Zawsze do treningu, ale i innych życiowych celów, podchodziłem myśląc, że im więcej zaangażowania i wysiłku w nie włożę, tym lepszy osiągnę rezultat. Prawda ta jednak, jak się okazuje, przy bieganiu, dotyczy tylko zaangażowania. Z wysiłkiem nie jest to takie proste…
REKLAMA
#biegajnazdrowie to profesjonalna inicjatywa PZU, która osobom takim jak ja – początkującym biegaczom – daje możliwość poznania tego sportu od podszewki. Poczynając od metod treningu, przez naukę zdrowego odżywiania, aż do kwestii zdrowotnych. To dzięki niej odkryłem prawdę mówiącą, że fakt katowania się na każdym treningu, chęć przebiegnięcia większej liczby kilometrów w coraz krótszym i krótszym czasie wcale nie daje rezultatów. Jest nawet wprost przeciwnie.
Vo2max
Momentem przełomowym były testy na bieżni badające nasze Vo2max. Dla niewtajemniczonych to maksymalny minutowy pobór tlenu w fizjologii sportowej uważany za miarę tlenowej wydolności organizmu. W skrócie, im więcej tego tlenu w ciągu minuty nasz organizm może przyjąć i przerobić, tym większa jego wydolność. Im większa wydolność, tym lepsze możemy osiągać rezultaty w bieganiu długodystansowym. Oczywiście wysokie Vo2max to nie jedyny czynnik sukcesu, ale jak się okazuje bardzo ważny.
Do tej pory na każdym treningu chciałem przebiec więcej i szybciej niż inni. Każdy start traktowałem równie ambicjonalnie i liczył się przede wszystkim wynik. Każdy dystans należało, tak uważałem, przebiec na jak największej „korbie”. W końcu, im więcej średnio wyleje potu na treningu, tym lepiej. Tym szybciej osiągnę kolejne granice, kolejne zakładane cele. „W końcu, kto gra grubo, wygrać musi”.
Okazuje się jednak, że tak nie jest. Mój pierwszy oficjalny start na 5 km zakończyłem z czasem 20:27 min. Potem był start na 10 km. Można byłoby zakładać, że powinno być koło 42 min. Skończyłem na 47 min. Zabrakło mi siły, aby docisnąć. Zabrakło wydolności. Okazało się, że mam dosyć silne mięśnie, które potrafią mnie poprowadzić na krótszym dystansie. Potem zaczynają się jednak schody, a celem jest dystans maratonu. Jeśli więc problemy zaczynają się już przy 10 km trzeba zmienić podejście.
Jak ćwiczyć wydolność?
Jak ćwiczyć wydolność?
Moje Vo2max w badaniu wyniosło 44 ml/kg/min, co jest wartością dobrą, ale dla osoby nie trenującej. Taki duży facet jak ja, jak to określił przeprowadzający badanie dr Krzysztof Mizera, ważący koło 90 kg i mierzący 186 cm wzrostu, powinien mieć lepszy wynik.
Co więc zrobić, aby poprawić wynik? Okazuje się, że zamiast biegać na maksa należy przede wszystkim zwolnić. U mnie oznacza to, że powinienem biegać dłużej, ale w zakresie pierwszego i drugiego poziomu tętna. Podczas treningu nie powinienem przekraczać tętna 148, a nawet biegać poniżej 127. Tego pierwszego jeszcze nawet nie umiem zrobić. Tak wolne bieganie jest dla mnie nieosiągalne. Zazwyczaj udaje mi się zmieścić w przedziale od 127 do 148.
Oczywiście nie jest tak, że w tej chwili biegam tylko powoli. Mam treningi z podbiegami, zbiegami, interwałami, narastającym tempem, ale ponad 50 proc. tygodniowego czasu poświęcanego na trening, poświęcam biegowi we wskazanych strefach tempa (nie wierzcie więc, że od samego człapania osiągniecie rezultaty).
Liczę jednak, że to pozwoli mi, przy moim kolejnym sprawdzianie, a więc biegu w 10. PZU Półmaratonie Warszawskim, zaplanowanym na 29 marca, przebiec ten dystans maksymalnie w 1h 45 min. Czy mi się to uda? Zobaczymy. Wierzę, że kolejna lekcja, jaką odebrałem podczas programu #biegajnazrowie, zaprocentuje i będę mógł lepiej znieść ten całkiem już długi dystans. Znieść lepiej, co przewrotne, biegając teraz wolniej.
