły i będę żył lepiej i dłużej od Was. Każdy z nas jest kowalem swojego losu. Ja też. I Wy też. Pożyję jeszcze z 50, może 60 lat i nie mam zamiaru spędzać tego czasu w przychodniach, szpitalach albo na ławce w parku, gdzie z kolegami będziemy psioczyć na rzeczywistość i postukiwać laskami w bruk.
Nie jestem misjonarzem biegania, nie jestem neofitą. Ja po prostu dzielę się moim doświadczeniem. A doświadczam zbawiennego wpływu biegania na ciało i ducha. Wiem, jak ważne jest zdrowie. Pamiętam, jak się bałem dwa lata temu, że przestanę widzieć gdy założono mi kilkadziesiąt szwów na gałkę oczną. Nie chcę już się bać chorób. Pogląd, że otyłość jest normalnym i fajnym stylem życia będę zwalczał z całą mocą (choć nadal mam nadwagę - BMI 27, na początku programu ponad 30). Dla niektórych alkoholizm też jest całkiem fajnym stylem życia.
I alkoholizm i otyłość są chorobami i mają swoje miejsce w ICD-10. Próba dyskusji z tym jest każdorazowo dyskusją z faktami, a próba bagatelizowania tego - zasłaniając się tolerancją i poprawnością polityczną - to nadużycie. Każdy ma jednak wolny wybór i może wybrać, że nie będzie się leczył. I dopóki nie narusza to mojej osobistej wolności - nic mi do tego.
Jednakże otyłość - jak to choroba - jest częstsza wśród ludzi ekonomicznie wykluczonych i może warto się zastanowić na jakimś programem ograniczającym wysoko przetworzone jedzenie i propagującym kilkadziesiąt minut ruchu dziennie wśród tych z nas, którzy są mniej zamożni. Czasami sobie myślę, że może nasz program finansowany przez PZU jest zaczątkiem większej akcji tej korporacji? Nie tylko dla nas, kilkunastu szczęśliwców. Czas pokaże.
Czego bieganie nauczyło mnie o kobietach? ;-)
Wrzuciłem na FB zdjęcie jak niosę z kolegą (biegacz po ciężkiej kontuzji) chrust na ognisko. Na zdjęciu wyglądam nadal na osobę z nadwagą - ale już o niebo lepiej, niż pół roku temu. Pod zdjęciem pojawiło się sporo komentarzy od moich koleżanek, piszących jak bardzo schudłem. Pomyślałem sobie, że komplementy na temat wyglądu są chyba ważne dla kobiet :)
Wrzuciłem na FB zdjęcie jak niosę z kolegą (biegacz po ciężkiej kontuzji) chrust na ognisko. Na zdjęciu wyglądam nadal na osobę z nadwagą - ale już o niebo lepiej, niż pół roku temu. Pod zdjęciem pojawiło się sporo komentarzy od moich koleżanek, piszących jak bardzo schudłem. Pomyślałem sobie, że komplementy na temat wyglądu są chyba ważne dla kobiet :)
Niby o tym wiedziałem, ale ilość komentarzy odnoszących się do mojej wagi jest wyjątkowo duża. I pochodzą prawie wyłącznie od dziewczyn. Postanowiłem raz na jakiś czas powiedzieć jakiejś koleżance, że ładnie wygląda. Mam nadzieję, że moja niewyparzona buzia nie spowoduje kolejnych usunięć mnie z Facebooka ;-)
Jest również pozytywny wpływ na życie towarzyskie.
Muszę przyznać: wśród mojego otoczenia znalazłem też wiele osób, które mi kibicują. Szczególnie ważny był dla mnie wpis Agaty P., która napisała że dzięki mnie założyła odwieszone na kołek buty i poszła pobiegać. Ważne dla mnie jest odnowienie znajomości z Łukaszem i Anią z Legionowa - okazuje się, że biegają i to jak! Biegnąc przez Wilanów usłyszałem nagle w uszach peptalka od Łukasza i tego dnia, z radości, wykręciłem czas dotychczas nieosiągalny.
Wiele dla mnie znaczą lajki na endomondo od znajomych biegaczy. Szczególną solidarność czuję też z innymi, nieznanymi biegaczami, którzy pozdrawiają mnie na trasie podniesieniem ręki. Nie miałem pojęcia, że jest taki zwyczaj. Powoli staję się członkiem tej - nie wiem jak to nazwać - kasty? Sekty? Widzę ludzi, z którymi spotykałem się przy piwie kilka lat temu. Teraz pewnie spotkalibyśmy się przy izotoniku. No dobrze, koloryzuję trochę: jeszcze nie mam znajomych z którymi chodzę na izotonik. Ale mam już kilka typów, którym to zaproponuję.
