REKLAMA
W przedwojennym kabarecie grano taki oto szmoncesowy skecz. Po tekście w brzmieniu „Na szpagacie wiszą gacie. Do tych gaci piesek skaczie. Jak podskaczie podżegacie” padało pytanie: co to jest? Znawcy prawa i gwary odpowiadali bezbłędnie – podżegacz.
Prawnicy zajmujący się prawem karnym materialnym nie mogą uzgodnić odpowiedzi na pytanie, czym jest podżeganie? Jedni twierdzą, że jest to tzw. zjawiskowa forma przestępstwa, drudzy - których zdanie zaczyna powoli przeważać, że jest to odrębny typ czynu zabronionego. Niezależnie od tego, kto ma rację podżegaczowi można wymierzyć taką samą karę co sprawcy.
Sporu nie ma natomiast w sferze tzw. zamiaru podżegacza. Ten musi być niezmiennie bezpośredni. Bo podżegacz musi chcieć, i nakłonienia do dokonania, i samego dokonania. Laik mógłby powiedzieć, że jego wina jest podwójna. Jest coś na rzeczy, bo gołym okiem widać, że stopień winy podżegacza, jest nie mniejszy niż sprawcy, a częstokroć istotnie większy.
Zgodnie z obowiązującym prawem na Prezesie Rady Ministrów ciąży obowiązek publikowania wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Odstąpienie od wykonania tego obowiązku uzasadnia odpowiedzialność premiera, a także osób odpowiedzialnych za publikację w ramach jego kancelarii, za tzw. przestępstwo urzędnicze opisane w art. 231 § 1 KK. Za takie zachowanie można posiedzieć trzy lata. A jeśli sprawca działa w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, nawet dziesięć.
Podżegacze, to zarówno ci, którzy wzywają do nie publikowania kolejnego wyroku Trybunału Konstytucyjnego, jak i ci, którzy – zanim wyrok został wydany - zapewniają, że nigdy nie zostanie opublikowany.
Dobrze by było, by podżegacze mieli świadomość tego, co czynią, bo – jak świat, światem – nieznajomością prawa nie idzie się wytłumaczyć.
Dubois & Stępiński