REKLAMA
Pan Kazimierz Michał Ujazdowski jest z wykształcenia prawnikiem. Wróżono mu wielką karierę w adwokaturze, bo przed laty - jeszcze przed otwarciem zawodów prawniczych - zdał w cuglach na aplikację adwokacką. Ze szkodą dla palestry poszedł w politykę.
Im bardziej w nią wsiąkał, tym bardziej zapominał o tym, czego uczono go podczas studiów prawniczych. Dzisiaj rano, dostrzegając widmo kolejnej kompromitacji swojej formacji politycznej, postanowił rzucić partyjnym kolegom koło ratunkowe i zaproponował kompromis w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Podobno zasady tego kompromisu ustalił z samym prezesem.
Kopaliński (Słownik wyrazów obcych, WP 1994) zdefiniował kompromis, jako ugodę, polubowne załatwienie sporu, osiągnięte w ramach wzajemnych ustępstw, a także odstępstwo od zasad dla praktycznych korzyści. Na te ostatnie znaczenie zwracamy uwagę pan Ujazdowskiego, ponieważ prawo, o czym nie wolno zapominać, nie zna kompromisu, nakazując rozwiązywanie wszystkich sporów zgodnie z ze spisanymi w ustawach regułami. Inaczej mówiąc, dla rozwiązania zdroworozsądkowego prawa poświęcić nie wolno, bo takie zachowanie może być niebezpiecznym precedensem. A precedens, według Kopalińskiego, to przypadek poprzedzający inny podobny, a na gruncie prawa moc wiążąca, którą posiada decyzja organu państwa (np. orzeczenie sądu) dla stosowania prawa w podobnych przypadkach.
W sprawie Trybunału Konstytucyjnego nie trzeba szukać kompromisu. Wystarczy zastosować prawo, a w stosowaniu prawa, czytaj przywróceniu porządku prawnego zgodnego z prawem, mogą pomóc sędziowie wybrani wbrew prawu i wbrew prawu zaprzysiężeni przez prezydenta. Rozwiązanie, które samo się narzuca, jest proste, jak konstrukcja cepa. Trzej sędziowie wybrani przez Sejm zdominowany przez PiS i zaprzysiężeni przez prezydenta, zrzekają się stanowisk. Prezydent zaprzysięga trzech sędziów legalnie wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji. A kolejni sędziowie będą sukcesywnie powoływani na wakujące stanowiska, począwszy od kwietnia 2016r. W ten sposób, bez kompromisu naruszającego prawo, można wypracować kompromis.
Kompromisowa propozycja pana Ujazdowskiego to nic innego niż zachęcanie polityków do łamania prawa w przyszłości. Jeśli bowiem ktoś narusza prawo, a następnie - nie ponosząc za to najmniejszych konsekwencji - zawiera kompromis dający mu pozycję dużą lepszą od tej, w której się znajdował przed naruszeniem prawa, to oznacza, że na naruszeniu prawa zrobił interes. Jeśli zaś ktoś się przekona, że naruszenie przez niego prawa nie będzie łączyć się z konsekwencjami, tylko z sukcesem, to w przyszłości będzie się już trzymał tej metody. Dlatego propozycja pana Ujazdowskiego nie jest niczym innym jak namową do usankcjonowania bezprawia. Dość to zabawna propozycja w kilka dni po konferencji prasowej pani premier, podczas której obiecała wyborcom bezpardonową walkę z bezprawiem.
Dubois & Stępiński