
Czasem i ja, choć przecież sama dopiero rozpoczęłam przygodę z bieganiem, mam wrażenie, że świat trochę oszalał na punkcie biegania. Gdzie nie spojrzę, tam ktoś biegnie w pojedynkę, w parze lub w grupie. Gdzie nie kliknę, tam nowy blog, portal biegowy albo reklama butów .
REKLAMA
Motyw biegowy pojawia się po prostu wszędzie i króluje niepodzielnie w reklamie, gdy chcę zrobić elektroniczny przelew, sprawdzam rozkład jazdy PKS, wiadomości na gmailu lub facebooku. I dowiaduję się, że jeśli biegać, to tylko w Kamerunie, w technologicznie zaawansowanych butach, z wypasionym GPS-em… Pewnie, jeśli jest się doświadczonym biegaczem, można przeprowadzić mądrą selekcję tego natłoku informacji, ale gdy się w bieganiu „raczkuje”, jak ja – to bywa trudne.
Naczytasz się, naoglądasz, a potem idziesz, trochę pobiegasz i czujesz się „oszukany”, albo co gorsza rozczarowany sobą. Ja najczęściej myślę , że pewnie to ja zrobiłam coś nie tak, bo treningi nie są tak miłe i łatwe w markowej odzieży, jak zapewniał pan w reklamie. A buty, nawet najpiękniejsze, ustawione równo w szafie nie chcą za mnie same pobiec. W dodatku nie mam figury pani z TV, mimo że to czwarty miesiąc treningów. I motywacja, zapał leci na łeb na szyję w dół… Czy to wszystko jest niezbędne? Zawsze, wszystko i dla każdego?
GPS-y, androidy , smartfony, telefony, pulsometry, już nie różowe ale madżentowe buty…
Zaczęło się od tego, że i ja postanowiłam zainstalować sobie jedną z tych podstawowych aplikacji do biegania na telefon. Otoczona zewsząd informacjami, kto ile kilometrów, w jakim czasie i ile lejąc potu, na jakiej trasie i przy jakim tętnie pobiegł… Pomyślałam, że trzeba się gdzieś zainstalować, bo jak Cię nie ma na przysłowiowym „fejsie”, to nie żyjesz. Rekordów nie bijesz, nie robisz życiówek, nie zbierasz komentarzy… to tak, jakbyś nie biegał.
Zaczęło się od tego, że i ja postanowiłam zainstalować sobie jedną z tych podstawowych aplikacji do biegania na telefon. Otoczona zewsząd informacjami, kto ile kilometrów, w jakim czasie i ile lejąc potu, na jakiej trasie i przy jakim tętnie pobiegł… Pomyślałam, że trzeba się gdzieś zainstalować, bo jak Cię nie ma na przysłowiowym „fejsie”, to nie żyjesz. Rekordów nie bijesz, nie robisz życiówek, nie zbierasz komentarzy… to tak, jakbyś nie biegał.
I tu zaczęły się schody. Przerwy w zasięgu, problemy z zapisywaniem danych, a od deszczu zamókł mi ekran i telefon padł w połowie treningu… A ja w ciągłym stresie: „czy zadziała?” albo „dlaczego nie działa?”, „czy się trening zapisze?”, „czy dobrze przeliczy drogę i kilometry?” , żeby obciachu jakiegoś nie było. Co Trener sobie pomyśli lub zaproszeni znajomi, i czy nie trzeba będzie szybko z powodu przekłamanego wyniku zmienić ustawień na „tylko ja”?
Po którymś treningu z takim scenariuszem, wróciłam pokonana przez technologię i wkurzona. Zastanowiłam się, czy te wszystkie cuda do zainstalowania, logowania, synchronizowania i publikowania są mi w ogóle potrzebne? Czy bieganie nie ma być odskocznią właśnie od komputerów i współczesnego przesycenia danymi, zapomnieniem, radością, wolnością? Czy tak bardzo wierząc w technologię nie tracimy trochę siebie? Czy nie biegamy mniej intuicyjnie, mniej zasłuchani w siebie, bo wpatrzeni wciąż w cuda techniki, jakby to rzeczywiście od nich zależały nasze postępy, wyniki…
Motywowanie się zewnętrznymi rzeczami jest złudne i nie daje długotrwałego efektu. To trochę tak, jak z jedzeniem czekolady na poprawę humoru: przez chwilę jest bosko, przyjemnie, wszystko takie jaśniejsze i możliwe, by zaraz potem dopadło Cię Twoje sumienie z wymówką o nowe zbędne kalorie.
I gdy dopadają mnie takie wątpliwości, brak wewnętrznej zgody na galopującą cywilizację, gdy mi się zdaje, że się zaczynam za bardzo rozmieniać na drobne, to idę… pobiegać :) Bo bieganie to chyba jednak bardziej emocje, charakter i upór niż technologie… To ja i ja albo ja i ktoś. To niezwykła okazja do budowania niecodziennych relacji, bliskich i szczerych. Na szczęście nie da się ich zmierzyć, porównać, statystycznie uszeregować i wrzucić w liczbach na fejsa.
Sobie i Wam życzę na biegowych ścieżkach jak najwięcej prawdziwego CZŁOWIEKA.
