Nie potrafię (już nie) spokojnie słuchać zapewnień Beaty Szydło o tym, że „rolnictwo jest priorytetową dziedziną” (tak jakby nauczyciele, policjanci, górnicy, urzędnicy, robotnicy i inni byli mniej priorytetowi), tak jak nie mogę słuchać o tym jak Platforma Obywatelska, a wcześniej SLD mówią o „pracy i lepszym życiu dla młodych” (jakby starsi mieli mniejsze prawo do pracy i godnego życia). Chcę polityków, liderów, którzy rozumieją, że w Polsce wszyscy jesteśmy priorytetem. Wszyscy. Bo to jest nasz kraj – w którym żyjemy, kochamy, zakładamy, rodziny, spełniamy marzenia. Wszyscy: rolnicy, górnicy, związkowcy, dziennikarze, bankierzy, nauczyciele, katolicy, ateiści, kobiety i mężczyźni, większości i mniejszości - mamy swoje finanse, potrzeby, lęki, rozterki i marzenia. Wszyscy jesteśmy tak samo ważni. Ani mniej, ani więcej. Dokładnie tak samo. Każdy z nas jest cegiełką bez której Polska się rozpadnie.
Po pierwsze mam swój rozum i serce tak samo ważne jak ich rozum i serce.
Ludzie nie tworzą oderwanych, odrębnych grup, które powinny odgradzać się od siebie i dbać wyłącznie o swoje interesy. Takie myślenie serwują nam politycy, którzy chcą przekształcić nas w sieć konkurujących ze sobą wilczych plemion po to, żeby naszą wzajemną nienawiść, umiejętnie podsycaną, wykorzystywać później do zdobywania głosów.
Jednak, kiedy przystaniemy na chwilę, wyłączymy telewizory i dobrze się zastanowimy, to zrozumiemy, że w prawdziwym życiu, na najbardziej podstawowym poziomie wszyscy zależymy od wszystkich: nauczyciel od dziennikarza, dziennikarz od rolnika, rolnik od górnika, górnik od przedsiębiorcy, przedsiębiorca od urzędnika, urzędnik od lekarza, lekarz od prawnika, prawnik od piekarza, piekarz od drogowca – mogłabym wymieniać w nieskończoność. Nasz prawdziwy wspólny, polski interes polega na zrozumieniu tego i dostrzeżeniu w tym wspaniałej szansy.
