
REKLAMA
W moim poprzednim wpisie na blogu pisałam Wam o pierwszym kryzysie. Wtedy miałam nadzieję, że ostatnim. Myliłam się.
Niestety minął tydzień od mojej choroby i złapał mnie kolejny wirus :( Nie wiem, czy to jakiś sezon na choroby, czy po prostu mój organizm jest wyjątkowo mało odporny, ale znowu jestem „przykuta” do łóżka.
Oczywiście jestem zła, bo jak pomyślę o biegu na piątkę, który jest lada chwila, to zaczynam się zastanawiać jak mi pójdzie. A druga sprawa to fakt, że zachorowałam w czasie, gdy jest najpiękniejsza pogoda wrześniowa.
Wracając do biegu. Chciałam poprawić swój czas, a tu cały mój plan nieco legł w gruzach. Mam nadzieję, że jeszcze w tym tygodniu wrócę do treningów i uda mi się szybko nadrobić formę, którą miałam. Pamiętam, że po ostatniej chorobie nie było lekko, a po takiej przerwie już się boję jaki dostanę wycisk. Czuję, że nasz trener Grzegorz już się postara :)
Jest jeszcze jedna istotna informacja. Byłam u dietetyczki i niestety, ale moje wszystkie wcześniej już uzyskane dobre wyniki wróciły do pierwotnych. To niesamowite jak ciało szybko wraca do tego co złe, a nie może jakoś zostać przy tym co dobre. Tak się starałam, żeby wreszcie coś się zmieniło, a te dwa tygodnie wszystko popsuły!
Mam nadzieję, że uda mi się w tym tygodniu wrócić na treningi, że pogoda dopisze i forma wróci po paru dniach. Wiem, że nadzieja matką głupich , ale z drugiej strony, jak się bardzo czegoś chce, to dla chcącego nic trudnego :)
Walczę z chorobą i do boju!
