W poszukiwaniu bioróżnorodności, tropieniu jej dawnych śladów i gromadzeniu argumentów służących do jej podtrzymywania i przywracania sięgamy do różnego typu materiału. Uprzemysłowienie produkcji żywności i dokonujący się na naszych oczach upadek tradycyjnego rolnictwa sprawiają, że mimo pozornego bogactwa i zróżnicowania asortymentu hipermarketowych półek, ilość używanych produktów żywnościowych jest dziś bardzo ograniczona. Nawet jednak gdybyśmy jakimś cudem odnaleźli zapomnianą kucmerkę, zaopatrzyli się w bulwy świerząbka albo wyhodowali kapłona lub zdobyli głuszca, to czy wiedzielibyśmy jak je przyrządzić i na jakie kompozycje smakowe możemy z sobie z nimi pozwolić?
I tak na przykład w przypomnianej przez nas niedawno najstarszej polskiej książce kucharskiej możemy się natknąć na potrawy z topinamburu, pigwy (nie pigwowca, ale właśnie popularnej dawniej pigwy), pasternaku, świerząbka bulwiastego, róży, czy soczewicy. Wśród produktów pochodzenia zwierzęcego natykamy się natomiast na ogromną ilość ryb, raki, żaby, ślimaki, minogi i dzikie ptactwo.
W wydanej niedawno drukiem, zupełnie do tej pory nieznanej rękopiśmiennej książce kucharskiej z dworu Radziwiłłów powstałej ok. 1686 r. natykamy się już na znacznie większą ilość rzadkich i zapomnianych produktów żywnościowych. Oprócz bardzo popularnej w dawnej kuchni pigwy czy róży w radziwiłłowskich recepturach pojawia się np. zapomniany od stuleci ber (włośnica ber, Setaria italica L.). Ta podobna do prosa roślina, uprawiana w średniowieczu i odchodząca w zapomnienie już w czasach nowożytnych, została w "Modzie bardzo dobrej smażenia różnych konfektów..." przypomniana w recepturze na pierniki, które przyrządzano częściowo z mąki browej, a częściowo pszenicznej.
