O autorze
HR-owiec, Project Manager, Koordynator sponsoringu… Drużyna pracowników PZU jest naprawdę różnorodna, by nie rzec – kontrastowa. W jej skład wchodzą trzy panie i dwóch panów, a konkretnie:

Ewa Koprowska – miłośniczka aktywnego wypoczynku, choć sportu nie uprawia regularnie. Jej udział w projekcie to jej własny prezent dla siebie na urodziny.

Weronika Merklejn – młoda matka cierpiąca na niedobór wolnego czasu. Teraz postanowiła go jeszcze bardziej ograniczyć, poświęcając się treningom. Choć znając realia macierzyństwa to trening może być właśnie wymarzonym czasem wolnym.

Sylwia Stachowicz – łączy i godzi z sobą wiele pasji i przeciwstawnych natur. W domu ma psa i kota. Do programu dołączyła… z przekory.

Maciej Hassa – zdrowy styl życia to jego priorytet i marzenie. Ciągle jednak coś przeszkadza mu je w pełni zrealizować. Aby nabrać dobrych nawyków i pokonać przeciwności, zgodził się poddać półtorarocznemu reżimowi treningowemu.

Tomasz Jemioło – do uczestnictwa w programie popchnęła go chęć powrotu do formy sprzed lat, od której odszedł oddając się życiu rodzinnemu i opiece nad dziećmi.

Maciej Hassa: Czy zimą nie lepiej biegać na siłowni?

Lubisz ciepłe i jasne miejsca do biegania? Lody w nosie to nie Twój klimat? Uważasz, że ciężko rozciągać się po treningu w spoconych i mokrych rzeczach kiedy dookoła -10 stopni. Nie ulegaj twierdzeniom „specjalistów”, że biegać można tylko na świeżym powietrzu. Według mnie to samobójstwo. Zastanówmy się więc (z przymrużeniem oka), gdzie biegać zimą.



Idzie zima i ze wszystkich stron w „internetowym pisarstwie biegowym” atakują mnie teksty o tym, jak ubrać się na zimowe bieganie. Do tej dyskusji chciałbym dodać jednak mój punkt widzenia. Może więc zamiast dowiadywać się, jak biegać na mrozie (i w ciemnościach przy okazji, bo dzień krótki, a pracować trzeba), warto rozważyć takie miejsce jak siłownia?

Człowiek to nie sowa!

Co znaczy, że powszechnie wiadomo, że nie widzimy w ciemnościach. Sytuacja w zimie jest natomiast w moim przypadku taka, że mogę biegać albo między 6:00 a 7:00 rano, albo po 20:00. W obu przypadkach po ciemku –mimo że w mieście są latarnie. Wiem, można kupić czołówkę. Mój dziadek miał jednak kiedyś takie przysłowie, że gdyby babcia miała pałąk to byłby tramwaj. Tak więc czy ja jestem pociągiem z tym jednym światełkiem? Czy nie lepiej mieć światło cały czas włączone na zawołanie, jak na siłowni?

Człowiek to nie zamrażarka


A to właśnie w niej trzyma się lody. Pomyślcie: biegniecie, a katar w nosie zamarza. Zaczynacie ciężko oddychać. Robi się nieprzyjemnie. Początek treningu jest straszny, bo jest Wam przeraźliwie zimno. Na koniec natomiast jest Wam przeraźliwie ciepło, bo mając na sobie kilka warstw nie sposób trafić w punkt i efekt całego biegania jest taki, że kompletnie mokra jest i koszulka, i bluza i kurtka i co tam jeszcze macie. Pomimo oczywiście stosowania nowoczesnych materiałów odprowadzających wodę od ciała.


Człowiek to nie niedźwiedź

Brak nam pazurów, żeby wbić się w oblodzoną ścieżkę i uniknąć upadku na śliskiej nawierzchni. Oczywiście można sobie kupić specjalne buty, ale ile można mieć par butów? Wiem – dużo. Mój trener, jak oświadczył nam to na pierwszym treningu, ma ich około 30. Ja jednak osobiście nie miałbym gdzie ich trzymać, pomijam już zapachy, jakie musi wydzielać 30 przepoconych par butów.

Człowiek może być policzalny jak robot

Na co dzień mam tani (bo tylko za 400 zł), zegarek Sigmy do biegania. Brak w nim wielu funkcji, na co narzeka mój trener, próbując mnie namówić do nabycia droższego. Tymczasem siłownia zmienia perspektywę. Bieżna ma ustawialne nachylenie, prędkość, ładnie pokazuje czas. Do tego mam plany treningowe na urządzeniu. To wszystko w połączeniu z moim „tanim” zegarkiem pozwala znakomicie panować nad treningiem. Wiem, jakie mam tętno, jak biegnę 14 km/h, a jakie, jak biegnę wolniej, jak szybko tętno spada mi po maksymalnym wysiłku i tak dalej. Po prostu bajka, a to wszystko w równych odstępach czasowych. Już nie trzeba mieć zegarka za „800” zł albo i więcej.

