Wyobraźmy sobie, że dziennikarz zatrudniony w redakcji odmawia przeprowadzenia wywiadu z aktorem, bo ten jest homoseksualistą. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy pracownik księgarni odmawia klientom sprzedaży bestselerowej książki autorki wyznania muzułmańskiego, bo - jako chrześcijanin - nie zamierza propagować myśli osób o odmiennym światopoglądzie.
REKLAMA
W obu przypadkach pracownik nie wypełnia swoich obowiązków i powinien wylecieć z roboty z paragrafu. W innym wypadku świat zostałby postawiony na głowie, bowiem kelnerzy podawaliby jedzenie tylko tym, których akceptują ze względów politycznych, fryzjerzy nie strzygliby rudych itd. W konsekwencji doprowadziłoby to do powstania grup wykluczonych, którym inni członkowie społeczeństwa - powołując się na swoje przekonania i prawo wyboru - mogliby odmawiać świadczenia usług. Dlatego z pozoru oczywistym wydaje się, że ani sprzedawca, ani kelner nie może prowadzić cenzury produktów, które będzie sprzedawać, ani osób które będzie obsługiwać, chyba że działania które zlecałby mu pracodawca byłyby zabronione przez prawo. Odmowa wykonywania poleceń nie może być tłumaczona wolnością sumienia, bowiem ta polega, na tym że każdy ma prawo wyboru pracy jaka mu odpowiada.
Z pozoru to, o czym piszemy wydaje się oczywistą oczywistością. Jednak idąc tym tokiem myślenia należałoby stwierdzić, że prezydent który nie wypełnia swoich konstytucyjnych obowiązków nie odbierając przyrzeczenia od wybranych przez parlament sędziów narusza zasady, a zatem powinien być zwolniony z wykonywanej posady. Podobnie z premier rządu, która nie publikując orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, powinna zostać natychmiast zdymisjonowana. Znaleźliśmy się zatem w sytuacji, w której najważniejsze osoby w państwie świadomie i - dotychczas bezkarnie - naruszają obowiązujące zasady.
Logiczną konsekwencją powinna być wymiana rządzących w celu przywrócenia stanu, w którym prawo jest szanowane. Jednak elity władzy, które nie chcą być od władzy odsunięte, podejmują obronę polegająca na zmianie prawa tak, by dostosować je do przyjętych przez siebie metod działania. Zmiana obowiązujących zasad wymaga dokonania zmiany światopoglądowej społeczeństwa, zatem rządzący zamierzają przekonać społeczeństwo, że właściwym jest robienie rzeczy, które na zdrowy rozum wydają się irracjonalne.
Taką działalność propagandową rozpoczął właśnie Minister Sprawiedliwości. Otóż pracownik pewnej drukarni z powodu swoich przekonań obyczajowych odmówił przyjęcia zlecenia od fundacji LGBT Business Forum. Orzekający w tej sprawie sąd, zgodnie z prawem i zasadami rozumu, wydał orzeczenie niekorzystne dla pracownika. Wyrok został zrecenzowany przez ministra, który publicznie oświadczył, że rolą sądu jest stanie na straży konstytucyjnej zasady wolności sumienia, a nie jej łamanie. W konsekwencji - zdaniem ministra - sąd błędnie postąpił, tworząc niebezpieczny precedens, bowiem wyrok negujący prawo pracownika do wyboru dla kogo będzie drukować, narusza wolność myśli, poglądów i swobody gospodarczej. Zdaniem ministra wyrok sądu stawia w uprzywilejowanej sytuacji drukarnię, łamiąc wolność sumienia pracownika.
Zacznijmy zatem od tego, że rolą ministra nie jest komentowanie wyroków wydawanych przez niezawisłe sądy, jest to bowiem brutalny sposób wpływania przez władzę wykonawczą na władze sądowniczą. Jeśli minister o tym nie wie, nie ma kwalifikacji do sprawowania urzędu. Zakładamy jednak, że minister posiada znajomość podstawowych reguł prawnych, ale świadomie je narusza, bo są dla niego niewygodne. Zatem minister świadomie decyduje się na naruszanie prawa, powagą swojego urzędu zachęcając do tego innych. Cel tego zabiegu jest prosty. Ma doprowadzić do wdrożenia reguły, że wolność naszego wyboru - pod warunkiem, że jest on zgodny z wyborem władzy - stoi ponad prawem i naszymi zobowiązaniami. Cel uświęca środki i każda metoda będzie usprawiedliwiona przez państwo, jeśli ma doprowadzić do rezultatów których państwo oczekuje. Już nie trzeba będzie uczyć tych fragmentów historii które są niewygodne, tylko tych na które władza wskaże. Idąc dalej, nie musimy szanować tych przepisów, które nam się nie podobają, a władza przestrzegać praw obywatelskich, które jej wadzą.
Oznacza to, że władza i jej zwolennicy nic nie muszą, bo wszystko jest relatywne, a o tym co będziemy robić, decyduje nasze sumienie. Oczywiście, jeśli jest zgodne z sumieniem władzy.
Dubois & Stępiński
