Jako uczestniczka programu „Biegaj na zdrowie z PZU” jestem pod opieką profesjonalnego trenera. Kiedyś naiwnie wyobrażałam sobie wsparcie trenera jako wspólne bieganie, klepanie po ramieniu po uzyskaniu dobrego wyniku i budowanie motywacji, gdy brakuje sił. Okazuje się, że profesjonalne prowadzenie zawodnika to dużo więcej. Trener obserwuje zawodnika holistycznie – ciało i psychikę. Dzięki posiadanej wiedzy i doświadczeniu na podstawie tych obserwacji cyklicznie (w moim przypadku tygodniowo) dostosowuje plan treningu. Cały cykl do złudzenia przypomina zwinny proces doskonalenia: inspect & adapt.

REKLAMA
logo
Ewa Koprowska i trener – Grzegorz „Zwierzu” Zwierzchoń

Dzienniczek treningowy
W bieganiu, tak samo jak w odchudzaniu, najważniejsze jest uczciwe rejestrowanie tego, co się zrobiło. Dziewięć miesięcy zapisywanie tydzień po tygodniu tego, co przebiegłam i jak przebiegłam, zaowocowało ogromnym postępem. Przebiegnięcie kilkunastu kilometrów w tempie konwersacyjnym to już bardziej problem braku czasu niż braku kondycji. Forma relaksu. Patrząc w zapiski widzę, jak długą drogę przeszłam.
Trener na początku każdego tygodnia wpisuje nam plan treningowy dzień po dniu. My ze swojej strony wpisujemy co i w jaki sposób udało nam się wykonać. Jak się czujemy. Jaka jest aktualna masa ciała. Jakie były warunki pogodowe. Na podstawie naszych zapisków trener dostosowuje plany na kolejny tydzień. To co ważne w tym procesie to transparentność, szacunek i skupienie na celu. Bliskie mi wartości metodyk zwinnych. Bez nich cały ten proces nie ma sensu. Z nimi osiągamy niesamowite wyniki w krótkim czasie.
Nagranie biegu
Po kilku miesiącach trener nagrał sposób, w jaki biegamy. Nie uwierzyłabym, gdyby ktoś powiedział, że co drugi krok wykonuję radosny zawijas lewą nóżką. Nie wiadomo po co i dlaczego. Na filmie w zwolnionym tempie było to wyraźnie widać. Niezależnie od powierzchni, na dworze i na bieżni mechanicznej lewa noga robiła zbędne, dodatkowe kółeczko. W skali kilkunastu kilometrów to są niesamowite ilości energii, które spalałam na zbędny ruch męcząc się niepotrzebnie. Widząc to wiem, jak korygować. Świadomie koryguję. Pracuję też nad lądowaniem na śródstopiu. Moja stopa lądowała na pięcie podnosząc ryzyko kontuzji. Tutaj koryguję ruch, aby zwiększyć bezpieczeństwo swojego ciała. Kolejne nagrania pokażą czy mi się udało.
Próby wysiłkowe
Pamiętacie "Milczenie owiec"? Maska Hannibala Lectera przypomina mi urządzenie, w którym biegłam 13 minut na bieżni. Lekarz podnosił tempo, badał krew i tętno. Liczone były oddechy. Analizowany był skład i masa ciała. Po próbie zespół w składzie: trener, fizjoterapeuta, dietetyczka i lekarz przygotowali ocenę mojej kondycji. Wykresy pokazały optymalne tętno, przy którym mam biegać w zależności od celu treningu. Inne dla biegów regeneracyjnych, inne dla siłowych, inne dla interwałów wzmacniających wytrzymałość organizmu. Nad tą analizą spędziłam godzinę z trenerem, który wytłumaczył mi zidentyfikowane zależności i opowiedział, w jaki sposób zmienią się moje treningi. Próba pokazała, że czas wzmocnić mięsnie, dlatego w moim planie treningów pojawiło się sporo ćwiczeń siłowych.
Ćwiczenia siłowe
Duża paczka ćwiczeń w dzienniczku raczej mnie ucieszyła niż zmartwiła. Pogoda nie zachęca do dodatkowych godzin w błocie. Wyciągnęłam starą matę do jogi i zmierzyłam się z zestawem wpisanym do dzienniczka. Lubię uczucie, że mam kontrolę nad swoim ciałem. Jogin koncentruje się na danym ruchu, aby energia mogła dotrzeć do każdej komórki ciała. Tym razem zamiast energii popłynęły pot i łzy. Miałam pewność, że coś robię nie tak. Dopytywałam trenera o szczegóły, patrzyłam na filmy w YouTube i nadal moje ciało nie reagowało przyjemnym zmęczeniem tylko buntem i blokadą. Co robić?
Przez analogię do jogi, postanowiłam pokazać ćwiczenia mistrzowi. Umówiłam się z fizjoterapeutką. Ania przy prezentacji każdego z ćwiczeń mniej lub bardziej załamywała ręce. Oczywiście wszystkie ćwiczenia wykonywałam błędnie. Czasem pracowałam nie tą partią mięśni – powodując zbędne przeciążenie. Czasem ćwiczenie było dla mnie za trudne i Ania dostosowywała je do moich możliwości. Z czasem będę zwiększać obciążenie. Zwróciła mi uwagę na detale, których nie byłam świadoma. Równo biodra, wciągnij brzuch, napięcie na wydechu, szerzej ręce, niżej ramiona. Dzięki tym uwagom ćwiczenia wykonuję poprawnie. Na początek 20% tego, co zaproponował trener. Obciążenie będzie z tygodnia na tydzień zwiększane. Teraz czuję to przyjemne zmęczenie zamiast buntu ciała.

Biegaj z trenerem – nie wyważaj otwartych drzwi
Pewna bliska mi osoba zaczęła swoją przygodę z bieganiem 3 lata temu. Osoba silniejsza ode mnie fizycznie, sprawniejsza, w tym samym wieku. Kupiła buty i zaczęła regularnie 2-3 razy w tygodniu biegać kilka kilometrów dziennie. Najpierw wolniej, potem szybciej. Po dwóch latach treningu przebiegła swoje pierwsze dwanaście kilometrów.
Gdy ja zaczęłam swoją przygodę z bieganiem pod opieką trenera to ona z politowaniem patrzyła na moje pierwsze marszobiegi. Minuta biegu, minuta marszu, i tak trzy razy. Gdy po dwóch miesiącach przebiegłam swoją pierwszą piątkę w pół godziny spojrzenie zaczęło wyrażać zainteresowanie. Po kolejnych dwóch miesiącach stosowania zaleceń trenera przebiegłam 10 km poniżej godziny. To pokazało, jak szybko mogłam, dzięki profesjonalnej opiece, zrobić postęp, który amatorowi bez opieki zajął trzy lata. Wtedy biegaliśmy już razem. Razem przygotowujemy się do półmaratonu i razem będziemy biec maraton. W planach mamy wspólną wizytę u fizjoterapeuty.
Pomyśl o tym, planując swoje treningi na 2015 rok. Nie wyważaj otwartych dni. Zaufaj trenerowi – niech Cię poprowadzi do sukcesu krótszą, bezpieczną drogą.