Człowiek to nie drzewo

Wszystko pięknie, ale jednak zamiana świeżego powietrza na wnętrze to nie tylko same zalety. Najgorsza jest monotonia. Biegniesz, a przed oczyma to samo. Jak masz szczęście, to popatrzysz sobie na ulicę, ale w większości przypadków to ściana. Słabo. Nie da się tego porównać z bieganiem po parku czy plaży. No po prostu nuda, jak w polskim filmie – nic się nie dzieje. Zaletą jest jednak większa możliwość skupienia się na rozmyślaniu – w końcu nic Cię nie rozprasza, byleby nie spaść z bieżni.

Człowiek to jednak nie robot

I poci się trenując. To kłopotliwe zarówno na siłowni, jak i na świeżym powietrzu w zimie. Powietrze ma jednak podstawową zaletę. Zmienia się, a na siłowni często stoi, a Ty czujesz kolegę lub koleżankę, on lub ona czuje Ciebie i wąchacie się siłą rzeczy, nie zawsze tego chcąc. To nie zawsze jest miłe. Tutaj znowu wygrywa świeże powietrze. Druga wada, ale już tyko dla tych, którzy biegają przed pracą i mają siłownię w pracy, to kwestia ubrania. Co zrobić z mokrymi ciuchami, które cały dzień zostają z Tobą w worku? Niestety nie można zrobić wiele i zazwyczaj po miesiącu nowa koszulka nadaje się na śmietnik, ponieważ „kiśnie” w torbie przez 10 godzin, no chyba że masz szansę wywiesić przepocone spodnie nad biurkiem – raczej niemożliwe.

Człowiek to nie kosmita

Nie czułby się więc dobrze w kosmosie, bez przyciągania, tlenu i tak dalej. Tlen na siłowni i świeżym powietrzu występuje. Na bieżni natomiast brak poprawnej pracy wszystkich mięśni podczas biegu. W końcu to podłoga, która ucieka nam z pod nóg. Dlatego jeśli trenujesz na bieżni pamiętaj o ustawieniu nachylenia. Zniweluje to bonus jakiego nie ma na realnej ścieżce biegowej i zbliży ten trening do „prawdziwego”.

Człowiek ma na szczęście wybór


Podsumowując: dobrze, że mamy wybór (jak ze wszystkim). Warto też przyzwyczaić się do naszego klimatu i po prostu go polubić – mimo tego, że mam 33 lata, cały czas przychodzi mi to z trudnością. Siłownia ma swoje zalety, ale ma też wady. Jeśli miałbym więc na serio napisać, gdzie wolę trenować, to jednak bezapelacyjnie będzie to świeże powietrze.

Niestety monotonia zabija, a np. 2 godziny na bieżni na wybieganiu to dla mnie męka. W sezonie jesienno-zimowym przeniosłem się na siłownię, gdzie odbywam 2-3 treningi tygodniowo, robiąc głównie trening interwałowy, któremu wspaniale sprzyja dodatkowa w stosunku do ścieżki w parku kontrola nad biegiem, którą mam dzięki bieżni. Raz w tygodniu udaję się natomiast na długie wybieganie na dwór. Zobaczymy, co będzie dalej – boję się jednak temperatury -20 stopni.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0"Chodziło o to, by mężczyźni odzyskali godność". Tomasz Raczek szczerze o zamknięciu "Playboya"
0 0Przestajemy zwracać uwagę na cenę i smak. Zaczyna się liczyć co innego
Zysk 0 0Mówią, że to polska "Gra o tron". Za nami premiera kolejnej części piastowskiej sagi
Brita 0 0Co powinno pić dziecko? Dobrą wodę znajdziesz nie tylko na sklepowych półkach
0 0"Chętnie przeproszę". Dziwny wpis kobiety, która oskarżyła Grodzkiego
0 0Marszałek Grodzki odpowiada na materiał TVP. Mówi o "drodze sądowej"
FELIETON MICHALIK 0 030-krotność ZUS, czyli tak PiS chce karać za rozum i kwalifikacje
INN:Poland 0 0ZUS vs. przedsiębiorcza matka: 9 lat składek to za mało, by pójść na zwolnienie
0 0Lewica pod rękę z PiS i przeciw Gowinowi. Słowa Zawiszy zaskakują
0 0"Nikt nigdy nie pytał". Kandydat na ministra o braku wyższego wykształcenia
0 0Jest szczepionka przeciwko eboli. Na razie może eksperymentalnie pomóc w zwalczeniu epidemii
0 0Myślisz, że to lenistwo, a to depresja. 10 objawów choroby, których nie rozumie otoczenie