Nie potrafię (już nie) spokojnie słuchać zapewnień Beaty Szydło o tym, że „rolnictwo jest priorytetową dziedziną” (tak jakby nauczyciele, policjanci, górnicy, urzędnicy, robotnicy i inni byli mniej priorytetowi), tak jak nie mogę słuchać o tym jak Platforma Obywatelska, a wcześniej SLD mówią o „pracy i lepszym życiu dla młodych” (jakby starsi mieli mniejsze prawo do pracy i godnego życia). Chcę polityków, liderów, którzy rozumieją, że w Polsce wszyscy jesteśmy priorytetem. Wszyscy. Bo to jest nasz kraj – w którym żyjemy, kochamy, zakładamy, rodziny, spełniamy marzenia. Wszyscy: rolnicy, górnicy, związkowcy, dziennikarze, bankierzy, nauczyciele, katolicy, ateiści, kobiety i mężczyźni, większości i mniejszości - mamy swoje finanse, potrzeby, lęki, rozterki i marzenia. Wszyscy jesteśmy tak samo ważni. Ani mniej, ani więcej. Dokładnie tak samo. Każdy z nas jest cegiełką bez której Polska się rozpadnie.

REKLAMA
Nie ma miejsca na priorytetowe grupy i zawody, nie ma miejsca na lepszych i gorszych. Takie mówienie to zwykły brak szacunku.
Czas na polityków którzy zamiast o tym jak szczuć jedne grupy społeczne na inne, pomyślą jak razem popracować nad dobrymi ramami życia dla wszystkich Polaków, bez względu na ich zawód, dochody, płeć orientację, rasę, wyznanie i wszystkie inne różnice, jakie tylko możecie sobie wyobrazić.
Beata Szydło, Andrzej Duda, tak jak Ewa Kopacz czy Leszek Miller, Ryszard Petru czy Paweł Kukiz nie muszą mi mówić kto jest w Polsce aktorem głównej roli, a kto mistrzem drugiego planu.
Czyj zawód i przekonania są priorytetem, a czyje się nie liczą.
Nie muszą mi w ogóle niczego mówić, oceniać, podawać na tacy moralności czy wartości bo:
Po pierwsze mam swój rozum i serce tak samo ważne jak ich rozum i serce.
Po drugie: nie od tego są. Nie na tym polega ich praca.
Ta pogarda musi się skończyć. Wszyscy jesteśmy tak samo ważni.
Bo życie, jak gospodarka, budżet, rodzina, religia i wszystko inne – jest złożonym systemem powiązań, w którym wszystko wpływa na wszystko.
Ludzie nie tworzą oderwanych, odrębnych grup, które powinny odgradzać się od siebie i dbać wyłącznie o swoje interesy. Takie myślenie serwują nam politycy, którzy chcą przekształcić nas w sieć konkurujących ze sobą wilczych plemion po to, żeby naszą wzajemną nienawiść, umiejętnie podsycaną, wykorzystywać później do zdobywania głosów.

Jednak, kiedy przystaniemy na chwilę, wyłączymy telewizory i dobrze się zastanowimy, to zrozumiemy, że w prawdziwym życiu, na najbardziej podstawowym poziomie wszyscy zależymy od wszystkich: nauczyciel od dziennikarza, dziennikarz od rolnika, rolnik od górnika, górnik od przedsiębiorcy, przedsiębiorca od urzędnika, urzędnik od lekarza, lekarz od prawnika, prawnik od piekarza, piekarz od drogowca – mogłabym wymieniać w nieskończoność. Nasz prawdziwy wspólny, polski interes polega na zrozumieniu tego i dostrzeżeniu w tym wspaniałej szansy.
Nie jesteśmy dla siebie nawzajem konkurencją, jesteśmy szansą i możliwością.
Jesteśmy różnymi ludźmi i właśnie dlatego, tylko dlatego, jedynym tematem kampanii wyborczej prowadzonej przez mądrych polityków teraz i zawsze powinno być:
Jak wykorzystać te wszystkie wspaniałe grupy społeczne, umiejętności, temperamenty i różne punkty widzenia do wypracowania Polski w której ramach będziemy czuć się fantastycznie, zarabiać i dobrze żyć bez względu na osobiste gusta, poglądy, orientację, płeć czy wyznanie. Jak popracować razem na projektem „Polska”?
Jakie ramy zbudować, jak one powinny wyglądać, byśmy mogli w nim, każdy na swój własny sposób, dążyć do szczęścia i realizować wolności? A także prawa i obowiązki?
Chce polityków którzy to rozumieją. Rozumieją, że wszyscy zależymy od wszystkich. Że wszyscy jesteśmy tak samo ważni, tak samo priorytetowi. Że w naszym interesie nie jest walczyć ze sobą, ale współpracować.
Nie chcę więcej dzielenia i szczucia. Hierarchii. Kategorii ważności i przydatności. Certyfikatów dawanych przez posłów i senatorów, którzy żerują na nienawiści, którą sami tworzą, po to właśnie, by na niej skorzystać.
Polemizujmy ze sobą z szacunkiem, spierajmy się z pasją, toczmy ze sobą spory ideowe, wymieniajmy opinie i poglądy –po coś. Niech to będzie sposób, żeby stworzyć lepsze jutro, lepszą rzeczywistość, a nie dokopać innemu „mniej priorytetowemu”, rządzić nim i kontrolować. Ta droga jest drogą do upadku.