To co się wydarzyło w redakcji tygodnika Wprost jest zdarzeniem bez precedensu. Prokuratura która bez nakazu sądowego i orzeczenia sądu o uchyleniu tajemnicy dziennikarskiej domaga się od dziennikarzy i redaktora naczelnego wydania ich komputerów, w których, to oczywiste, są materiały dotyczące nie tylko opublikowanych już taśm, ale tych, które dopiero mają się ukazać (w poniedziałek wychodzi kolejny numer tygodnika) ma - i to jest oczywiste - tylko jeden cel: zablokować kolejną publikację która zaszkodzi rządowi i zastraszyć dziennikarzy.
REKLAMA
Po tym, jak przeczytaliśmy w poniedziałkowym Wprost przechwałki ministra Sienkiewicza że znalazł sposób na usadzenie prokuratora Seremeta, takie działanie prokuratury jest dość przerażające.
Tym bardziej, że sam Sienkiewicz jest autorem doniesienia, na podstawie którego prokuratura nakazała ABW wkroczyć do redakcji.
Tym bardziej, że sam Sienkiewicz jest autorem doniesienia, na podstawie którego prokuratura nakazała ABW wkroczyć do redakcji.
Bartłomiej Sienkiewicz powinien był złożyć dymisję choćby z tego jednego względu, żeby pozostając na swoim stanowisku nie stać się sędzią we własnej sprawie. Niestety nie zrobił tego i efekty jego emocji i żadzy zemsty właśnie obserwujemy. Choć oczywiście nie możemy ulec złudzeniu, że to prywatna wojna ministra Sienkiewicza. Premier z całą pewnością wiedział o każdym jego kroku w tej sprawie, także o doniesieniu złożonym w prokuraturze i o działaniach jakie podejmie ABW. To także, a może przede wszystkim, jego polityczna odpowiedzialność.
Niektórzy sądzą, że nie powinno się bronić dziennikarzy Wprost, z różnych powodów. Dlatego, że tekst we Wprost był słaby. Dlatego, że Jarosław Kaczyński mówiący dziś o zamachu na wolność słowa i debaty publicznej, sam nie był w tych sprawach święty. Dlatego wreszcie, że po redakcji Wprost w charakterze obrońców wolności chodzą Anita Gargas, Cezary Gmyz i poseł Wipler. Tak, to wszystko jest irytujące, ale tym razem chodzi o coś więcej: o państwo prawa i niezależność dziennikarską.
Jeśli pozwolimy, by postąpiono bezprawnie z Latkowskim (niezależnie od tego, jak bardzo go ktoś nie lubi i źle ocenia jego rządy we Wprost) i jego zespołem, nas też nikt nie obroni, kiedy przyjdą po nas. A tym samym bez ochrony zostanie społeczeństwo, bo nie będzie już nikogo, kto by donosił o nadużyciach władzy. I nawet nie chodzi o to, że pozamykają dziennikarzy – po prostu nikt już nie przyjdzie z żadną informacją do żadnej redakcji, ze strachu. Nikt już nie zostanie niczyim informatorem - ze strachu. Nikt nie zaryzykuje poinformowania o nadużyciach czy nieprawidłowościach władzy - ze strachu.
I być może właśnie o wzbudzenie takiego strachu w tej akcji prokuratury i ABW chodziło, bo z prawnego punktu widzenia nie miała przecież kompletnie żadnego sensu.
I być może właśnie o wzbudzenie takiego strachu w tej akcji prokuratury i ABW chodziło, bo z prawnego punktu widzenia nie miała przecież kompletnie żadnego sensu.
Chyba dojrzewa w nas wszystkich przeświadczenie, że coś wreszcie z prokuraturą i służbami specjalnymi, które od dawna sięgają dna, trzeba zrobić. I coś trzeba zrobić z rosnącym i już nawet nie skrywanym przeświadczeniem władzy, każdej – nie tylko tej - że może wszystko.
I to my, dziennikarze i obywatele musimy to zrobić, bo nikt inny nie chce i nie może, a samo, jak widać, także się nie zrobi.
I to my, dziennikarze i obywatele musimy to zrobić, bo nikt inny nie chce i nie może, a samo, jak widać, także się nie zrobi.
