Najnowsza publikacja „Wprost” nie tylko obnaża hipokryzję polityków, ale także szkodzi Polsce. Istnieje możliwość, że dziennikarze tego tygodnika są narzędziem w ręku rosyjskich służb, które – jak słusznie zauważa Agata Bielik – Robson, mają interes w zmianie rządu w Polsce ( *„Polska pod PiS -em staje się zupełnie bezużyteczna w Europie, a przecież o to teraz Putinowi chodzi” ). I rzeczywiście, byłoby w interesie Rosji, która zaczyna właśnie (o czym z powodu afery taśmowej, w Polsce się kompletnie nie mówi) regularną wojnę z Ukrainą i przerzuca kolejne wojska na granicę, żeby w Polsce zamiast skutecznej w sprawach ukraińskich ekipy Tuska, zaczęła rządzić kompletnie nieskuteczna ekipa Kaczyńskiego. Dodatkowo może chodzić także o to, że sojusz polsko – amerykański, choć jego jakość (i słusznie) wielu ocenia krytycznie, również nie podoba się Rosji. No i rzecz najważniejsza: przed kolejnym szczytem w sprawie bardzo dobrej inicjatywy Donalda Tuska – Unii Energetycznej - na którym decydować się będzie podział stanowisk, a zatem pieniędzy i władzy, to Rosji najbardziej zależy na osłabieniu pozycji negocjacyjnej Polski. To wyjaśniałoby dlaczego taśmy nie zostały opublikowane przed wyborami: taki ruch z punktu widzenia Rosjan byłby kompletnie bezcelowy. Teraz, to zupełnie co innego: uderzenie nabrało mocy.
Słowa Sikorskiego nie są smaczne, ale mnie nie gorszą: Jeśli ktoś sądzi, że Ławrow czy Obama, inaczej niż Sikorski, w sytuacjach prywatnych zawsze mówią politycznie poprawne rzeczy, to grubo się myli. Zresztą, nie czas żałować róż, gdy płoną lasy.
Stawałam w obronie Wprost po skandalicznej, łamiącej wszelkie standardy akcji ABW, mimo, że ich pierwszą publikację „taśmową” oceniałam, jako merytorycznie bardzo słabą. Chodziło jednak o zasady: niezależność dziennikarską i ochronę źródła.
To jednak, co się dzieje jest niedopuszczalne, a kierunek, w którym rozwija się sytuacja, bardzo niebezpieczna.
To wielka próba dla rządzących i mam nadzieję, że w interesie wszystkich obywateli i stabilności państwa, wyjdą z niej zwycięsko.
