REKLAMA
Władza, która wyposażyła się w prawo do podglądania, podsłuchiwania i wchodzenia na nasze konta twierdzi, że ciągle mało jej środków by zabezpieczyć bezpieczeństwo nam, obywatelom.
W przedwojennym szmoncesie stary Żyd na łożu śmierci sprawdza, czy rodzina czuwa u wezgłowia, a gdy okazuje się, że są wszyscy, zadaje fundamentalne pytanie - to, kto w takim razie pilnuje interesu?
Czy za rządów Dobrej zmiany można wywalić z roboty Komendanta Głównego Policji za zaniedbania, których dopuścili się policjanci? Nie można! A dlaczego? Bo go nie ma. A skoro go nie ma, to my pytamy się, kto pilnuje interesu?
Co robi obywatelka naszego kraju, która czuje się zagrożona, której nie stać na zatrudnienie bodyguarda, by strzegł ją przed najgorszym? Prosi o pomoc policję! Co powinna zrobić policja, a także prokuratura, w sprawie obywatelki, która - czując się zagrożona - zgłosiła policji fakt popełnienia przestępstwa zagrożonego karą wieloletniego pozbawienia wolności, a następnie podczas przesłuchania zeznała, że boi się spełnienia gróźb? Kobiety, która wskazała sprawcę tego, co się stało, a przede wszystkim tego, co może za chwilę wydarzyć się? Odpowiedź wydaje się być prosta. Podjąć profesjonalne działania, które powinny zapobiec nieszczęściu albo przynajmniej ograniczyć do minimum możliwość jego zaistnienia.
Jesteśmy na tyle doświadczeni, że wiemy, że jak ktoś chce zabić, to w większości przypadków podejmie działania zmierzające do dokonania. Ale tzw. większość przypadków nie oznacza zawsze. Istnienia tej różnicy nie powinno się bagatelizować. Czy prawdopodobieństwo zamachu na życie upatrzonej wcześniej ofiary można ograniczyć? To trudne, ale są prawem przewidziane środki, które można stosować bez żadnych problemów, by zniechęcić potencjalnego sprawcę, choćby poprzez oddziaływanie na jego psychikę poprzez prosty sygnał – wiemy, bo obserwujemy cię. Wystarczy conieco wyobraźni.
KPK stanowi, że wobec podejrzanego o naruszenie miru domowego, groźby karalne i fizyczne znęcanie się oraz stalking, wcześniej karanego za poważne przestępstwa, można stosować środki zapobiegawcze przewidziane w ustawie, a zwłaszcza dozór policyjny np. z obowiązkiem codziennego meldowania się na policji, a także zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej lub też zakaz przebywania w określonych miejscach. Czasem te środki stosowane są na wyrost, żeby nie powiedzieć wprost, po głupiemu. W sprawie, o której piszemy, nie zostały zastosowane (w tym zakresie opieramy się na relacjach prasowych).
Czy zastosowanie dozoru i ustanowienie zakazów spacyfikowałoby mordercę? Mało prawdopodobne, ale skoro racjonalny ustawodawca przewidział je w ustawie, musiał mieć w tym zakresie jakieś doświadczenie. Zatem nie można wykluczyć, że zastosowanie w/w środków jednak odniosłoby skutek. Dlatego należało je zastosować. Teraz okazuje się, że komuś znowu zabrakło wyobraźni. Efekt wszyscy znamy. Kilka dni temu pod Poznaniem została brutalnie zamordowana młoda kobieta. Wszystko wskazuje na to, że zabójstwa dopuścił się jej były partner, wobec którego - po przedstawieniu mu zarzutów - nie zastosowano żadnych środków.
Zbrodnie popełniane przez odtrąconych partnerów zdarzały się, kiedy stanowisko Komendanta Głównego Policji było obsadzone. Zatem nie dziwi, że tragedia zdarzyła się, kiedy na tym stanowisku mamy wakat. Tyle, że nam się wydaje, że znowu sprawdza się stare polskie przysłowie - myszy harcują, gdy kota nie czują.
