Co to jest "dziedzictwo kulinarne" i czym się to je? Czy pierniki i torty mają swoją historię i czy jest ona mniej ważna od historii polityki i wojen?
REKLAMA
Wśród wielu dziedzictw, w które obfituje współczesny język polski, od niedawna coraz częściej natykamy się także na „dziedzictwo kulinarne”. Możemy więc usłyszeć o polskim albo regionalnym dziedzictwie kulinarnym, które po prostu składa się z dawnych, często zapomnianych lub przynajmniej niedocenianych dań. Te potrawy aspirują do miana produktów tradycyjnych i regionalnych, czyli urzędowo zdefiniowanych i formalnie zadekretowanych bytów prawnych, które na wniosek producentów żywności powołuje do życia Ministerstwo Rolnictwa. Jest to dosyć jasna, praktyczna, a przede wszystkim funkcjonująca w praktyce wykładnia tego, czym jest dziedzictwo kulinarne. Rejestrowanie takich produktów przez ministerstwo ma służyć promowaniu żywności wysokiej jakości w świecie coraz bardziej zdominowanym przez tanie, masowo produkowane, pozbawiane smaku i duszy produkty wielkiego przemysłu, jakimi stały się dzisiejsze wędliny, warzywa i pieczywo.
Takie terminy jak dziedzictwo czy tradycja wydają się nieodłącznie związane z historią. Co więcej, można by stwierdzić, że apetyt amatorów tradycyjnej żywności jest przede wszystkim apetytem na historię. Ktoś zanurzający łyżkę w żurku po krakowsku, wbijający następnie widelec w kujawsko-pomorskiego półgęska i wreszcie sięgający na deser po kaliskie andruty, tak naprawdę żywi się historią. Takiemu typowi jedzenia nadaje dziś sens właśnie przeszłość, rozumiana jako gwarancja tego, że mamy do czynienia z czymś wyjątkowym, oryginalnym i własnym. Amator toruńskich pierników w daleko większym stopniu niż skądinąd przepyszne i jedynie prawdziwe ciastka, zjada historię grodu Kopernika. Można by powiedzieć, ze łatwo jest dodawać historię akurat do pierników, bo w tym wypadku jest ona długa, bogata i, dzięki ciężkiej pracy badaczy z uczelni noszącej imię wielkiego astronoma, dobrze znana. A inne smakołyki po prostu nie miały szczęścia do historii i w wyniku tego braku szczęścia historii dziś nie mają.
Historia dodawana do pierników i zjadana wraz z nimi to dzisiejsza wiedza badaczy i wyobrażenia różnych tej wiedzy konsumentów. W tym sensie historia wielu produktów i potraw po prostu nie istnieje albo jest wątła, mało porywająca i nijaka. Poza historią dzisiaj pisaną czy też dzisiaj odczytywaną istniała jednak także historia, która kiedyś się działa, a dziś jest nieznana, zapomniana lub tylko nieopowiedziana.
Ciągle istnieje więc historia, która czeka na swoje odkrycie, swoją opowieść i swoich słuchaczy po to, by stać się historią innego rodzaju (opowiedzianą). Istnieje więc (potencjalnie) historia bigosu, historia szczupaka po polsku i historia tortów. Choć jeszcze nieopowiedziana, to wcale nie jest mniej pasjonująca i mniej ważna niż opisy politycznych knowań, krwawych bitew czy statystyczne zestawienia ilustrujące wielkie trendy i procesy rodzące się w głowach historyków.
Takie terminy jak dziedzictwo czy tradycja wydają się nieodłącznie związane z historią. Co więcej, można by stwierdzić, że apetyt amatorów tradycyjnej żywności jest przede wszystkim apetytem na historię. Ktoś zanurzający łyżkę w żurku po krakowsku, wbijający następnie widelec w kujawsko-pomorskiego półgęska i wreszcie sięgający na deser po kaliskie andruty, tak naprawdę żywi się historią. Takiemu typowi jedzenia nadaje dziś sens właśnie przeszłość, rozumiana jako gwarancja tego, że mamy do czynienia z czymś wyjątkowym, oryginalnym i własnym. Amator toruńskich pierników w daleko większym stopniu niż skądinąd przepyszne i jedynie prawdziwe ciastka, zjada historię grodu Kopernika. Można by powiedzieć, ze łatwo jest dodawać historię akurat do pierników, bo w tym wypadku jest ona długa, bogata i, dzięki ciężkiej pracy badaczy z uczelni noszącej imię wielkiego astronoma, dobrze znana. A inne smakołyki po prostu nie miały szczęścia do historii i w wyniku tego braku szczęścia historii dziś nie mają.
Historia dodawana do pierników i zjadana wraz z nimi to dzisiejsza wiedza badaczy i wyobrażenia różnych tej wiedzy konsumentów. W tym sensie historia wielu produktów i potraw po prostu nie istnieje albo jest wątła, mało porywająca i nijaka. Poza historią dzisiaj pisaną czy też dzisiaj odczytywaną istniała jednak także historia, która kiedyś się działa, a dziś jest nieznana, zapomniana lub tylko nieopowiedziana.
Ciągle istnieje więc historia, która czeka na swoje odkrycie, swoją opowieść i swoich słuchaczy po to, by stać się historią innego rodzaju (opowiedzianą). Istnieje więc (potencjalnie) historia bigosu, historia szczupaka po polsku i historia tortów. Choć jeszcze nieopowiedziana, to wcale nie jest mniej pasjonująca i mniej ważna niż opisy politycznych knowań, krwawych bitew czy statystyczne zestawienia ilustrujące wielkie trendy i procesy rodzące się w głowach historyków.
