Nie podobają mi się wypowiedzi prof. Krystyny Pawłowicz, ale nie podobają mi się też pomysły takie, jak Ruchu Palikota, żeby Pawłowicz za te wypowiedzi karać z paragrafów o faszyzmie czy mowie nienawiści. Pokazują one głębokie niezrozumienie dla istoty wolności słowa nawet u ludzi, którzy samych siebie nazywają jej obrońcami.
REKLAMA
Wolność słowa – a więc wolność i niezależność myślenia i mówienia co chcemy – w granicach, które rozsądnie wyznacza pomówienie kogoś o przestępstwo – jest krwiobiegiem demokracji, tlenem, którym oddychają media , życie publiczne i każdy człowiek, który chce samodzielnie kształtować i wyrażać własne opinie.
Niezbędną ceną jaką za wolność trzeba zapłacić jest własny niesmak i oburzenie, kiedy ktoś mówi na głos coś, co nas uraża, przekracza nasze granice dobrego smaku, a nawet naszej moralności czy przyzwoitości. Nie da się pogodzić wody z ogniem i stworzyć ustroju, w którym wolność owszem, będzie, ale tylko dla zwolenników jednego typu poglądów, a dla ludzi wyrażających opinie przeciwne już nie. Nie da się zapewnić wolności tylko zwolennikom Platformy Obywatelskiej czy Ruchu Palikota, kiedy zwolenników PiS nazywają chorymi psychicznie, imbecylami, nieudacznikami, a kler spasionymi biskupami, ale zabronić jej zwolennikom PiS, sądzącym jak Pawłowicz, że wszelka odmienność jest przejawem spaczenia, patologii, a ludzie ją prezentujący są społeczeństwu zbędni, ba - nieprzydatni i jałowi.
Nie da się funkcjonować w rzeczywistości, w której politycy i - niestety coraz częściej – dziennikarze i publicyści – biegają do sądu lub prokuratury za każdym razem, kiedy ktoś powie coś, co im się nie podoba. Za bardzo mamy dość dyktatury katolickiej w kuriozalnym zapisie o obronie uczuć religijnych, żeby kolejnymi tego typu paragrafami wprowadzać kolejne: dyktaturę uczuć przyzwoitych, moralnych, niefaszystowskich i wszystkich innych. To niedojrzałe, to infantylne, to szkodliwe dla obywateli i jakości debaty publicznej, która na sporze, choćby najostrzejszym może tylko zyskać, bo pozwala on przyjrzeć się prezentowanym poglądom z każdej strony i perspektywy, z każdego punktu widzenia.
Dojrzały polityk, publicysta człowiek rozumie, że każdy wybór życiowy kosztuje, wartościowe rzeczy nigdy nie są za darmo. Wie, że jeśli chce ostro oceniać innych i sprawy, rzeczy im bliskie, musi się godzić na to, by także on sam, sprawy i rzeczy jemu bliskie były ostro oceniane. Inaczej nie jest godzien miana polityka, dziennikarza, lidera opinii. Odwaga polega bowiem nie tylko na głośnym krytykowaniu, ale i na umiejętności znoszenia cudzej krytyki. Człowiek, który drży przed każdą kontrowersją nie nadaje się do pełnienia funkcji publicznej, ani żadnej ważnej funkcji w prasie, radiu czy telewizji.
Apeluję zatem o polemizowanie z Panią Pawłowicz, wykłócanie się z nią, jeśli trzeba, ośmieszanie jej poprzez celną satyrę, a zarazem o trzymanie się w tej – i innych podobnych sprawach – z daleka od sądów i prokuratur. W imię wolności słowa, debaty, nas wszystkich.
