„Dziewczynki plotkują, chłopcy grają w koszykówkę”, „dziewczynki myślą wolniej niż chłopcy” „strój [dziewczyny] zachęca do ataku”, „ginekolog to nie dentysta i dziewczynki nie powinny do niego chodzić zbyt często”, „Organizm kobiety służy rodzicielstwu”, „Naturalny poród to krok w szczęśliwe dzieciństwo”, „efekty palenia dla kobiet są żałosne: brzydka cerę i siatka zmarszczek (o zdrowiu ani słowa!), prezerwatywy „są z gumy i pękają”, „nie zapobiegają większości chorób przenoszonych drogą płciową”, „Pedofilia, kazirodztwo, ekshibicjonizm – formy zaspokojenia popędu seksualnego w sposób nietypowy dla danej kultury” – taki obraz świata sprzeczny nie tylko z rzeczywistością, ale i – w niektórych wypadkach – z prawem – lansują podręczniki do wychowania do życia w rodzinie, zaakceptowane przez ministerstwo edukacji narodowej. Pytana przez dziennikarzy jak to możliwe, ministra Kluzik – Rostkowska milczy lub odpowiada, ustami rzeczników, że… podręczniki to przecież nie jedyne źródło wiedzy.

REKLAMA
Te treści to także efekt pracy zatrudnionych przez ministerstwo recenzentów. Zadałam publicznie to pytanie ministrze Kluzik - Rostkowskiej i powtarzam je tuta, bo bardzo chciałabym wiedzieć:
jakie kwalifikacje ma ksiądz dr Józef Augustyn do recenzowania podręczników do wychowania do życia w rodzinie dla MEN? Jakie kwalifikacje mają prof. Bogdan Chazan, naczelny katolicki ginekolog RP i prof. Aleksander Nalaskowski, którego zdaniem "edukacja seksualna to zbiorowe molestowanie młodzieży"? Dlaczego ministerstwo płaci za to naszymi pieniędzmi, dlaczego na to pozwala?
W podręcznikach autorstwa Teresy Król (seria „Wędrując ku dorosłości”) i Felicji Kalinowskiej („Wychowanie do życia w rodzinie”) nie ma wiedzy, jest za to zestaw zabobonów i zwykłych kłamstw, zachęcanie do przestępstw na tle seksualnym oraz prymitywne i zakazane przez prawo szczucie na ofiary napaści na tle seksualnym. Te podręczniki nie są obojętnym dla życia społecznego głupstewkiem. Są szkodliwe – bo jeśli ktoś przekona do treści w nich zawartych młode Polski i Polaków, zgotuje im i nam – w sensie osobistym i społecznym – olbrzymi problem.
Recenzująca podręczniki MEN dr Maria Pawłowska, absolwentka uniwersytetów w Cambridge i Genewie, twierdzi, że książki z których młode Polki i Polacy uczą się wychowania do życia w rodzinie (na marginesie: co to w ogóle znaczy "wychowanie do życia w rodzinie"? Od kiedy seks odbywa się w rodzinie?) nie spełniają żadnych, wymaganych od podręczników standardów wiedzy, nie podają faktów, tylko zabobony i osobiste przekonania autorek i recenzentów, są szkodliwe i stanowią oczywisty dowód braku szacunku do obywateli i - samych uczniów i uczennic. Tylko - mógłby jej odpowiedzieć dr Chazan lub ksiądz dr Augustyn: co z tego, skoro nasze na wierzchu?